Zastój ubezpieczeń potrwa dwa lata
Zdaniem Danuty Wałcerz, prezes Państwowego Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń, towarzystwa nie przewidziały odpowiednio wcześnie spowolnienia na rynku i nie dostosowały do niego polityki finansowej. W rezultacie spada dynamika przypisu składki, a koszty spółek nadal rosną. Tymczasem prezes PUNU ostrzega, że dekoniunktura może potrwać nawet dwa lata.
W pierwszej połowie 2001 roku tempo rozwoju majątkowego rynku spadło do 3,44 proc, a życiowego do 11,5 proc. — wynika z raportu Państwowego Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń.
— Nie zauważyłam, żeby ubezpieczyciele przewidzieli obecne spowolnienie rynku i odpowiednio wcześnie dostosowali do tego politykę finansową — twierdzi Danuta Wałcerz, prezes Państwowego Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń.
Za duże koszty
W rezultacie spółki ubezpieczeniowe zanotowały w połowie 2001 roku o niemal 8 proc. niższy zysk niż rok wcześniej.
— Niepokoi mnie bardzo, że przy spadających wpływach ze składki, firmy nie wyhamowują kosztów administracyjnych. Rosną one w większości spółek i to w niepokojącym tempie. Niezrozumiałe jest, dlaczego towarzystwa fundują sobie ogromne wydatki administracyjne w okresie dekoniunktury — dodaje Danuta Wałcerz.
Prezes PUNU przypuszcza, że zarządy firm ubezpieczeniowych założyły, że dekoniunktura szybko się skończy. Nie chcą wiec zmniejszać skali działania towarzystw. Tymczasem — jej zdaniem — może ona potrwać nawet dwa lata.
Błędy towarzystw
Obok spadku dynamiki przypisu składki w dziale ubezpieczeń na życie można też zaobserwować gwałtowny wzrost wypłat odszkodowań. W porównaniu z pierwszą połową 2000 roku wzrosły one o 29,5 proc., a w segmencie polis z funduszem inwestycyjnym nawet o 253,9 proc. Spowodowane jest to w dużej mierze rezygnacjami klientów z kontynuacji ubezpieczenia.
— Ubezpieczyciele nie przyznają się, ile mają dokładnie rezygnacji z polis. Moim zdaniem, dotyczą one głównie umów nie starszych niż dwa-trzy lata. Firmy muszą dogłębnie przeanalizować, dlaczego ich klienci tak prędko wycofują się z ubezpieczenia. Nie jest to spowodowane tylko trudną sytuacją materialną — twierdzi Danuta Wałcerz.
Zdaniem prezes PUNU, odpływ klientów to też sprawa nieprawidłowej strategii rozwoju wielu firm.
— Polityka sprzedaży była niewłaściwa i towarzystwa nie wypracowały zaufania do rynku ubezpieczeniowego. Zawód agenta ubezpieczeniowego powinien mieć prestiż społeczny, a tymczasem stworzono tylko namiastkę tej pozycji. W rezultacie w wielu przypadkach agenci byli naganiaczami, a nie wiarygodnymi doradcami dla klientów — twierdzi Danuta Wałcerz.
Ustawa nie pomoże
Jej zdaniem, nowa ustawa o pośrednictwie ubezpieczeniowym, która czeka na podpis prezydenta, niewiele w tej sprawie zmienia.
— Jeżeli utrzyma się dotychczasowa praktyka firm, to nic się nie zmieni. Konieczna jest głęboka zmiana, zwłaszcza stosunku do spraw sprzedaży — twierdzi Danuta Wałcerz.
By skłonić spółki do lepszego szkolenia agentów, z inicjatywy PUNU podwyższono wymagany czas edukacji kandydatów na pośredników z 40 do 150 godzin. Prezes urzędu przyznaje jednak, że administracyjne działania nie do końca spełniły oczekiwania. By nie wydawać pieniędzy na szkolenia, towarzystwa sięgnęły po osoby, które dawno temu uzyskały uprawnienia i nie wykonywały zawodu. Na rynek trafili jeszcze gorzej przygotowani agenci.
— Istnieją jednak firmy, które mają grupę dobrych agentów. Takich osób jest coraz więcej — zastrzega Danuta Wałcerz.
Inwestorzy przeczekają
Prezes PUNU uważa, że mimo obecnego spowolnienia polski rynek ubezpieczeniowy ma rezerwy wzrostu.
— Tkwią one w zwiększaniu świadomości społeczeństwa. Nawet biorąc pod uwagę dekoniunkturę gospodarczą, jesteśmy przecież wciąż niedoubezpieczeni — twierdzi Danuta Wałcerz.
Jej zdaniem, z tych perspektyw wzrostu zdają sobie sprawę obecni w Polsce inwestorzy. Spowolnienie zmusza ich jednak do zmiany przyjętych wcześniej strategii.
— Dotyczy to zwłaszcza spó- łek, które niedawno rozpoczęły działalność i których koszty działalności są bardzo wysokie. Nie będą się one jednak wycofywać z rynku, tylko postarają się przeczekać trudny okres — dodaje Danuta Wałcerz.