Zatrudnię za średnią krajową

opublikowano: 24-09-2018, 22:00

Tylko 10 proc. firm ujawnia wysokość zarobków w ogłoszeniach o pracy. Z czasem powinno się to stać normą w rekrutacji — uważają eksperci.

Pytania o oczekiwania finansowe to jedna z trudniejszych dla kandydatów kwestii podejmowanych podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Eksperci z People, firmy doradztwa personalnego, podpowiadają, aby po prostu wskazywać widełki płacowe o rozpiętości ok. 15-20 proc. Problem z rozmowami o zarobkach bierze się m.in. stąd, że na polskim rynku tylko ok. 10 proc. firm publikuje informacje o oferowanych pensjach — wynika z analiz People.

— Warto pamiętać, że pracodawcy, szczególnie korporacje, mają z góry wycenione stanowiska i sztywne widełki płacowe. Na rynku należącym do kandydata częściej zdarza się ich przekraczanie, ale zwykle nie więcej niż o 15-20 proc. Im większa firma, tym sztywniejsze zasady płacowe — wyjaśnia Sebastian Popiel, członek zarządu People.

Eksperci People przyznają, że na utrzymującym się silnym rynku kandydata możliwości negocjacyjne płac rosną. Zwracają jednak uwagę, że największe firmy zwykle płacą na poziomie mediany rynkowej (czyli wartości środkowej). Są przy tym otwarte na coraz bardziej atrakcyjne benefity pozapłacowe.

Niemal 90 proc. osób szukających pracy wolałoby, aby w ogłoszeniach jawnie informowano o możliwych zarobkach. Taka praktyka jest stosowana w wielu krajach Europy (m.in. w Wielkiej Brytanii, Niemczech) i w USA.

— Większość naszych pracodawców, którzy ujawniają propozycje wynagrodzeń, to firmy z branży IT lub państwowe — mówi Sebastian Popiel.

Wyjaśnia, że w niektórych sektorach, np. w teleinformatyce, trudno bez podania informacji o proponowanym wynagrodzeniu przekonać kandydata do udziału w rekrutacji. Dlatego coraz częściej ogłoszenia z tej branży zawierają takie dane.

— Jawne widełki płacowe gwarantują przejrzystość i często większą efektywność rekrutacji, jednak systemowe narzucanie takiego rozwiązania budzi pewne wątpliwości. Wielu pracodawców nie chce publikować takiej informacji m.in. ze względu na konkurencję czy obecnych pracowników, którzy porównują swoje zarobki z nowo zatrudnianymi. Z drugiej strony coraz więcej firm działających w Polsce decyduje się na podanie przedziałów płacowych, wiedząc, że w ten sposób oszczędzą czas swój i kandydatów, którzy mają jasno sprecyzowany poziom oczekiwanych zarobków. Myślę, że stopniowo może się to stać praktyką rynkową — prognozuje przedstawiciel People.

Podczas rozmów kwalifikacyjnych pracodawcy często pytają kandydatów o ich obecne zarobki.

— Nie mają oni obowiązku informowania o tym, aczkolwiek kandydaci często sami z siebie mówią na ten temat. Dla rekrutera ważniejsza jest zresztą wiedza o tym, ile kandydat chce zarabiać w nowej pracy — mówi Katarzyna Jesionkiewicz, konsultant ds. rekrutacji w People.

Co ciekawe, np. w Nowym Jorku pytanie kandydatów o historię płac jest zabronione.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Iwona Jackowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Zatrudnię za średnią krajową