Zatrudnienie rośnie z mozołem

opublikowano: 19-08-2018, 22:00

W sektorze przedsiębiorstw pracuje coraz więcej osób — lipcowy przyrost był jednak najmniejszy od ponad półtora roku.

W lipcu 6231,1 tys. pracowników sektora przedsiębiorstw zarabiało po 4825,02 zł brutto — wynika z danych GUS-u, które odnoszą się do wartości średnich. Zarówno w przypadku zatrudnienia, jak i wysokości płac, jest to więcej niż w lipcu 2017 r. (wtedy 6022 tys. osób zarabiało po 4501,52 zł). Ta informacja schodzi jednak na dalszy plan. Dlaczego? Bo więcej okazało się mniejsze, niż oczekiwano.

Małe więcej

Roczna dynamika zatrudnienia wyniosła 3,5 proc., płac — 7,2 proc. W pierwszym przypadku odczyt rozminął się z rynkowymi oczekiwaniami (utożsamianymi z medianą prognoz ekspertów ankietowanych przez Bloomberga) o 0,1 pkt. proc., w drugim — o 0,4 pkt. proc. Wbrew pozorom bardziej szokuje pierwszy.

— Uderza przede wszystkim niższa w porównaniu do poprzednich miesięcy dynamika zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. Po zwyżkach w 2017 r., sięgających nawet 4,6 proc. r/r, i spadku tempa wzrostu do 3,7 proc. r/r w tym roku obecna dynamika w wysokości 3,5 proc. r/r jest bardzo niska — komentuje Monika Kurtek, główny ekonomista Banku Pocztowego. Biorąc pod uwagę dane miesięczne, jest ona najniższa dokładnie od grudnia 2016 r. (wtedy zatrudnienie wzrosło o 3,1 proc. r/r).

Malejący trend

Monika Kurtek zwraca uwagę na okoliczności — a konkretnie PKB rosnący w tempie ponad 5 proc. r/r (5,2 proc. w pierwszym kwartale i 5,1 proc. w drugim).

— Przyczyn należy upatrywać przede wszystkim w malejącej podaży pracowników. Przedsiębiorstwa, zwłaszcza w takich obszarach, jak budownictwo czy handel, cierpią na brak rąk do pracy i można postawić tezę, że gdyby popyt na pracowników był zaspokojony, polska gospodarka mogłaby rozwijać się jeszcze szybciej. Jednocześnie hamowanie zatrudnienia może oznaczać, że wkraczamy w okres spowalniania — dodaje Monika Kurtek.

Lipcową słabą dynamikę zatrudnienia można po części usprawiedliwić wysoką zeszłoroczną bazą.

— W 2017 r. odnotowano najwyższy w historii lipcowy wzrost zatrudnienia w ujęciu miesięcznym (20,6 tys. m/m) — przypomina Krystian Jaworski, starszy ekonomista Crédit Agricole Bank Polska. Tak czy inaczej, wygląda na to, że pisany jest jej trend spadkowy.

— Najnowsze dane stanowią wsparcie dla naszego scenariusza, zakładającego stopniowy spadek dynamiki zatrudnienia w najbliższych kwartałach. Taką tendencję sygnalizował również Szybki Monitoring NBP. Opublikowany w nim wskaźnik prognoz zatrudnienia w ostatnich dwóch kwartałach obniżał się, wcześniej rosnąc nieprzerwanie od początku 2017 r. — dodaje Krystian Jaworski.

Małe gryzy

Brak wolnych mocy ludzkich nie dodaje wiary w kontynuację gospodarczej hossy. PKB spode łba mógłby także patrzeć na stosunkowo niewielką dynamikę wynagrodzeń i coraz bardziej prawdopodobną wizję braku jej eksplozji w kolejnych kwartałach z prostej przyczyny — brak szaleństwa w płacach oznacza brak szaleństwa w konsumpcji. Mógłby, gdyby inflacja mocniej podgryzała nominalne płace.

— Ograniczona podaż pracowników trzyma w ryzach płace. Ponieważ jednocześnie umiarkowana pozostaje inflacja, siła nabywcza pozostaje przyzwoita. Dynamika realna przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw nadal przekracza 5 proc. r/r, a to niewątpliwie nadal przekładać się będzie na konsumpcję gospodarstw domowych w kolejnych miesiącach — mówi Monika Kurtek.

W czerwcu i lipcu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI) rósł w tempie 2 proc. r/r, a w poprzednich miesiącach wolniej. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Zatrudnienie rośnie z mozołem