Zatrzymanie Filipiaka pod lupą

Mariusz Zielke
opublikowano: 2008-04-15 00:00

Resort sprawiedliwości poprosił o wyjaśnienia, a prokuratura bada zasadność sobotniego zatrzymania prezesa Comarchu.

Czy prezes Comarchu będzie kolejnym Kluską, Modrzejewskim, Wąsaczem? Sprawdzą to... urzędnicy

Resort sprawiedliwości poprosił o wyjaśnienia, a prokuratura bada zasadność sobotniego zatrzymania prezesa Comarchu.

Nie cichnie burza wokół szefa Janusza Filipiaka. Prokuratura wszczęła wewnętrzne postępowanie wyjaśniające, czy słusznie zatrzymano w sobotę prezesa i głównego akcjonariusza Comarchu i jednocześnie szefa klubu sportowego Cracovia. Wyjaśnienia sprawy zażądał minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski. RMF FM podało, że jest gotów przeprosić prezesa, jeśli padł ofiarą nadużycia władzy.

Lawina nie ruszyła

Kurs akcji Comarchu zniżkował przez całą poniedziałkową sesję kilka procent. Dzień zakończył na ponad 4-procentowym minusie, ale lawinowej wyprzedaży akcji nie było.

— Szczęśliwie inwestorzy mieli czas na przemyślenie sprawy i doszli do wniosku, że zarzuty są w gruncie rzeczy słabe, niezwiązane z działalnością firmy — komentuje jeden z analityków.

Prokuratura zarzuciła Filipiakowi pomocnictwo w antydatowaniu dokumentu do kontraktu z Pawłem Drumlakiem, byłym piłkarzem Cracovii, oraz łamanie jego praw pracowniczych. Zarzuty te zagrożone są karą więzienia do pięciu lat. Ale czy uzasadniają spektakularne zatrzymanie znanego przedsiębiorcy i profesora akademickiego, który nie ukrywał się i nie utrudniał pracy prokuratury?

— Takie same pytania nasuwały się prokuratorowi generalnemu, dlatego poprosiliśmy o wyjaśnienie sprawy — mówi Grzegorz Żurawski, rzecznik ministra sprawiedliwości.

Prokuratura tłumaczyła, że zatrzymanie całego zarządu Cracovii było konieczne, bo chciała postawić zarzuty jednocześnie wszystkim podejrzanym i uniemożliwić uzgadnianie zeznań. Jednak sprawę znanego konfliktu klubu z Drumlakiem prokuratura bada już od kilku miesięcy. Wielokrotnie zajmowały się nią PZPN (z korzyścią dla Drumlaka) i media.

— Wszyscy podejrzani mogli więc ustalać do woli wersje zeznań. A prezesowi nie przedstawiono żadnych dowodów poświadczających winę, więc jakie było zagrożenie, że cokolwiek ujawni innym podejrzanym? — mówi osoba zbliżona do Cracovii.

Filipiak jest zaskoczony i oburzony.

— Sposób zatrzymania był niewspółmierny do zarzucanych mi oficjalnie przez prokuraturę czynów — zostałem zakuty w kajdanki na lotnisku i odwieziony do aresztu. Zatrzymanie odbyło się o godzinie 14.35 w sobotę, następnie przetrzymano mnie w areszcie i o 3.00 w nocy w niedzielę doprowadzono na przesłuchanie. Po przesłuchaniu, w trakcie którego nie przedstawiono mi żadnych dowodów mojej rzekomej winy, zostałem zwolniony o godzinie 6.00 nad ranem” — napisał Filipiak w oświadczeniu dla mediów.

Wszystko już było

Sprawa Filipiaka przypomina głośne zatrzymania Emila Wąsacza, Andrzeja Modrzejewskiego czy Romana Kluski. We wszystkich tych przypadkach decyzje śledczych okazały się niesłuszne lub niezgodne z prawem. Wpadek było zresztą więcej. Prokuraturze nie udało się nawet obronić zatrzymania Janusza Kaczmarka, byłego szefa MSWiA, któremu zarzucono składanie fałszywych zeznań w śledztwie w sprawie głośnej afery gruntowej. Sąd uznał, że jego zatrzymanie było bezzasadne. W tej samej sprawie prokuratura chciała zatrzymać Ryszarda Krauzego. Wiadomość o takim zamiarze spowodowała spadek kursów akcji wszystkich jego spółek — Krauze stracił na tej przecenie 0,5 mld zł. Okoliczności zmusiły go do sprzedaży najważniejszej firmy — Prokomu Software.

Bulwersująca była sprawa Jacka Turczyńskiego, byłego prezesa Poczty Polskiej, któremu zarzucono wzięcie łapówki. Relacja z zatrzymania i aresztu, jaką przekazał w 2003 r. posłom, jest szokująca.

„Pozbawiono mnie prawa do obrony, nie mogłem zajrzeć do akt sprawy. Natomiast poprzez kontrolowane przecieki do mediów w opinii publicznej przesądzono sprawę. Dokonano na mnie publicznego linczu. Gdy przebywałem w areszcie, 22 maja 2002 r. moja żona została napadnięta przez brygadę antyterrorystyczną. Wyrzucono ją z samochodu i skuto. Do skroni przystawiono jej nabitą broń. Wypuszczono po kilku godzinach. Zanim to nastąpiło, była inwigilowana. Użyto wobec niej podobnej liczby policjantów jak podczas głośnej akcji w Magdalence” — cytowała jego wyznania „Gazeta Wyborcza”.

Emil Wąsacz: Jestem bardzo zadowolony, że sąd potwierdził moją ocenę tych wydarzeń. To zatrzymanie było sprawą polityczną. Bezcelowe było też przeszukanie. Chodziło o zrobienie szumu medialnego.

minister skarbu w rządzie Jerzego Buzka

Wypowiedź dla „Gazety Wyborczej” o decyzji sądu przyznającej mu odszkodowanie

Roman Kluska: Najsmutniejsze jest to, że w każdej z tych spraw instytucje powołane do przestrzegania prawa łamią to prawo. To nie dotyczy tylko urzędników skarbowych, ale policji, prokuratury, sądów. I to jest najgorsze.

były prezes Optimusa

wypowiedź dla „Nowego Przemysłu” o problemach biznesmenów z prawem

Andrzej Modrzejewski: Można było odwołać mnie w sposób kulturalny i ogólnie przyjęty. Komuś zależało jednak, aby stało się to wcześniej. Dlaczego użyto UOP? W czyim interesie? Przez tę sprawę została złamana moja kariera.

były prezes Orlenu

Relacja dla posłów przedrukowana przez „Gazetę Wyborczą”