Zaufanie droższe od pieniądza

Puls Bzinesu, partner publikacji: DZP
20-05-2018, 22:00

Aż ośmiu na dziesięciu skandynawskich rolników, na zawarte w ankiecie pytanie „Czy ufasz swojemu sąsiadowi?” odpowiada „Tak”.

Na identyczne pytanie, zadane polskim, odpowiedź ośmiu z dziesięciu brzmiała „Nie”. Duński rolnik, zagadnięty o to, ile dostaje za tucznika, w ogóle nie rozumie tak postawionego pytania. Nie rozumie, ponieważ jest wpisany w łańcuch hodowca — przetwórca mięsa — sprzedawca finalnego produktu, toteż interesuje go wzajemne rozliczenie w obrębie tego trójkąta. Do obu tych spostrzeżeń Witold Boguta, prezes Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw odwoływał się podczas dyskusji zatytułowanej „Doświadczenia w zarządzaniu sektorem rolno- -spożywczym”.

Zobacz więcej

PROBLEMY I ROZWIĄZANIA: Uczestnicy dyskusji poświęconej zarządzaniu sektorem rolno-spożywczym z jednej strony przedstawili trudne położenie indywidualnego producenta rolnego w relacjach z największymi graczami rynku, z drugiej jednak wskazali prawne metody jego poprawy. fot. michał legierski

Trudności strukturalne

Model polskiego rolnictwa opiera się o gospodarstwo rodzinne. Wygląda to tak, że 70 proc. wszystkich gospodarstw, działa na areałach do 10 ha. Jednocześnie zagospodarowują one niespełna 30 proc. krajowych użytków rolnych. To zestawienie przejrzyście sugeruje trend do konsolidacji rolnictwa, czyli zastępowania i wypierania małych producentów przez wielkich graczy — mówił Tomasz Kaczyński, partner w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.

Tak dzieje się m. in. na rynku zboża i warzyw. Przy dzisiejszej strukturze organizacji rolnictwa Witold Boguta powątpiewa w regulacyjną moc wolnego rynku z jego prawem popytu i podaży.

— Kura, świnia to produkty krótkoterminowe. W tym sensie, że nadchodzi moment, w którym trzeba je sprzedać tu i teraz, licząc na dochód, zapewniający zabezpieczenie bytu własnego i rodziny. Tymczasem ów drobny, niezrzeszony w grupach rolnik nie ma wiedzy, ile wytworzyć, aby sprzedać. I dlatego pozostaje najsłabszym, wystawionym na wahannia rynku, ogniwem w łańcuchu wytwarzania żywności — zauważył Witold Boguta.

— W przeciwieństwie do zawsze będącego górą pośrednika — uzupełniał Julian Pawlak, prezes Krajowej Unii Producentów Soków.

— Niepodobna sobie przecież wyobrazić — argumentował, odwołując się do przykładów z branży, w której działa — żeby przetwórczy moloch przerabiający rocznie na soki 100-200 tysięcy ton jabłek, dogadywał się oddzielnie z kilkunastoma tysiącami sadowników, wytwarzających wieloodmianową rozmaitość jabłek przemysłowych, bądź deserowych. Naturalnym panaceum na taki stan rzeczy logicznie powinno zatem być organizowanie się producentów — wzorem nadmienionego duńskiego kolegi — w grupy producenckie, bądź spółdzielnie, czyli ulokowanie się we wspominanym łańcuchu od pola do stołu. I tu wraca kwestia zaufania.

— W Polsce ledwie 5-6 proc. rolników, i to na ogół tych większych, zdecydowało się przystąpić do grup producenckich — podkreślał Witold Boguta. Tymczasem na spółdzielczości — no, może wyjąwszy tę mleczarską — ciąży odium „dawno minionego systemu”. Zdaniem Juliana Pawlaka, zupełnie niesłusznie, bo przecież spółdzielczość nie jest produktem socjalizmu, lecz rozkwitała dużo wcześniej, ku satysfakcji zorganizowanych w jej obrębie ludzi.

— W Polsce po prostu nie ma klimatu dla spółdzielczości. Nawet ta, która się uchowała, jest chora — twierdził Julian Pawlak.

— Proszę mi wskazać spółdzielnię, w której rolnik, dostawca mleka uzyskałby od zarządu informację o strukturze kosztów — sekundował Pawlakowi poseł Jarosław Sochajko, przewodniczący parlamentarnej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

— A przecież rynkowe upośledzenie drobnego rolnika można by łagodzić na przykład dywidendą od zysku spółdzielni — rozważał możliwe do wprowadzenia rozwiązanie Jarosław Sochajko.

Jaśniejsza strona

Wbrew niewesołemu, wydawałoby się, położeniu pozycji drobnego producenta w zderzeniu z możnymi rolno-spożywczego rynku, Tomasz Kaczyński zauważył, że nie jest ono aż tak złe.

— Mamy wiele prawnych narzędzi, pozwalających upominać się o interesy tej grupy producentów. Mamy przecież kodeks cywilny, kodeks handlowy, prawo stowarzyszeń, prawo spółdzielcze. Sądzę więc, że ta słaba pozycja wynika nie tyle z ułomności prawa i barier legislacyjnych, co raczej z oporów mentalnych, a także z rozdrobnionej struktury gospodarstw oraz braku wiedzy i doświadczenia, pozwalającego toczyć w miarę równą walkę w relacjach między producentem żywności a jej odbiorcą — podkreślał Tomasz Kaczyński.

— Trend ustawodawczy zmierza w kierunku ochrony interesów małych podmiotów. Mamy ustawę o nieprzyjaznej konkurencji, o ochronie konkurencji i konsumentów, o nieuczciwym wykorzystywaniu przewagi kontraktowej. To są wszystko narzędzia, które ustawodawca wprowadza w celu równoważenia szans — dopowiedział w podsumowaniu dyskusji prawnik DZP.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Puls Bzinesu, partner publikacji: DZP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Zaufanie droższe od pieniądza