Zaufanie staje się filarem państwa

Jacek Zalewski
opublikowano: 2010-08-05 00:00

Nie tylko sam wynik wyborów prezydenckich, ale również rozwój wydarzeń już po 4 lipca — z takim ekstremum, jakim była wtorkowa przepychanka krzyżowa przed Pałacem Prezydenckim — potwierdza, że rządy ekipy Donalda Tuska chwilowo są bezalternatywne. Po prostu opozycja symbolizowana personalnie przez Jarosława Kaczyńskiego — bo wariant lewicowy to jednak polityczne marginalia — prezentuje się zbyt beznadziejnie, stawiając na wątki nierozwojowe i nieatrakcyjne na przykład dla młodego pokolenia. Trudno powiedzieć, jak długo ta sytuacja się w Polsce utrzyma, ale do końca obecnej kadencji na pewno.

To ogromnie ważna okoliczność przy wszelkich debatach publicznych, na przykład o sytuacji budżetu i w ogóle finansów państwa. Wyszło to wyraźnie podczas wczorajszej dyskusji w Sejmie, gdy premier nie tylko zwyczajowo polemizował z poprzednim rządem i zarzucał mu roztrwonienie lat 2005-07, sprzyjających ograniczeniu wydatków publicznych. Miał komfort wyjątkowo ostrego przejechania się po rozmaitych — chociaż anonimowych — teoretykach, akademikach i analitykach, którzy bez ponoszenia odpowiedzialności za decyzje krytykowali, źle doradzali po wybuchu kryzysu etc. Tym razem upiekło się mediom.

W kontekście stanu publicznych finansów powrócił wątek zaufania, które trzy lata temu było pamiętnym lejtmotywem sejmowego exposé Donalda Tuska przed uzyskaniem wotum zaufania. Gdy słyszy się zapowiedź rozpoczęcia przez rząd po wakacjach kolejnej przełomowej ofensywy legislacyjnej — chociaż poprzednie równie przełomowe utknęły w wyjściowych okopach — rzeczywiście pozostaje jedynie ufać.