Zawód perfumiarz

Małgorzata Bogucka
16-04-2008, 00:00

Fach dobry. Prestiżowy i niszowy. Tylko trzeba mieć nosa.

Na świecie pracuje ich zaledwie około pięciuset. Połowa we Francji, między innymi w prestiżowej szkole w Wersalu. W Polsce tylko trzech: Anna Adamowicz, Magdalena Chmielewska i Monika Kaleta. Wszystkie w produkującej aromaty zapachowe Pollenie Aromie na Białołęce.

Największym ich wrogiem jest katar. Wyczulony węch dostarcza też czasem niemiłych wrażeń. Latem w zatłoczonym autobusie czy w supermarkecie przy półkach z jedzeniem.

 

Pachnę, więc jestem

— Kiedy jem lody wiśniowe lub ciasto z aromatem migdałowym, czuję w nich aldehyd benzoesowy, a nie wiśnie czy migdały. W sklepie spożywczym zamiast sprawdzać datę ważności produktu, po prostu go wącham. Tak też postępuję z książkami w księgarni czy z nowymi butami— przyznaje Anna Adamowicz, główny perfumiarz w Pollenie Aromie, 20 lat w zawodzie.

W firmie legendą obrosła opowieść o jednym z perfumiarzy, który przy odbiorze zegarka z naprawy, wąchając go, sprawdzał, czy działa.

Zafascynowanie zapachami towarzyszyło ludziom od starożytności. Wierzono w ich tajemną moc, nadawano im znaczenie magiczne, przypisywano nadprzyrodzone działanie. Perfumiarze byli jednocześnie znachorami. Ich receptury miały również właściwości lecznicze. Służyli często możnowładcom, jak rodzina Ernesta Beaux, twórcy najsłynniejszego zapachu świata — Chanel No 5, która odpowiadała za perfumy na dworze carskim. O pracę nietrudno także dzisiaj, zarówno w Polsce, jak i na świecie, a płace też nie najgorsze. Chociaż polscy perfumiarze nie chcą zdradzać konkretnych kwot, to, jak skromnie twierdzą, zarabiają nieźle.

— Trudno oczywiście porównywać się na przykład z kadrą menedżerską, ale nie narzekamy — mówi Anna Adamowicz.

Perfumiarzem została przez przypadek, choć niektórzy twierdzą, że przypadków na świecie nie ma. Studiowała w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i w ramach programu uczelni odwiedzali Pollenę Aromę.

— Od razu złapałam bakcyla — przyznaje Anna Adamowicz.

Nauka zawodu jest jednak żmudna i trudna. Przyszły perfumiarz musi przejść wiele prób.

— Przede wszystkim testy predyspozycji fizjologicznych, czyli wrażliwości węchowej, pamięci, zdolności rozpoznawania zapachów. Obecnie jest ich na rynku około 2 tysięcy. Może więcej — mówi główny perfumiarz Polleny Aromy.

Praca nad zapachem do łatwych nie należy. Trwa miesiącami, niekiedy latami. Jest ciągłym poszukiwaniem harmonijnej kompozycji lub udoskonalaniem istniejącej.

— Najpierw piszemy recepturę, następnie mieszamy pachnące składniki. Potem muszą się one zbukietować. Kompozycja, którą uzyskamy za pierwszym razem, zazwyczaj nam się nie podoba. Wykonujemy kilka, kilkadziesiąt prób — twierdzi Anna Adamowicz.

Czasami odkłada jakąś kompozycję na potem i wraca do niej po kilku latach.

— Pracujemy teraz nad uwspółcześnieniem receptury kultowego jeszcze dwadzieścia lat temu zapachu. Nie mogę zdradzić, jakiego — przyznaje.

Zapachy też ulegają modzie. Zmieniają się co siedem, dziesięć lat. Obecnie przyszedł czas na kompozycje spokojne i stonowane, wracające do natury.

 

Woń pieniądza

Perfumiarze z Polleny Aromy nie modą się kierują, ale życzeniami i wymaganiami klienta.

— To bardzo ogranicza. Każdy perfumiarz jest rzemieślnikiem, ale przede wszystkim czuje się artystą i najchętniej przy tworzeniu kompozycji kierowałby się tym, czym artysta powinien, czyli wyobraźnią i intuicją — przyznaje Anna Adamowicz.

Jedno z najdziwniejszych zamówień to zapach benzyny dla teatru w Opolu. W jednej ze scen bohater miał się spalić.

Robią zapachy nie tylko do perfumerii. Produkują między innymi olejki eteryczne do aromaterapii, kosmetyki naturalne z serii Dr Beta, a także zapachy dla chemii gospodarczej — proszków do prania czy płynów do zmywania. Mają dwa tysiące odbiorców krajowych i 40 zagranicznych. Świadczą też usługi dla klientów indywidualnych — tworzą na przykład perfumy na zamówienie.

— Opracowanie zapachu lub wody toaletowej dla indywidualnego odbiorcy kosztuje około tysiąca złotych. Zamówienia składają głównie ludzie ze środowisk biznesowych czy artystycznych — twierdzi Anna Adamowicz.

Coraz więcej też komponują dla firm.

— Od dwóch lat mamy zwiększone zamówienia na zapachy służące do perfumowania pomieszczeń sklepów czy biur. Zdarzają się również ciekawe zamówienia na zapachy do ekskluzywnych serii wydawniczych — zwłaszcza tomików poezji, do mebli, odzieży, tkanin — przyznaje perfumiarz.

Aromamarketing od dawna nie jest złudzeniem. Już w latach 30. na Uniwersytecie w Dresden w USA przeprowadzono badania, które wykazały, że dzięki wykorzystaniu zmysłu powonienia można zwiększyć sprzedaż o 6 proc. i zatrzymać klienta w sklepie o 15,9 proc. dłużej. Przykładowo w salonie Samsunga na Manhattanie powietrze pachnące melonami stało się zapachową wizytówką firmy.

— Najczęściej klienci składają zamówienia na delikatne, świeże kompozycje typu perfumeryjnego — neutralne, ani męskie, ani damskie — twierdzi Anna Adamowicz.

 

Ideał ze skazą

Wszyscy kojarzą luksusowy w latach 70., dzisiaj raczej odstraszający zapach Być może. Pachniały nim babcie, mamy i panny na wydaniu. Nikt nie wie, że powstał właśnie w Pollenie Aromie. Sztuka to anonimowa. A kompozycja, jeśli oryginalna i harmonijna, jest dziełem sztuki. Największymi, jak Chanel No 5 czy Shalimar firmy Guerlain, rządził podobno przypadek. Twórca tej ostatniej niechcący dodał do formuły za dużo wanilii. Kiedy się okazało, że trafił w dziesiątkę i woda sprzedawała się bardzo dobrze, Ernest Beaux powiedział o kompozycji: „gdybym ja użył tyle wanilii, uzyskałbym co najwyżej budyń”.

W odtwarzaniu Wody Królowej Węgier, najnowszego zapachu z Białołęki, nie mogło być przypadku.

— Prezes Polleny Aromy kompletował recepturę, jeżdżąc po muzeach perfum. We wszystkich przejawiał się rozmaryn. To był klucz do tej kompozycji — zdradza Anna Adamowicz.

Na perfumy te mogą sobie pozwolić tylko nieliczni. Flakon kosztuje 1,6 tys. złotych. Zapach jest, jak twierdzą pracownicy Polleny Aromy, odtworzeniem tego z XIV wieku. Autorką była Elżbieta Łokietkówna, królowa Węgier. Perfumy są podobno jednocześnie afrodyzjakiem. Królowa Elżbieta czarowała nimi mężczyzn. W końcu „kto ma władzę nad zapachami, ten ma władzę nad ludźmi”, pisał Patrick Suskind w „Pachnidle”. n

Wyczuli Nobla nosem

Węch u człowieka był przez dłuższy czas niedoceniany. Badania nad nim docenił w 2004 r. komitet noblowski. Przyznał nagrodę z medycyny i fizjologii parze amerykańskich naukowców,Richardowi Axelowi(Columbia University) orazLindzie B. Buck(Fret Hutchinson Cancer Research Center, Seattle), którzy wyjaśnili mechanizmy działania tego zmysłu.

Na wszystko spiryt

Nazwa perfumy pochodzi od łacińskiego terminu per fumum (przez dym) i oznacza ofiarowanie bogom wonności dzięki umieszczeniu na ołtarzach aromatycznych żywic i ziół. W czasach starożytnych, podobnie jak dziś, wonne olejki przechowywano w małych fiolkach i stosowano w niewielkich ilościach. Podstawę ówczesnych perfum stanowiły tłuszcze, więc miały one konsystencję oleisto-mazistą. Wcierano je w ciało nie tylko dla nadania mu przyjemnej woni, lecz także dla nawilżania skóry. W XV w. do konserwacji i roślin leczniczych i utrwalania zapachów zaczęto stosować spirytus. Wynaleziono wtedy pierwszą w historii wodę kolońską, zwaną węgierską wodą. Dlatego Pollena Aroma odtworzyła Wodę Królowej Węgier, skomponowaną przed wiekami przezElżbietę Łokietkówną.

Liczby zyskiem pachnące

15,9

proc.O tyle dłużej przebywa klient w sklepie, kiedy w pomieszczeniu rozpylono odpowiedni zapach.

14,8

proc.O tyle wzrasta u niego chęć zakupów.

6

proc.O tyle zwiększają się obroty.

Rosyjska ruletka

Ernest Beaux, choć nosił francuskie nazwisko, pochodził z Rosji, gdzie pracował w firmie perfumeryjnej Ralleta. Uciekł stamtąd w czasie rewolucji październikowej i osiadł na południu Francji. Kiedy dowiedział się o nim książę Dymitr Trubecki, również rosyjski emigrant, a zarazem wielka miłość Coco Chanel, polecił Ernesta kreatorce mody, która planowała stworzenie perfum. Chciała je nawet na cześć ukochanego nazwać Dymitr. Jednak nie zrobiła tego z powodu wiary w metafizyczną moc cyfr. Legenda głosi, że Beaux, przepełniony tęsknotą do kraju, postanowił stworzyć zapach przypominający mroźne powietrze rosyjskiej zimy. Dodał więc do kompozycji dziesięciokrotnie więcej aldehydów, niż to

zwykle robiono.

Małgorzata Bogucka

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Bogucka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Zawód perfumiarz