Zawsze dobrze być w sieci

Dorota Czerwińska
opublikowano: 2014-01-27 00:00

Rozmowa z Katarzyną Pieciul, dyrektorem i partnerem Lee Hecht Harrison DBM Polska

„Puls Biznesu”: Dlaczego jedni mogą się poszczycić bogatą siecią kontaktów biznesowych, a inni nie?

KONTAKTUJ SIĘ: 4-10 znajomych, którzy regularnie się widują i są dla siebie ciekawym
 źródłem informacji, wymiany zainteresowań, poglądów, nowych kontaktów, to już poważny
 kapitał relacji, które można rozwijać i poszerzać — mówi Katarzyna Pieciul, dyrektor
 i partner Lee Hecht Harrison DBM Polska. [FOT. WM]
KONTAKTUJ SIĘ: 4-10 znajomych, którzy regularnie się widują i są dla siebie ciekawym źródłem informacji, wymiany zainteresowań, poglądów, nowych kontaktów, to już poważny kapitał relacji, które można rozwijać i poszerzać — mówi Katarzyna Pieciul, dyrektor i partner Lee Hecht Harrison DBM Polska. [FOT. WM]
None
None

Katarzyna Pieciul z Lee Hecht Harrison DBM Polska: Powodów jest kilka. Pierwszym jest ograniczanie relacji społecznych do wąskiego grona specjalistów z kręgu zawodowego: księgowa zna tylko księgowych, dyrektor finansowy bywa na spotkaniach dla dyrektorów finansowych, a menedżer personalny na konferencjach i seminariach, na których widuje głównie koleżanki i kolegów po fachu.

A to źle?

Świetnie z punktu widzenia wymiany doświadczeń i ekspertyzy — jeżeli oczywiście na tych spotkaniach jest ku temu okazja i chęć. Ale jest to ograniczające, bo jeśli działamy w branży dłużej niż 10 lat, coraz mniej może nas zaskoczyć. Utrzymywanie kontaktów biznesowych przez dłuższy czas w ramach jednej specjalizacji zawodowej raczej ogranicza albo nawet nudzi. A znudzony menedżer to mało atrakcyjny kandydat do pracy, nawet gdy ma imponujące doświadczenie. Znam osoby, które krąg znajomych ograniczyły do kolegów z pracy. Znam takich, którzy z braku czasu skupili się tylko na kilku kontaktach z ludźmi z branży. Korzystają z nich sporadycznie — przy weryfikowaniu dostawców czy sprawdzaniu najlepszych rozwiązań w projektach, które realizują. Można powiedzieć, że to wystarczy, po co więcej — i byłaby to prawda, gdyby ci ludzie mieli gwarancje zatrudnienia do emerytury. Gdy szuka się pracy, tych kilka kontaktów zawodowych to dobry początek, ale to za mało, by dotrzeć do ciekawych przedsięwzięć w nowej firmie, nowej branży lub nowej roli.

Może chodzi też o wyraźne oddzielenie pracy od życia prywatnego?

Raczej o złe rozumienie równowagi między tymi sferami. Pokolenie X-ów, które w połowie lat 90. agresywnie wkroczyło do biznesu, jest teraz około czterdziestki lub pięćdziesiątki. Jedni szybciej, inni później dostrzegli wagę równowagi między pracą a życiem prywatnym. Ale niektórzy rozumieją to jako ograniczenie do minimum czasu spędzanego w firmie, nieodbieranie służbowych telefonów po pracy lub wyłączanie służbowej komórki po wyjściu z firmy, odmowę udziału w firmowychspotkaniach w dni wolne i po godzinach. Konsekwencją bywa tak wyraźne odseparowanie kontaktów biznesowych od prywatnych, że tworzy się niepisany kodeks, który taka osoba w myśl dobrze pojętego własnego interesu realizuje, nie rozmawiając z najbliższymi o czymkolwiek, co ma związek z pracą zawodową, unikając sytuacji, w których te dwa światy mogłyby się spotkać, np. spotkań integracyjnych, wspólnych wyjść do teatru, klubu, wyjazdów na narty. Gdy zaś szuka pracy, konsekwencją jest programowa niechęć, a potem poważna trudność z zaangażowaniem kontaktów osobistych, czego wynikiem bywa w sumie uzasadniony opór wobec networkingu, bo oznacza to złamanie wewnętrznych zasad, chroniących ważne wartości osobiste.

Trudności z budowaniem nowych relacji biznesowych mają głównie ludzie dojrzali?

Tak, bo etap życia związany z wchodzeniem w nowe relacje mają raczej za sobą, są ustabilizowani, prowadzą uporządkowane życie zawodowe, mają zaplanowany harmonogram aktywności rodzinnych i sprawdzone grono znajomych. Już wiedzą z kim i jak chcą spędzać czas, gdzie najlepiej czują się na wakacjach. Są dojrzali, więc częściej dają sobie prawo do stawiania granic. Są też bardziej wymagający przy zawieraniu znajomości. Utrata pracy na takim etapie życia jest dla wielu z nich paraliżująca. Niechęć, by do szukania nowej pracy zaangażować prywatne kontakty, uruchamiać nowe znajomości, bywa u nich ogromna.

Można sobie jakoś z tym radzić?

Ci, którzy się ograniczają do pielęgnowania pojedynczych, często bardzo bliskich, ale niezależnych od siebie relacji, powinni przedstawiać sobie nawzajem takich znajomych. Można np. organizować spotkania, na które każdy dobry znajomych zaprasza kogoś spoza kręgu. Chodzi o kameralne spotkanie, do którego dołączy jedna nowa osoba, niezobowiązujące wyjście na kawę, obiad czy do kina. Spotykając się od czasu do czasu nawet w małej grupie znajomych fundujemy sobie sporą różnicę jakości i atrakcyjności tych spotkań. 4-10 znajomych, którzy regularnie się widują i są dla siebie ciekawym źródłem informacji, wymiany zainteresowań, poglądów, nowych kontaktów, to już poważny kapitał relacji, które można rozwijać i poszerzać. Świetnie to działa w grupach dyskusyjnych, które organizujemy dla uczestników naszych programów coachingu kariery. Spotkania „Job Search Work Team” często są kontynuowane długo po znalezieniu nowej pracy zupełnie prywatnie przez ludzi, którzy odkryli, ile wartości i inspiracji niosą kontakty z osobami z różnych branż, stanowisk, ale ze wspólnym doświadczeniem, które je łączy i wzmacnia.