Zbudować, zamknąć, zarobić

aktualizacja: 26-10-2017, 22:18

Boom na escape roomy w Polsce oznacza szalony wzrost i milionowe przychody. Obecnie w tej branży łatwo dobrać się do zysków

„Wpadki zdarzają się najlepszym. W trakcie ostatniej podróży cała drużyna została złapana przez piratów, którzy już nie mogą się doczekać, żeby ją sprzedać na targu niewolników. Grog kosztuje! Czy uda im się uciec i naprawić wrota, zanim dopłyną do brzegów Tortugi? Jo ho ho i butelka rumu!” — to nie streszczenie kolejnej części „Piratów z Karaibów”, lecz przepis na całkiem duże zyski dla dziesiątek przedsiębiorców w Polsce. Rynek escape roomów, specjalnie zaaranżowanych pokoi, w których — za opłatą — można dać się zamknąć, by móc wydostać się po rozwiązaniu dziesiątek zagadek przewidzianych w scenariuszu, przeżywa boom nad Wisłą.

Zobacz więcej

UCIECZKA DO PRZODU: Grzegorz Cholewa, jeden z właścicieli Exit19, Ewelina Bartoszewska-Kman z Biura Promocji Miasta i Turystyki we Wrocławiu, i Bartosz Idzikowski, prowadzący serwis Lockme.pl, twierdzą, że branża escape roomów w Polsce dopiero zaczyna dojrzewać. Najlepsi w poszukiwaniu zysków będą inwestować setki tysięcy w wyjątkowe scenografie, miejsca i łamigłówki. Fot. Marek Wiśniewski

— Właśnie dobijamy do poziomu 1 tys. pokoi w Polsce. Jeszcze 2 lata temu było ich 150, a dwa lata temu — 500. Jesteśmy w ścisłym gronie europejskich liderów, ustępujemy tylko Węgrom — a to nie koniec rozwoju tego rynku, choć najsłabiej oceniane pokoje nie mają już łatwo — ocenia Bartosz Idzikowski, prowadzący Lockme.pl, serwis agregujący rynek escape roomów w Polsce.

Lepsze od kina

Według wyliczeń „PB”, tylko w grudniu polskie escape roomy wygenerują około 12 mln zł przychodu. Średnio jedna rozgrywka to koszt 130 zł, najpopularniejsze miejsca miesięcznie przyjmują ponad 150 grup. Daje to przychody na poziomie 20 tys. zł. Tymczasem są sieci mające nawet po kilkanaście pokoi. W ich przypadku miesięczne przychody przebijają w najlepszych miesiącach 200-300 tys. zł.

— Wielu osobom wydaje się, że to bardzo intratny i niskonakładowy biznes. Wystarczy wynająć pokój w bloku za tysiąc złotych, napisać wieczorem scenariusz, wstawić chiński kalkulator i klienci będą walić drzwiami i oknami. Tak nie jest, obecnie mamy do czynienia z trzecią generacją pokoi, w których jest zdecydowanie więcej mechaniki, pojawiają się też wynajęci aktorzy towarzyszący rozgrywce — tłumaczy Grzegorz Cholewa, jeden z właścicieli Exit19 z Wrocławia, który lada dzień będzie operatorem sześciu tematycznych pokoi pełnych zagadek.

Zagadką nie są na tym rynku bariery wejścia — szacuje się je na 60-80 tys. zł za samo wyposażenie pokoju. Do tego dochodzą koszty wynajmu pomieszczenia i marketingu. Najlepsi mają własnych scenografów oraz ekipy budowlane, ale inwestycja zwraca im się w pół roku.

— Są już na naszym rynku projekty franczyzowe, jednak to wciąż pojedyncze przypadki. Rynek jest rozdrobniony, ale całościowo bardzo prężny, buduje wokół siebie wyporność i rozpoznawalność na tyle dużą, że jest w stanie wygrać np. z wyjściem do kina — uważa Bartosz Idzikowski.

Zakład Red Bulla

Dla Eweliny Bartoszewskiej-Kman z Biura Promocji Miasta i Turystyki we Wrocławiu (to tu odbywają się właśnie pierwsze międzynarodowe mistrzostwa Polski w sportowej odmianie zabawy w ucieczki z pokoju), ta biznesowa nisza to sposób na zbudowanie nowej grupy turystów odwiedzającej miasta.

— Badaliśmy właśnie charakter ruchu turystycznego we Wrocławiu. Goście przyjeżdżają do nas zwykle na 1-2 dni. Poza kulturą i zabytkami koncentrują się mocno na rozrywce. Escape room jest dla nich jak najbardziej atrakcyjną formą spędzania czasu na Dolnym Śląsku — zresztą wystarczy zobaczyć, jak na tej fali rozwinął się Budapeszt — podkreśla Ewelina Bartoszewska-Kman. To właśnie stolica Węgier uważana jest za europejską mekkę escape roomów. Wedle szacunków, działa ich tam ponad 300. To w Budapeszcie Red Bull zorganizował pierwsze mistrzostwa świata w tej dyscyplinie.

— Duże nadzieje na rozwój wiążemy nie tyle z firmowymi wyjściami do pokoi, ile właśnie z marketingowymi budżetami dużych firm. Na Zachodzie marketerzy potrafią lokować w pokojach produkty czy przygotowywać specjalne pokoje, np. w związku z premierami filmowymi — zaznacza Grzegorz Cholewa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Zbudować, zamknąć, zarobić