We wczorajszym wydaniu „PB” Jarosław Neneman, wiceminister finansów, powtórzył z uporem godnym lepszej sprawy tezę, jakoby wprowadzenie obowiązującej od stycznia instytucji wiążącej interpretacji przepisów prawa podatkowego mogły podatnikom „bardziej zaszkodzić zamiast zwiększyć bezpieczeństwo prawne”. Zaś na argument, że została uznana m.in. przez przedstawicieli rządu za największą zdobycz podatników, minister odpowiada, że „mimo agitacji w mediach prawda jest inna. Przepisy te są bardzo źle napisane. Dlatego nie będą skuteczne i nie ochronią podatników”.
Tymczasem przepisy ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, w tym dotyczące wiążącej interpretacji, powstały po szerokich konsultacjach. Tylko reprezentanci Ministerstwa Finansów od początku bojkotowali prace nad ustawą. Później zaś, gdy okazało się, że niemal wszyscy popierają nowe rozwiązania, resort chciał odroczyć ich wprowadzenie.
Prawdziwy problem ministra Nenemana wynika z faktu, że to jemu podlegli pracownicy będą musieli wydawać wiążące opinie. Dodajmy — ci sami pracownicy, którzy przepisy wymagające interpretacji pisali. To na pewno frustrujące. Ale to jedyna metoda na rozwiązanie problemu niejasnych przepisów, które wykorzystuje się w walce z przedsiębiorcami.
HENRYKA BOCHNIARZ
prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan