Zdrowy ferment czy święty spokój

opublikowano: 11-11-2018, 10:05

Od podzielonego społeczeństwa gorsze jest tylko społeczeństwo ugrzecznione, któremu wszystko jedno. I pielęgnuje fałszywą zgodę.

Dziś znów naprzeciw siebie staną dwa wrogie plemiona. W ruch może pójdą pięści, race i pałki. Szkoda, że nie potrafimy różnić się pięknie. Na chwilę zawieśmy jednak swoje oceny. Zgoda sama w sobie nie jest żadną wartością. Często oznacza pozorną jedność, intelektualne lenistwo i brak kręgosłupa moralnego. To ze sprzecznych poglądów i wizji, artykułowanych z odwagą, pasją, rodzi się postęp. Dotyczy to w równym stopniu życia publicznego, jak też zarządzania i biznesu. Od świętego spokoju dużo lepszy jest zdrowy ferment. 

Warszawa, pochód
Zobacz więcej

Warszawa, pochód fot. Simona Supino / FORUM

Nijacy jak Einstein bez wąsów

Największym problemem wielu środowisk, grup i zespołów jest deficyt niezgody – wszyscy myślą i mówią to samo. Przytakują sobie. Tworzą kółka wzajemnej adoracji. Powab pewności jest tak atrakcyjny, że nie dopuszczają, by ktokolwiek go zniszczył swoim odmiennym spojrzeniem. Niektóre miejsca pracy są najlepszym przykładem takiej bezproduktywnej uniformizacji. Dlaczego przedsiębiorstwa ciągle, niezmiennie wpadają w tę pułapkę? 

Firmy dostosowują większość pracowników do średnich standardów, bo identyczne części można łatwo zastąpić w gigantycznym aparacie operacyjnym – wskazywali w książce „Nowa energia w korporacji” Jonas Ridderstrale i Mark Wilcox. Autorzy zachęcali czytelników, by wyobrazili sobie skrajnie niedostosowanego społecznie Alberta Einsteina na corocznej ocenie pracowników. Szefowie poradziliby mu kupno garnituru, zmianę fryzury, pozbycie się „tych śmiesznych” wąsów. I żeby przestał być taki irytujący w czasie spotkań. Wtórował im prof. Robert I. Sutton z Harvardu: „Gdyby arogancki Einstein jako student bardziej interesował się sprawianiem przyjemności profesorom, być może dostałby posadę na uniwersytecie, ale też zapewne nigdy nie rozwinąłby teorii względności”.

Punkt widzenia adwersarzy, nawet jeśli jest błędny, działa na nas stymulująco. Pobudza do wielokierunkowego myślenia i odkrywania nowych rozwiązań. Każe znajdywać luki we własnej argumentacji – uważa Charlan Nemeth, psycholożka z Uniwersytetu w Berkley, która specjalizuje się w badaniach decyzji grupowych. Jak pielęgnować kulturę tolerancji? Można np. zlecić komuś rolę adwokata diabła, który będzie kwestionował opinie i decyzje menedżerów i podsuwał alternatywne rozwiązania. Chodzi o wprowadzanie przeciwnego zdania wszędzie tam, gdzie sceptycyzm nie pojawia się naturalnie. 

Buntowniku, wróć!

Świat podąża w przeciwnym kierunku, o czym świadczą nie tylko zakazy 11-listopadowych marszów. Ostatnio na zachodnich kampusach uniwersyteckich powstają safe spaces (ang. bezpieczne przestrzenie) – w miejscach tych nie wolno głosić poglądów mogących powodować czyjś dyskomfort. Czy uczelnie z samej swej definicji nie są strefą swobodnej dyskusji, podważania dogmatów i autorytetów, ba! – wylęgarnią buntu? Dziennikarz Brendan O’Neill w tygodniku „The Spectator” ogłosił nadejście nowej ery studentów robotów, których umysły „zostały pozbawione zdolności krytycznego myślenia i zaprogramowane na konformizm”. To samo można powiedzieć o wielu pracownikach korporacji. 

Proszę, nie idźmy tą drogą.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Zdrowy ferment czy święty spokój