ZE Koszalin nie chce prądu z wiatraków

Agnieszka Berger
13-06-2001, 00:00

ZE Koszalin nie chce prądu z wiatraków

Za dwa dni Zakład Energetyczny Koszalin zamierza odłączyć od swojej sieci farmę wiatraków należącą do spółki Elektrownie Wiatrowe. EW zarzucają koszalińskiemu dystrybutorowi prądu marnotrawstwo środków publicznych i zapowiadają zawiadomienie prokuratury.

Na mocy obowiązującego od tego roku rozporządzenia ministra gospodarki firmy zajmujące się hurtowym handlem energią, m.in. spółki dystrybucyjne, są zobowiązane do zakupu energii ze źródeł odnawialnych i niekonwencjonalnych na poziomie minimum 2,4 proc. swojej sprzedaży. Mimo istnienia tego obowiązku, ZE Koszalin nie chce kupować prądu z farmy wiatrowej EW (podłączonej bezpośrednio do sieci zakładu), tłumacząc, że zakontraktował już wystarczająco dużo zielonej energii.

— Zawarliśmy już kontrakty handlowe, które zaspokoją nasze tegoroczne zapotrzebowanie na energię odnawialną. Prąd od EW kupowaliśmy w kwietniu i maju po około 177 zł za MWh. Potem znaleźliśmy tańszych dostawców — twierdzi Jarosław Ciechanowicz, członek zarządu ZE Koszalin i dyrektor zakładu obrotu energią.

Koronny argument

Według Wojciecha Romaniszyna, prezesa i akcjonariusza EW, prąd zakontraktowany przez koszalińskiego dystrybutora (w ramach obowiązkowych zakupów) pochodzi głównie z włocławskiej elektrowni wodnej, której z racji rozmiarów nie można zaliczyć do źródeł ekologicznych. Jego zdaniem, cena oferowana zakładowi przez farmę wiatrową była konkurencyjna (około 170 zł za MWh), choć pokrywała tylko połowę kosztów inwestycji wartej 25 mln zł. Wbrew zapewnieniom Wojciecha Romaniszyna, Jarosław Ciechanowicz twierdzi, że EW nie składały koszalińskiemu dystrybutorowi żadnej oferty i nie wzięły udziału w ogłoszonym przez ZE przetargu na dostawę zielonej energii. Notabene, przetarg nie został rozstrzygnięty, ponieważ — według dyrektora Ciechanowicza — ceny proponowane przez producentów były zbyt wysokie.

— Nasz najważniejszy argument w tym sporze to deklaracje ZE Koszalin składane przed dwoma-trzema laty, kiedy przystępowaliśmy do budowy farmy. Wtedy dystrybutor zapowiadał, że będzie kupował naszą energię. Teraz, gdy inwestycja została zrealizowana, odmawia odbioru prądu — mówi prezes EW.

— Nasze wcześniejsze deklaracje opieraliśmy na obowiązujących wówczas przepisach, które obligowały nas do zakupu zielonej energii, wytwarzanej w obrębie sieci zakładu. Zastrzegaliśmy, że ich realizacja zależy od regulacji prawnych — twierdzi dyrektor Ciechanowicz.

Marnotrawstwo

Konsekwencją zerwania współpracy handlowej między EW i ZE Koszalin ma być zapowiedziane przez dystrybutora na 15 czerwca odłączenie farmy wiatrowej od sieci energetycznej.

— Dopóki producent nie znajdzie sobie nabywcy, nie możemy przyjmować jego energii — tłumaczy Jarosław Ciechanowicz.

— Jesteśmy bliscy zawarcia kontraktów z innymi spółkami dystrybucyjnymi. Naszą energią zainteresowany jest między innymi warszawski Stoen i ZE Białystok. Dystrybutorzy mają jednak problemy z uregulowaniem kwestii jej przesyłu — twierdzi Wojciech Romaniszyn.

Prezes EW zapowiada, że na odcięcie farmy od sieci energetycznej zareaguje złożeniem w prokuraturze zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa gospodarczego.

— Budowa farmy, realizowana w oparciu o deklaracje ZE Koszalin, była finansowa głównie ze środków publicznych. Aż połowa pieniędzy pochodziła z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, a kolejne 30 proc. — z EkoFunduszu. W tej sytuacji unieruchomienie wiatraków będzie oznaczało marnotrawstwo publicznych pieniędzy — uważa Wojciech Romaniszyn.

Wspólne problemy

Zdaniem szefa EW, problemy, które stały się udziałem jego spółki, dotyczą całego rodzącego się w Polsce rynku energii odnawialnej.

— Dlatego potrzebne są rozwiązania systemowe, takie jak handel zielonymi certyfikatami czy giełda zielonej energii — ocenia Wojciech Romaniszyn.

Ekologiczna energia jest dwu-trzykrotnie droższa od wytwarzanej w źródłach konwencjonalnych. Dlatego, zdaniem rządu, niezbędne są mechanizmy wspierające rozwój tej branży tak, aby spełnić wymogi Unii Europejskiej dotyczące udziału ekologicznego prądu w produkcji ogółem. Według rządowego harmonogramu, obowiązkowe zakupy zielonej energii do 2010 r. mają wzrosnąć do poziomu 7,5 proc. portfela przedsiębiorstw dystrybucyjnych i spółek obrotu. Jednak funkcjonujące obecnie rozwiązania są — delikatnie mówiąc — niedoskonałe, ponieważ nie biorą pod uwagę nierównomiernego rozlokowania źródeł niekonwencjonalnych na terenie kraju. W efekcie na obszarze funkcjonowania niektórych spółek dystrybucyjnych istnieje nadmiar zielonego prądu, a u innych pojawia się niedobór.

— Na naszym terenie planowana jest budowa wiatraków o łącznej mocy około 60 MW. Nie będziemy w stanie kupić całej wytwarzanej przez nie energii — mówi Jarosław Ciechanowicz.

Strategia rozwoju energetyki odnawialnej przygotowywana przez resort środowiska zakłada, że do 2010 r. w Polsce przybędzie 1600 MW nowych mocy wiatrowych. Według Roberta Burzyńskiego z Europejskiego Centrum Energii Odnawialnej, obecnie trwa realizacja projektów, które dostarczą łącznie 300-500 MW. Szacunki te nie obejmują inwestycji na morzu.

Kapitał z zagranicy: Inwestowaniem w polską energetykę wiatrową interesują się nie tylko krajowe fundusze, ale też wiele firm zagranicznych, m.in. Plambeck, MVV i Enertrag z Niemiec czy Nuon z Holandii.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / ZE Koszalin nie chce prądu z wiatraków