Ze stadionu na salony Moskwy

Marta Biernacka
04-11-2004, 00:00

Marek Rzepniewski materiał kupuje w Chinach, odzież szyje w Polsce, a sprzedaje na Wschodzie pod francuską marką.

Ukraina, październik, 2004. Na stoisku wystawienniczym Marka Rzepniewskiego, dyrektora firmy odzieżowej Yvonne, zebrał się tłumek klientek. Do Pałacu Sportów w Charkowie przyciągnęła je wystawa Biznes Polska 2004, a do tej właśnie ekspozycji — manekiny ubrane w eleganckie kostiumy.

Marek Rzepniewski od lat handluje ze Wschodem, wysyła tu 90 proc. produkcji. Niełatwo było mu jednak odnaleźć swoje miejsce na rynku. W pewnym momencie myślał nawet o zamknięciu firmy.

Sposób na Turków

Marek Rzepniewski założył firmę w 1996 r. Była to niewielka szwalnia, która szyła proste modele ubrań dla masowego odbiorcy. Towar trafiał na Jarmark Europa, na Stadionie X-lecia w Warszawie, gdzie hurtowo kupowali go Rosjanie.

— Pociąg relacji Warszawa-Moskwa wyglądał jak bazar. Klienci wywozili rzeczy w kraciastych torbach. Samochodami się nie opłacało, ze względu na cła. Jadąc koleją płacili tylko łapówki — wspomina Marek Rzepniewski.

Tak Yvonne handlowała aż do kryzysu w 1998 roku.

— Koniunktura na polskie towary na rynkach byłej Wspólnoty Niepodległych Państw załamała się. Wiele rodzimych firm szyjących na Wschód splajtowało. Rosyjscy klienci zwrócili się ku Chinom i Turcji — opowiada Marek Rzepniewski.

Marek Rzepniewski wykorzystał fakt, że marka Yvonne dla niektórych była już znana. Postanowił sam poszukać dystrybutorów. Zaczął od kontaktów z właścicielami sklepów odzieżowych w Rosji. Już w 1998 r. pierwszy raz wziął udział w targach w Moskwie.

— Znalazłem kilku mniejszych dystrybutorów, pozbierałem wizytówki, poznałem ludzi z branży — opowiada przedsiębiorca.

Musiał jednak zmienić wizerunek marki. Firma nie miała szans przebić się w najtańszej półce cenowej, opanowanej przez Turków i Chińczyków.

— Zaproponowałem kolekcje dla zamożniejszych klientów. Zaczęliśmy szyć bardziej skomplikowane rzeczy, np. kostiumy, żakiety. Opracowaliśmy nowe kroje, wzornictwo — wyjaśnia Marek Rzepniewski.

Nowa Yvonne ociekała srebrem i złotem, miała liczne ozdoby.

— Rosjanki lubią odzież, która rzuca się w oczy, blask i świecidełka — opowiada Marek Rzepniewski.

Pod francuskim szyldem

Wejście na rosyjski rynek ułatwiła francusko brzmiąca nazwa. Polskie towary kojarzyły się klientom z tandetą i produkcją niskiej jakości.

— Dystrybutorzy i klienci są przekonani, że jesteśmy francuską firmą, która szyje w Polsce. To był świadomy i konieczny zabieg — twierdzi Marek Rzepniewski.

Przyznaje, że rosyjskim kontrahentom podawał francuski numer telefonu, przy którym czuwał jego przedstawiciel.

2003 rok przyniósł Yvonne kłopoty, związane z zaostrzeniem procedur odprawy na granicy i zaporowymi cłami na odzież. Marek Rzepniewski zastanawiał się nad likwidacją firmy. Rozwiązaniem okazało się znalezienie rosyjskich i białoruskich spedytorów, którzy z celnikami i opłatami celnymi postępowali w sobie znany sposób.

Szef Yvonne zaczął myśleć o ulokowaniu produkcji na Wschodzie, aby uniknąć problemów na granicy. W trakcie pobytu w Charkowie Marek Rzepniewski odwiedził dwie ukraińskie fabryki. Jednak cena — 7 EUR (czyli około 30,17 zł), jaką proponowały one za uszycie sztuki odzieży, wydała mu się za wysoka. Postanowił poszukać partnera do założenia joint venture w Kijowie albo we Lwowie, aby zwiększyć sprzedaż na Ukrainie.

Daleki import

Od początku działalności Yvonne importuje 30 procent tkanin z Chin i Korei Płd. Reszta pochodzi z Włoch i Polski. Produkcja w Chinach jest o połowę tańsza niż na Zachodzie, a wzory — podobne.

— Na paryskich wybiegach i wystawach mody jest zakaz wnoszenia aparatów fotograficznych. Jest to m.in. obrona przed sprawnym chińskim wywiadem gospodarczym, który podpatruje nowinki — mówi Marek Rzepniewski.

W planach

Marek Rzepniewski wiosną 2005 r. planuje urozmaicić kolekcje oraz otworzyć dwa firmowe sklepy i zbudować sieć sprzedaży w Polsce, która do tej pory raczej go nie interesowała. Część produkcji zamierza ulokować w Bartoszycach, w woj. warmińsko-mazurskim.

— To region zagrożony bezrobociem strukturalnym, dzięki temu są tam niższe koszty pracy. Stamtąd chcę zaatakować rynek obwodu kaliningradzkiego — mówi Marek Rzepniewski.

Szef Yvonne pilnuje Wschodu — chce wziąć udział we wszystkich wystawach branżowych w regionie. Jak deklaruje, miesięczny obrót firmy wynosi około 100 tys. zł, a zatrudnienie — 52 osoby.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Biernacka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Ze stadionu na salony Moskwy