Żeglarz płynie po dług

Jacek Konikowski
opublikowano: 2007-10-01 00:00

Giełda Wchodzący na parkiet Magellan, finansując szpitale, Ameryki nie odkrywa, ale uspokaja ich finanse.

Kiedy więcej szpitali strajkuje, niż się ich buduje, a długi służby zdrowia nikogo nie dziwią, pomysł kupowania i zarabiania na akcjach firmy żyjącej przede wszystkim z obsługi finansów służby zdrowia, z porządkowania jej niespłaconych kredytów i przeterminowanych należności wydaje się mało zachęcający. Spółka nie jest ani bankiem, ani nawet firmą windykacyjną, więc kłopot wydaje się jeszcze większy. Ale na białych długach rzeczywiście nie da się zarobić.

Szpitale zawsze będą zadłużone. I wcale nie jest to polska specjalność. We Francji, mimo wielokrotnie większych nakładów na zdrowie, planowany deficyt służby zdrowia w 2006 r. wyniósł prawie 6 mld euro. W Niemczech — 7 mld euro. Okazuje się, że im więcej pieniędzy państwo przeznacza na leczenie, tym bardziej rosną białe długi.

— Z prostej przyczyny. Więcej pieniędzy oznacza wyższą jakość usług, a tym samym wyższe wydatki na lepsze, ale droższe leki i sprzęt medyczny. Służba zdrowia była, jest i pozostanie zadłużona — przekonuje Dariusz Strojewski, kiedyś bankowiec, dzisiaj prezes zarządu, dyrektor generalny Magellana.

Polskie szpitale żyją dzięki cierpliwości dostawców, konkretnie: dzięki kredytowi kupieckiemu przeterminowanemu, który akceptują niektórzy kontrahenci.

— Szpital działa jak przedsiębiorstwo. Najpierw kupuje leki, sprzęt, prąd, gaz, przyjmuje pacjenta, świadczy usługi, za które potem ktoś mu płaci. Zanim zapłaci, mija sporo czasu. Tradycyjną firmę może dofinansować bank kredytem obrotowym lub dostawcę — kredytem kupieckim. A szpital? Na banki nie ma co liczyć, a dostawcy po kilku miesiącach tracą cierpliwość — mówi prezes Strojewski.

Przeważnie wówczas, gdy kwota długu przekroczy limit handlowy, poza który firma nie może dalej sprzedawać na kredyt. Wtedy wkracza Magellan.

— Kredyt przeterminowany sporo kosztuje z powodu bardzo wysokich odsetek. Istnieje też ryzyko prawne, bo kontrahent może oddać dług do windykacji i komornik zajmie szpitalne konto. Dla szpitala sytuacja mało komfortowa. My zmieniamy ją w komfortową. No, prawie. Przejmujemy długi i ułatwiamy ich spłatę — przekonuje Strojewski.

Autorski system

Magellan działa trochę jak bank, z tą różnicą, że jest pośrednikiem między kontrahentem a szpitalem. Ma coś, czego potrzebują obie strony. Pieniądze. I umiejętnie je dostarcza.

— Przejmujemy kredyty kupieckie — przeterminowane, bieżące, a nawet przyszłe. Rozkładamy je w czasie, aby szpitale spłacały je w dogodnym dla nich terminie. I szpital jest zadowolony, i jego dostawcy, bo pozbywają się problemu i nadal mogą sprzedawać swoje produkty czy usługi — tłumaczy Strojewski.

Skoro dostawcy nie mogli odzyskać pieniędzy, jak udaje się to Magellanowi?

— Z nami inaczej się rozmawia. Dajemy bardziej elastyczne warunki spłaty, uzależnione od możliwości szpitala. Ustalamy z dyrekcją, ile i przez jaki czas mogą realnie spłacać zadłużenie, aby nie zachwiało to jego płynnością. Jesteśmy bardziej wyrozumiali od banków czy innych wierzycieli.

Okazuje się, że system działa bardzo dobrze.

— Stosujemy autorski system oceny ryzyka kredytowego, dzięki czemu notujemy bardzo niski udział aktywów skierowanych do dochodzenia na drodze prawnej w całym portfelu aktywów. W ubiegłym roku wyniósł on zaledwie 4,2 proc. całkowitej wartości portfela. Dla porównania — poziom należności zagrożonych od przedsiębiorstw w polskim systemie bankowym wyniósł 9,7 proc. na koniec 2006 r. — dowodzi Strojewski.

Magellan osiąga to dzięki różnym narzędziom. Często przez finansowanie należności. Dostawca szpitala przekazuje należność i obowiązek jej finansowania Magellanowi. W zamian otrzymuje uzgodnione wynagrodzenie od spółki. Magellan przejmuje pełne ryzyko i zawiera ze szpitalem porozumienie. Innym narzędziem jest refinansowanie zobowiązań. Magellan spłaca pełne zobowiązanie wobec dostawcy, przejmując jednocześnie rolę kredytującego należność. Dzięki temu szpital unika konieczności płacenia wysokich odsetek od przeterminowanego zadłużenia, a ich zobowiązanie przeterminowane zamieniane jest na przyszłe. Magellan udziela również pożyczek, gwarancji kredytowych oraz oferuje faktoring.

Spółka ma około 600 stałych klientów — szpitali i innych samodzielnych zakładów opieki zdrowotnej. Współpracuje z 280 jednostkami z tego segmentu. W drugiej grupie są ich dostawcy, w sumie 350 klientów: producenci i dystrybutorzy farmaceutyków i materiałów medycznych, firmy outsourcingowe (m.in. sprzątające, ochroniarskie i kateringowe), a także dostawcy mediów, energii elektrycznej, wody itd.

Kosztowna wyrozumiałość

Magellan zarabia na prowizjach od dostawców i odsetkach, które szpitale płacą za restrukturyzację długów. W 2006 r. miał 24 mln zł przychodów, tj. 16,7 proc. więcej niż w roku poprzednim. Zysk netto wyniósł 10,7 mln zł, co oznacza wzrost prawie o 18 proc. w porównaniu z 2005 r.

Skąd Magellan bierze pieniądze, skoro nie ma ich budżet państwa?

— Częściowo z zysków oraz z wcześniejszego dokapitalizowania przez fundusz Polish Enterprise Fund IV. Częściowo są to instrumenty finansowe, takie jak kredyty bankowe i kupieckie, emisje krótkoterminowych i średnioterminowych obligacji czy leasing — mówi Mariusz Stryjewski.

Magellan nie robi nic szczególnego, czego nie mógłby robić na przykład bank. A gdyby banki zwietrzyły dobry interes, to czy odebrałyby Magellanowi klientów? W czym tkwi siła Magellana?

— W szybkości działania i w elastyczności. Śledzimy sytuację w służbie zdrowia i zachodzące w niej zmiany, wszystkie nowe ustawy i projekty ustaw dotyczące jej finansowania. Potrafimy w miesiąc przygotować odpowiednią do zmian ofertę. Banki tego nie potrafią. Nie potrafią też elastycznie podchodzić do dłużników. Zresztą boją się jak ognia szpitalnych długów — twierdzi Strojewski.

W 2005 roku Magellan rozpoczął działalność w Czechach. Od lipca ma w tym kraju spółkę zależną Med Finance. Pomaga ona także szpitalom na Słowacji. Wzorem wielkiego żeglarza wypływa więc na szersze wody. n

Interesy na kredyt

Kredyt kupiecki, zwany też towarowym lub handlowym, znany jest od czasów, gdy kupcy ubijali interesy na ławie, czyli banco. Umożliwia handel, gdy nabywca nie ma gotówki, za którą mógłby kupić towar od ręki. Sprzedający godzi się wówczas na odroczony termin płatności. Czyni to tym chętniej, im trudniej mu znaleźć nabywcę.

Szpitale na peryferiach

Banki jak ognia boją się długów szpitalnych i nie wchodzą w ich kredytowanie. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego i Narodowego Banku Polskiego kredyty i pożyczki bankowe przeznaczone dla sektora medycznego stanowią zaledwie 0,3 proc. wszystkich kredytów komercyjnych udzielanych przez sektor bankowy. Sytuację tę wykorzystują firmy w rodzaju Magellana. Wykazują znaczną elastyczność w negocjacjach, działają sprawnie i szybko ku zadowoleniu szpitali i firm, którym placówki służby zdrowia są winne pieniądze. Gdyby nie one, system świadczenia usług medycznych prawdopodobnie kompletnie by się załamał. Zarabiają na prowizjach od dostawców i odsetkach, które szpitale płacą za restrukturyzację długów.

Chora służba zdrowia podliczona

10

mld zł Tyle wynosiły długi szpitali na koniec 2006 r.

3,8

mld zł Takie było zadłużenie przeterminowane szpitali.

36,2

mld zł Tyle wyniosły nakłady na polską służbę zdrowia w 2006 r.

Żeglarz z krwi i kości

Ferdynand Magellan (1480-1521), portugalski żeglarz, pierwszy opłynął ziemię dookoła. On nazwał Ocean Spokojny Pacyfikiem (hiszp. pacífico — spokojny). Pierwszy raz wyruszył w wyprawę morską, gdy miał 20 lat. Dotarł wówczas do Indii, zakładając po drodze bazy wojskowe i morskie w imieniu króla Portugalii. Oskarżony, ponoć niesłusznie, o nielegalny handel z muzułmanami, wpadł w niełaskę króla Manuela I, który odmówił mu podniesienia zarobków, a wkrótce zwolnił ze służby na swoim dworze. Rozgoryczony żeglarz przeszedł na służbę u króla Hiszpanii. Dzięki jego pieniądzom opłynął świat. Niestety, nie wrócił ze swej najsłynniejszej wyprawy. Zginął w potyczce na wyspie Mactan w Archipelagu Filipińskim.

Jacek

Konikowski