Zeng znaczy wiatr

Jacek Konikowski
opublikowano: 2008-07-16 00:00

Polubił bigos, ale nie wyborową. Unika czwórek, w każdej postaci. Mimo to biznes mu się kręci. Produkuje w Polsce. Chińczyk z Koszalina.

Jimmy, człowiek drobnej postury, o skośnych oczach. Chińczyk. Nietypowy. Od kilku lat pod Koszalinem produkuje rowery, kiedy pół Polski ściąga je z Chin, bo tam taniej. Niedawno poszedł na całość i zbudował fabrykę telewizorów LCD i odtwarzaczy DVD. Wszystko w jednym miejscu. W Koszalinie.

Kciukiem w górę

Co on do licha sobie myśli, ten Chińczyk? Że odwróci bieg Wisły? Wszyscy walą nad Jangcy, a on pod Koszalin. Albo że będzie drugim Beenhakkerem? Bo na dodatek chce sypnąć groszem na polską piłkę nożną. Jiésh?! Basta! A tu jeszcze pogłoski, że kombinuje coś z filharmonią, że jakieś tomiki wierszy chodzą mu po głowie. Matko, czy wszyscy Chińczycy są tacy?

Ulubione miejsce Chińczyków w Polsce? Bar sushi. W Chinach ich nie ma. Są bary japońskie. Z Zeng Xiaohui (Jimmy Zeng), prezesem Athletic International, umawiamy się w jednym z nich. Jimmy posiadł już zdolność jedzenia widelcem, podczas gdy ja pół dnia ćwiczyłem na słonych paluszkach skubanie pałeczkami i, mówiąc szczerze, wolałbym się skupić na zupie.

Jimmy Zeng jest punktualny jak amerykański satelita szpiegowski. Powitanie tradycyjne. Wymiana wizytówek. Nie tradycyjna. Chyba wyszedłem na buraka, wręczając mu swoją. Jimmy zrobił to zgodnie z regułami chińskiego bon tonu: podał mi ją obiema rękami, trzymając kciuki na wierzchu wizytówki zwróconej nazwiskiem w moją stronę. Tak wyraża się w Chinach szacunek dla partnera. Jimmy jest pewien, że nasze spotkanie zaliczy do udanych. Ja niczego nie jestem pewien. I to nas różni w biznesie Chińczycy zawsze są elastyczni, w negocjacjach często skupiają się na pozytywnym scenariuszu. Polacy na odwrót.

Jimmy trafił do Polski 16 lat temu. Zadanie miał proste: zamknąć chińską firmę produkującą stalowe konstrukcje dla naszego przemysłu i wrócić z walizką pieniędzy do kraju. Wykonał je tylko częściowo. Firmę zamknął, walizkę wysłał, ale do Chin nie wrócił. Został w Warszawie. Nie było łatwo.

— Pochodzę z południa Chin. Tam zawsze świeci słońce. Czytałem o śniegu i zaspach, ale nie spodziewałem się ich, lecąc do Polski. Wylądowaliśmy na Okęciu, wychodzę przed terminal i co widzę? Półmetrowe zaspy, minus 17 stopni, a ja w letnich mokasynach — wspomina pierwsze chwile w naszym kraju.

W tamtych czasach Polakowi było trudno, a co dopiero Chińczykowi w mokasynach. Długo szukał butów zimowych. W końcu je znalazł. U handlarza na Stadionie Dziesięciolecia, ale nie to go przerażało.

— Nie było ryżu! Po kilku dniach poszukiwań w końcu znalazłem go w Marcpolu. Ale w Chinach nikt by go nie wziął do ust, taki mały i stary. Do tego po zagotowaniu robił się żółty, bo woda była żółta, zupełnie nie do picia — wspomina Jimmy.

Słowem, trauma. Do tego ludzie. Smutne twarze, zagubione. Jimmy długo nie rozumiał dlaczego, skoro tyle się w Polsce zmieniło. Upadł komunizm, nastał kapitalizm. Mimo to postanowił pozostać w Polsce.

— Bo jestem odważnym i wytrwałym człowiekiem — mówi Jimmy.

Dodałbym: i dostrzegam okazje do robienia pieniędzy.

Buty, ciuchy, rowery

Po roku zamykania chińskiej fabryki Jimmy zauważył to, co tysiące Polaków ze składanymi łóżkami — niczego nie ma, wszystko się sprzeda. Zwłaszcza ryż i buty.

— Moja misja się zakończyła. Miałem do wyboru: wracać do Chin albo zostać w Polsce i tutaj zarabiać — opowiada Jimmy.

Został. Założył firmę. Małą, dwuosobową spółkę z o.o. Nazwał ją Athletic. Bo tak nazywały się buty, których pierwszy kontener sprowadził z Chin. Po trzech latach sprzedawał je we własnych sklepach w Warszawie i w Łodzi (w tym także markę Ecco). Doszły tekstylia. Wszedł do supermarketów Auchan, Real, JMD, Carrefour, Kaufland i Intermarche. Szło dobrze. W 2003 r. postanowił produkować rowery. Na rynki Unii Europejskiej.

Kiedy w 2004 r. Polska wchodziła do Wspólnoty, Jimmy kończył budowę hali produkcyjnej w Słupskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej w Koszalinie. Rok później powstała Athletic Manufacturing — producent rowerów, a z gotowej już fabryki szły rowery do Finlandii, Anglii, Portugalii i do Niemiec.

— Od 2004 r. UE narzuciła tak wysokie podatki na import rowerów z Chin, że bardziej opłaca się je montować tutaj, niż importować z Państwa Środka — zapewnia Zeng.

Nie lepiej było otworzyć taką fabrykę u siebie i tam sprzedawać?

— Zbyt duża konkurencja. W Chinach jest 150 tys. producentów rowerów — ucina Zeng.

Gorąca sake

Nasze sushi jeszcze w powijakach, więc na stole ląduje karafka z gorącą sake. Na lepsze trawienie. W Chinach nie ma sake. Jest wódka ryżowa. Sake piją Japończycy. Chińczycy zazwyczaj czekają chwilę, aż alkohol nieco ostygnie i piją go na ciepło. Czy może być coś gorszego od gorącej wódki? Nie pomaga żelazna wymówka — samochód na parkingu. Chińczyka przekona tylko choroba wrzodowa. Gdybym wiedział to wcześniej! Ale za późno. Jimmy rzuca: ambei! (chińskie „na zdrowie”) i lekko przechyla czarkę, po czym ją odstawia. Robię to samo. Chińczyk, pijąc wódkę, nigdy nie zrobi tego na raz. Nawet mały kieliszek wychyli kilkakrotnie. Jeśliby zrobił to „po polsku”, wyszedłby na gbura. Gdyby na dodatek zrobił to polską wódką, jego serce przestałoby bić. W Chinach rzadko pije się mocne alkohole. Nawet wódka jest tam słabsza niż niejedno polskie wino.

— Ta sake jest bardzo delikatna, nie to co ryżowa wódka, która jest bardzo mocna, ma aż 45,5 proc. alkoholu — mówi Jimmy.

Jednak wpadka była. Kolejna. Okazuje się, że w Chinach, ilekroć gospodarz zaproponuje sake, gość ma obowiązek z nim wypić. Odmowa oznacza afront. Jedyną społecznie akceptowaną wymówką jest marskość wątroby.

DVD i czajniki

Buty, tekstylia, rowery. Zeng na nich nie poprzestaje. Handluje materiałami budowlanymi, chińskimi skuterami AKIRA i nawigacją GPS (z polskim menu i mapami, które montuje). Od roku także telewizorami LCD i odtwarzaczami DVD. Montowanymi w nowej fabryce, po sąsiedzku z fabryką rowerów. Finansuje budowę osiedla mieszkaniowego w Kielcach. Najnowszy pomysł?

— Refurbrishing uszkodzonych produktów i ich odsprzedaż w Europie Wschodniej — wyjawia Jimmy.

Bo uszkodzonego, choć naprawionego, czajnika czy roweru Niemiec nie kupi, ale Gruzinowi czy biednemu Ukraińcowi się przyda. Często wystarczy wymienić drobną część. Na świecie to nie nowość. Odnawianie i ponowne sprzedawanie na przykład używanych telefonów komórkowych czy produktów uszkodzonych podczas transportu to niezły, do tego ekologiczny biznes.

Jimmy ma wizję. Stworzyć pod Koszalinem chińskie centrum produkcyjne. Jest on, więc czemu nie ma być kogoś jeszcze, z kim chodziłby na sushi. Zachęca więc, namawia, że warto.

Wkrótce pojawi się producent świeczek, powstanie montownia skuterów, także mebli, jutro może coś grubszego. Ale na pewno jakaś montownia, nie produkcja. Bo produkcja opłaca się w Chinach, a montaż w Polsce.

Pechowa czwórka

Jimmy Zeng nie boi się czarnych kotów, trzynastek czy przechodzenia pod drabiną. Ale biura na czwartym piętrze nie otworzy, nie zamieszka też w hotelowym pokoju z czwórką w numerze. Bo czwórki unika jak ognia.

— Sy brzmi tak samo jak śmierć — tłumaczy.

Sy, czyli po chińsku cztery. Ale nie to mu wadzi w biznesie. Raczej stereotypy. Chińskie produkty nie grzeszą jakością. Nie zawsze, choć często to zwykła tandeta.

— W Chinach produkuje się wszystko. Jakość zależy od zamówienia. Jeżeli kontrahentowi bardziej niż na jakości zależy na niskiej cenie, to taki produkt dostanie. Jeżeli stawia na jakość, otrzyma ją, ale po wyższej cenie — mówi Zeng.

Zapewnia, że on stawia, na jakość, serwis gwarancyjny i pogwarancyjny. Bo cenę i tak może zbić, na kosztach produkcji, logistyki etc. Ale dlaczego Chińczyk inwestuje w naszą piłkę nożną? Bo dlaczego w tomiki wierszy i koncerty chińskiej muzyki tradycyjnej w ramach festiwalu Skrzyżowanie Kultur, to wiadomo — promocja kultury. Ale piłka?

Powód zdaje się banalny. Zeng lubi futbol. Komu kibicuje w Chinach? Odpowie, że woli grać niż patrzeć, jak inni to robią, więc faworyta nie ma. Ale dwa razy w tygodniu gra ze swoją chińską drużyną w Piasecznie. On w ataku. Właśnie rozmawia ze Sportową Akademią Władysława Żmudy. Wszystko wskazuje na to, że młode orły zagrają z napisem Athletic na koszulkach. n

Dźwięk, który wibruje

Zeng to chiński klasyczny instrument ludowy, zakazany przez Mao Tse-tunga w komunistycznych Chinach. Zeng wydaje wibrujący dźwięk, podobny do tego, jaki wydawały kawałki bambusa przywiązywane do latawców puszczanych podczas uroczystości w czasach dynastii Tang. Od tego czasu latawce są nazywane w Chinach fengzheng, czyli wiatr zheng

Akademia Żmudy

Fundacja Sportowa Akademia Władysława Żmudy powstała we wrześniu 2006. W pierwszym roku działalności utworzono sekcję piłki nożnej dla chłopców z roczników: 1997, 1998, 1999 i 2000. Obecnie szkółka negocjuje umowę o współpracę z jednym z czołowych klubów Europy. Władysław Żmuda czterokrotnie uczestniczył w mistrzostwach świata w piłce nożnej (1974 — brązowy medal, 1978, 1982 — brązowy medal i w 1986 r.). Jako trener współpracował z Pawłem Janasem, szefem reprezentacji olimpijskiej Sydney (2000) oraz z selekcjonerem pierwszej reprezentacji Jerzym Engelem (m.in. na mundialu w Korei i Japonii 2002). Samodzielnie prowadził polską reprezentację młodzieżową w eliminacjach młodzieżowych mistrzostw Europy 2006.

Athletic International w liczbach

100

osób Tylu pracowników zatrudnia firma.

123,8

mln zł Takie obroty miała w 2007 r.

12,8

mln zł Tyle zysku wypracowała w 2007 r.

Żółta ekspansja

Chiny są czwartą największą gospodarką świata. Prognozy na najbliższe lata wskazują, że wkrótce powinny wyprzedzić Niemcy i zająć trzecie miejsce tuż za Stanami Zjednoczonymi oraz Japonią. Przyciągają inwestorów, ale także same inwestują na całym świecie. Szczególnie dużo w Afryce. A w Polsce? Na razie mizernie. Według danych GUS, pod koniec 2006 r. działało u nas 75 spółek z udziałem kapitału chińskiego. Ich podstawowy kapitał zagraniczny wyniósł 29,1 mln zł, co stanowiło 0,02 proc. udziału w kapitale zagranicznym ogółem. W latach 1994–2002 łączna wartość chińskich inwestycji w Polsce wyniosła zaledwie 24,4 mln zł. Dla porównania, na Węgrzech zainwestowali od 1989 r. ponad 200 mln dol.

Jacek

Konikowski

Możesz zainteresować się również: