Zgodny z konstytucją

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2005-05-12 00:00

Dyskusja czy traktat akcesyjny, określający warunki przystąpienia Polski do UE, jest zgodny z preambułą Konstytucji RP w kwestii dotyczącej suwerenności narodu, i orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, przypomina mi anegdotę o innym procesie, który toczył się przed normalnym sądem powszechnym. Otóż gazda, w tej roli mogliby zostać obsadzeni prawicowi posłowie, którzy zaskarżyli traktat do trybunału, koniecznie chciał się rozwieść ze swoją żoną — tak jak ci prawicowi posłowie chcieliby „wyprowadzić” Polskę z UE. Gazda strasznie się miotał i kręcił w kwestii wyjaśnienia powodów, dla których chciałby rozstać się ze swoją połowicą. Przyciśnięty do muru przez wysoki sąd, wreszcie wypalił: „a bo mi seksualnie nie odpowiada”. Nim sąd zdążył podjąć kwestię, z sali padł spontaniczny komentarz: „o, całej wsi odpowiada, a jemu nie”.

Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który we wprowadzeniu przez traktat akcesyjny zasady pierwszeństwa prawa unijnego nad krajowym, nie dopatrzył się sprzeczności z konstytucją, dla jednych załatwia sprawę, dla innych jest okazją do odśpiewania na sali rozpraw „Roty” i „oddaleniem problemu sprzeczności tych dwóch dokumentów”. To najdobitniej ilustruje sprzeczność, ale nie prawną, lecz intencji, jakie przyświecają obu stronom. Na nic więc zda się tłumaczenie TK o autonomiczności i równoległości — opartych na tym samym kręgu wartości — dwóch porządków prawnych, jakimi są prawo polskie i prawo europejskie. Bo w gruncie rzeczy nie o to wnioskodawcom chodzi. Może to dziwić, tym bardziej w kontekście podsumowań bilansu pierwszego roku naszego członkostwa w UE i stopnia akceptacji w społeczeństwie. Ale cóż: „to Polska właśnie”.

Osobnym aspektem, który właśnie skłonił mnie do porównania z gazdą, jest fakt, że w żadnym kraju — a przecież traktat akcesyjny w każdym języku, we wszystkich krajach, ma takie same brzmienie — nie budzi takich emocji i wątpliwości jak u nas. Innym widocznie szkoda czasu na tego typu teoretyczne rozważania i badania „zawartości prawa w prawie”. Wolą skoncentrować się na realnych problemach. Ale to też taka nasza specyfika. A może wnioskodawcy nie dostrzegają realnych problemów wokół? Szkoda.