Zielone – czasem droższe i groźne

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2013-07-26 00:00

Motoryzacja: Przepisy dotyczące klimatyzacji samochodowej nie tylko uderzą nas po kieszeni, ale mogą być zagrożeniem dla… naszego życia

Unia Europejska różnymi środkami i nakazami stara się w jak najkrótszym czasie wyeliminować F-gazy, czyli fluorowane gazy cieplarniane, inaczej substancje chemiczne zawierające fluor i charakteryzujące się wysokim tzw. współczynnikiem ocieplenia globalnego (GWP — Global Warming Potential). F-gazem jest m.in. R134a, gaz stosowany w chłodnictwie handlowym domowym i motoryzacyjnym.

Testy wykonane przez producenta aut Mercedes-Benz i niemieckich dziennikarzy wykazały, że nowy gaz stosowany w klimatyzacjach jest środkiem trującym, palnym, a w określonych warunkach nawet wybuchowym. Komisja Europejska jest innego zdania. [FOT. BLOOMBERG]
Testy wykonane przez producenta aut Mercedes-Benz i niemieckich dziennikarzy wykazały, że nowy gaz stosowany w klimatyzacjach jest środkiem trującym, palnym, a w określonych warunkach nawet wybuchowym. Komisja Europejska jest innego zdania. [FOT. BLOOMBERG]
None
None

Co istotne — to właśnie branża motoryzacyjna jest największym odbiorcą tego gazu, a według szacunków ponad 400 mln samochodów na świecie jest wyposażonych w systemy klimatyzacji. W każdym układzie krąży od 0,5 do 1 kilograma czynnika. F-gazy wyciekające z samochodów to jedna z głównych przyczyn uszkodzenia ziemskiej warstwy ozonowej. Fakt ten nie umknął unijnym urzędnikom. Mamy więc dyrektywę.

Likwidacja czynnika

Poczynając od 1 stycznia 2011 r., zgodnie z unijną dyrektywą 2006/40/EG, czynnik chłodniczy R134a powinien być eliminowany z samochodowych układów klimatyzacyjnych we wszystkich nowych modelach, natomiast od 1 stycznia 2017 r. użycie R134a będzie zakazane we wszystkich nowych autach.

Norma określona w dyrektywie zakładała, że od stycznia 2011 r. we wszystkich nowych samochodowych systemach klimatyzacyjnych muszą być stosowane czynniki nieprzekraczające 150 wskaźnika GWP. Z powodu opóźnień w produkcji nowego czynnika chłodniczego przepisy dyrektywy 2006/40/EG mają jednak moc od stycznia 2013 r. i nie dotyczą aut homologowanych do 31 grudnia 2012 r. Natomiast od 2017 r. w przewodach instalacji klimatyzacyjnej wszystkich samochodów będzie już musiał płynąć nowy, zbawienny dla powłoki ozonowej czynnik — HFO-1234yf . Co to oznacza dla właścicieli aut?

Groźnie za twoje pieniądze

Po pierwsze — ceny. Oczywiście wzrosną. Gaz, do którego użycia zmuszą przepisyUE, jest produkowany tylko przez dwa amerykańskie koncerny — DuPoint i Honeywell. Kosztuje zaś 10 razy więcej niż teraz stosowany R134a. Zamiast zatem zapłacić za wymianę tego czynnika w aucie 150 czy 200 zł, trzeba będzie wyłożyć 1500 zł albo więcej (tym bardziej że zastosowanie HFO-1234yf w starszych układach będzie wymagało drobnych przeróbek).

Zmiany (też kosztowne) nie ominą warsztatów i serwisów klimatyzacji. Po drugie — i tu kończą się żarty — może być niebezpiecznie. Sami producenci HFO-1234yf ostrzegają w instrukcjach, a testy wykonane przez Daimlera (producenta aut Mercedes- Benz) i niemieckich dziennikarzy wykazały, że nowy gaz jest środkiem trującym, palnym, a w określonych warunkach nawet wybuchowym.

Komisja Europejska podkreśla jednak, że jest zupełnie bezpieczny i będzie musiał go posiadać każdy nowy samochód dopuszczony do sprzedaży w UE. Co równie ciekawe, analiza właściwości fizycznych i chemicznych HFO- 1234yf wykazała, że jest on o około 8-10 proc. mniej wydajny niż R134a. Układ klimatyzacji będzie więc musiał wykorzystać do pracy większą energię.

To zaś przełoży się na wzrost zużycia paliwa o około 5 proc. Tymczasem dyrektywa, która nakłada obowiązek wymiany czynników chłodzących, jednocześnie obliguje producentów samochodów do obniżenia średniego spalania do 3,9 l/100 km. Oznacza to, że będą musieli stosować jeszcze mniejsze silniki z jeszcze wydajniejszymi sprężarkami.

Gdzie jest nowy czynnik?

Na pewno nie ma go w samochodach Mercedesa. Na razie. Do stosowania „ekologicznej” nowości nie przyznaje się również Toyota, choć ustami swojego przedstawiciela przyznaje, że długo przed nowym gazem w klimatyzacjach się nie obroni.

— Wprowadzenie do systemu klimatyzacji nowego czynnika wynika z respektowania ustaleń wypracowanych przez państwa członkowskie i zawartych w „Protokole z Kioto”. Celem — podobnie jak w przypadku harmonogramu wprowadzania norm emisji spalin — jest zmniejszenie zanieczyszczeń.Nowy czynnik ulega zdecydowanie szybszej biodegradacji. W Toyotach sprzedawanych obecnie w Polsce mamy stary czynnik w systemie klimatyzacji. W przyszłości będziemy musieli jednak się dostosować do unijnej dyrektywy — mówi Robert Mularczyk z Toyota Motor Poland.

Na rynku wyczuwa się jednak niechęć — głównie wśród dilerów samochodowych — do informowania o tym, jaki czynnik chłodzący wypełnia układy klimatyzacji ich aut.