Ziemia nie woła jeść

Marta Sieliwierstow
29-10-2010, 00:00

Grunty rolne są często pomijanym i zapominanym sektorem rynku nieruchomości, a przecież i na nich można zarabiać.

W czasach prosperity wartość kupionej działki — po zmianie jej statusu z gruntu rolnego na budowlany z przeznaczeniem pod zabudowę mieszkaniową, jednorodzinną, rekreacyjną lub usługową — rosła nawet o kilkaset procent w dwa lata.

 

 

Cierpliwość popłaca

Inwestując w ziemię, trzeba być ostrożniejszym niż przy kupowaniu mieszkania na wynajem i przede wszystkim uzbroić się w cierpliwość. To nie jest dobra lokata dla tych, którzy chcą szybko zarobić.

Poszukując działki w celu inwestycyjnym, trzeba sprawdzać miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego i informacje o planowanych inwestycjach drogowych. Budowa i unowocześnianie dróg, obwodnic czy mostów w okolicy może za kilka lat wpłynąć na znaczny wzrost wartości nieruchomości.

Każdy kij ma jednak dwa końce. Wybór działki w nieodpowiednim miejscu może narazić inwestora na spore straty.

— Zakup działki jest zdecydowanie bardziej skomplikowany niż wybór mieszkania, domu czy apartamentu. Taka inwestycja wiąże się również z dłuższym oczekiwaniem na zyski i niższą płynnością niż przy wynajmie mieszkań czy domów. Ale z drugiej strony — inwestujący w ziemię ponosi dużo mniejsze koszty niż ktoś, kto np. musi utrzymywać mieszkanie — zauważa Bartosz Turek, analityk rynku nieruchomości z Home Broker.

Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego, średnia cena hektara ziemi rolnej w obrocie prywatnym wzrosła w ostatnich pięciu latach o 115 proc., do około 18,1 tys. zł za ha. Po stagnacji w sprzedaży gruntów inwestycyjnych w latach 2008 i 2009 w pierwszej połowie 2010 r. widać już było pierwsze oznaki ożywienia.

— Należy zwrócić uwagę na malejącą dynamikę wzrostu cen ziemi, a nawet możliwość ich korekty. Wydaje się jednak, że nie powinno to dotyczyć obrzeży największych aglomeracji, gdzie popyt rośnie dzięki rozbudowie przedmieść — dodaje Bartosz Turek.

 

Złoty podział

Najbardziej się opłaca inwestować w działki na obrzeżach dużych miast — są najdroższe, ale i najwięcej można na nich zyskać. Inwestorzy, których stać na zakup kilku hektarów gruntu rolnego, np. 30-40 km od Warszawy, mogą sporo zarobić nawet w kilka lat. To możliwe dzięki sprzedaży innym inwestorom mniejszych działek rolnych, które już są w zaawansowanym stadium przekwalifikowania w budowlane. Dzieląc duży teren na mniejsze działki, odrolniając je i sprzedając wielu inwestorom, osiąga się wyższą cenę za metr kwadratowy.

— Przykładem może być inwestor, który kupił w gminie Hynów dwie wąskie, sąsiadujące działki od dwóch zwaśnionych sąsiadów, a następnie je scalił i podzielił na kilkanaście mniejszych działek rolnych. Zyskał na tym 128 proc. w dwa lata — mówi Bartosz Turek.

Trzeba jednak pamiętać, że odrolnienie gruntów, doprowadzenie wszystkich mediów, a często też ogrodzenie działki sporo kosztują.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Sieliwierstow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Ziemia nie woła jeść