Ziemia obiecana w Próchniku

Magdalena Laskowska
opublikowano: 05-11-2007, 00:00

Dają 10 mln zł

Mają 10 proc. kapitału i planują przewrót.

Dają 10 mln zł

na inwestycje. Na początek.

Stawiają na odzież damską

i młodzieżową

oraz podbój Europy.

To historia jak z „Ziemi obiecanej”. I też łódzka. Ja mam 1 proc., ty kolejny, razem możemy przejąć Próchnika — do takiego wniosku doszła grupa akcjonariuszy producenta i dystrybutora męskiej odzieży, który od lat próbuje wyjść ze strat. Wspólnie kontrolują ponad 9,4 mln akcji, czyli 10,35 proc. kapitału zakładowego. Nikt w firmie nie ma więcej niż 5 proc., więc może im się udać.

Grupa pod wezwaniem

Szturm przypuszczą na środowym walnym. Chcą zmienić radę nadzorczą, przejąć władzę i dokapitalizować łódzką firmę 10 mln zł. Na początek.

— Akcjonariat Próchnika jest bardzo rozwodniony. By się rozwijać, firma musi mieć właściciela. Chcemy kierować Próchnikiem — mówi Przemysław Andrzejak, reprezentant grupy i wiceprezes działającej na rynku nieruchomości spółki G-8 Inwestycje.

Przyznaje, że obecny zarząd obrał dobry kierunek. Zaczął do sklepów wprowadzać szerszy asortyment i myśli o sprzedaży odzieży z wyższej półki.

— Jednak nie wykorzystuje sytuacji rynkowej. Dlaczego Próchnik, łódzka marka, nie ma salonu w najlepszym centrum handlowym w Łodzi? —pyta Przemysław Andrzejak.

Silną grupę startującą do spółki tworzy kilku przedsiębiorców z Łodzi, m.in. ekonomistów, deweloperów i marketingowców. Są wśród nich Krzysztof i Dorota Osiejowie (3 proc. kapitału Próchnika), właściciele zakładów odzieżowych Berton z Białej Podlaskiej. 1,5-procentowy pakiet ma spółka Gnom, działająca w branży budowlanej i zajmująca się remontami oraz oczyszczaniem dróg. Wśród akcjonariuszy jest dr Henryk Mikulski, wykładowca na Uniwersytecie Łódzkim.

Ponad cztery miesiące zastanawiali się, czy warto zainwestować w łódzkiego producenta odzieży.

— Kiedy kurs Próchnika spadł do 1,1 zł, uruchomiliśmy program skupu akcji. Część osób z naszej grupy podchodzi ostrożnie do tego pomysłu, dlatego nie kupowaliśmy od razu 20-30 proc., jak docelowo planujemy — mówi Przemysław Andrzejak.

Na początku minimalnym kosztem chcą przejąć kontrolę nad Próchnikiem. Są przekonani, że jego brand ma duży potencjał.

— Chcemy odświeżyć wygląd marki, sklepów i oferty Próchnika. Obok męskich kolekcji od przyszłego roku planujemy sprzedaż eleganckich ubrań damskich i młodzieżowych. Będziemy zamykać nierentowne salony w małych miejscowościach, np. w Skierniewicach. Ale także organizować pokazy mody, szeroko reklamować nowe kolekcje w mediach. W przyszłości na pewno zbudujemy nowy zakład produkcyjny — wylicza Przemysław Andrzejak.

Na tym nie koniec. Grupa akcjonariuszy marzy, by salony Próchnika pojawiły się w Rosji, Hiszpanii, we Włoszech, i Niemczech. Obecnie spółka prowadzi 21 sklepów w kraju i jeden na Ukrainie.

Dzisiaj Próchnik szyje nie tylko dla siebie, ale też Hugo Bossa czy Burberry.

— Będziemy chcieli pozyskiwać kolejne światowe marki i dla nich szyć, bo na tym sporo można zarobić — mówi Przemysław Andrzejak.

Zyski za rok

Grupa obiecuje metamorfozę spółki już w przyszłym roku, a pierwsze zyski na jego koniec.

Co na to zarząd? Jego członkowie to przecież także akcjonariusze. Wiceprezes Mikołaj Habit ma 0,2 proc. akcji, drugi wiceszef Krzysztof Okoński — 0,01 proc. W piątek nie udało nam się z nimi skontaktować. Wcześniej jednak zarząd mówił, że nie obawia się nowych twarzy w akcjonariacie.

— Liczymy się z tym, że Próchnik jest coraz bardziej łakomym kąskiem dla rynku. Ostatnio pojawiła się grupa dotąd nam nie znanych inwestorów. Na środowym walnym poznamy ich plany — mówił niedawno Krzysztof Okoński.

Nowi akcjonariusze nie pozostawiają złudzeń.

— Jeżeli członkowie zarządu pomogą w realizacji naszych celów, nie będziemy ich zmieniać. Jeśli nie będą chcieli współpracować, pomyślimy o nowym zarządzie — mówi Przemysław Andrzejak.

I dodaje, że jeśli w środę jego grupie nie uda się przejąć władzy w spółce, zażąda zwołania kolejnego walnego.

Pod okiem konkurenta

Tomasz Sarapata

prezes Bytomia

Życzę powodzenia, ale...

Próchnikowi życzę sukcesów i trzymam za tę spółkę kciuki. Nie ma powodów, by właścicielom nie udało się wyprowadzić jej na prostą. Nam ich działania nie zagrażają. Próchnik nie jest dla Bytomia żadną konkurencją. My zarabiamy kilka razy więcej. Będziemy więc spać spokojnie.

okiem analityka

Rafał Salwa

niezależny analityk

Zastrzyk

10 mln zł

to za mało

Próchnik wymaga dokapitalizowania, ponieważ nie jest w stanie konkurować z rywalami notowanymi na giełdzie. I Bytom, i Vistula & Wólczanka bardzo dobrze wykorzystują obecną koniunkturę na rynku odzieżowym. Dlatego Próchnikowi będzie bardzo trudno za 10 mln zł dotrzymać kroku konkurentom oraz rozszerzyć działalność o produkcję odzieży damskiej i młodzieżowej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Laskowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu