Złote Wyprzedaże pobłyskują zyskiem

opublikowano: 09-07-2013, 00:00

Spółka idzie na giełdę i do Europy. Jej motto: „kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana”. Pytanie, czy nie trafi na czarną polewkę

— To z Francji przyszedł pomysł na biznes. Poznałem Marca Dabrowskiego, w którego żyłach płynie także polska krew. Opowiedział mi o sukcesie klubów zakupowych. Stwierdziliśmy, że można wejść w tę niszę w Polsce, Marc namówił swojego znajomego na inwestycję. I się nie pomyliliśmy, choć przez pierwsze dwa lata dokładaliśmy setki tysięcy złotych — mówi 28-letni Jacek Szlendak, prezes Złotych Wyprzedaży.

Zobacz więcej

ZŁOTY MODEL: Jacek Szlendak, prezes Złotych Wyprzedaży, uważa, że w Polsce można powtórzyć sukces francuskiego modelu sklepów zakupowych. Jego spółka jest rentowna i szuka zastrzyku kapitału, by rozwinąć skalę działania. [FOT. TR]

Powstały trzy lata temu brand ma bowiem ambicję powtórzyć sukces francuskiego klubu Vente-Privee, którego obroty w tym roku przekroczą 1,5 mld EUR. Na razie spółka negocjuje kolejną rundę finansowania, licząc na dziewięciocyfrową wycenę.

Delachaux czuwa

Jacek Szlendak przymierza się do roli prezesa giełdowej spółki. W tym roku przychody Złotych Wyprzedaży mają wzrosnąć dwukrotnie, do 35 mln zł, zysk przekroczy 1 mln zł. A to dopiero początek.

— Idziemy na NewConnect. Właśnie negocjujemy emisję akcji dla inwestora finansowego. Interesuje nas wycena na poziomie powyżej 100 mln zł — mówi prezes.

Dlaczego? Po pierwsze, Złote Wyprzedaże to lider swojej kategorii i najdynamiczniejsza spółka w segmencie e-handlu. Po drugie, spółka ma już za sobą ciężkie chwile, gdy w 2011 r. pukała od drzwi do drzwi, szukając finansowania. Po trzecie, 13 mln zł już zostało w Złote Wyprzedaże wpompowane przez inwestorów. Wśród mniejszościowych akcjonariuszy spółki prym wiedzie nie tylko Łukasz Misiukanis, prezes agencji Socializer. To przede wszystkim przedstawiciel rodziny Delachaux, francuskich przemysłowców, którzy dwa lata temu sprzedali swój biznes za 1,1 mld EUR.

Koń na krokodylu

Idea biznesu Złotych Wyprzedaży nie jest specjalnie odkrywcza: sklep sprzedaje ubrania oraz przedmioty mniej lub bardziej znanych marek z jednym zastrzeżeniem — cena musi być przynajmniej o połowę niższa od tej, jaką pierwotnie proponował producent. Skąd to znamy?

— Z grubsza rzecz biorąc, Złote Wyprzedaże wykorzystują ten sam model co zakupy grupowe, z tą różnicą, że spółka dokłada do tego zarządzanie dystrybucją. Mechanizm marketingowy jest ten sam — ocenia Tomasz Dalach, współzałożyciel Grupera, obecnie współwłaściciel funduszu Online Partners.

Towar trafia do warszawskiej firmy od tysiąca różnych dostawców: od dystrybutorów po samozwańczych sprzedawców końcówek serii oraz starych kolekcji. Internetowy gracz towar zamawia dopiero wtedy, gdy oferta sprzeda się w sieci. Sprzedażowe evergreeny są trzy. To koń, krokodyl i flaga, czyli ubrania sygnowane markami Ralph Lauren, Lacoste i Tommy Hilfiger. Zdarzały się też wpadki, czyli np. towar kiepskiej jakości lub podrobiony, a także kłopoty z obsługą klienta. Ważne, że na razie działa dźwignia marketingowa, znów bliźniacza do idei Groupona. Spółka Jacka Szlendaka wydała już kilkadziesiąt milionów złotych na pozyskanie bazy użytkowników (dziś to 3 mln osób) i mejlingi oraz reklamę na głównych portalach.

Sceptycy bez blichtru

Zdaniem Rafała Agnieszczaka, właściciela m.in. Fotki.pl i klubu zakupowego Bao.pl, przyszłość klubowego odłamu e-handlu jest niepewna. Właśnie przez marketing.

— Wyniki Złotych Wyprzedaży pokazują, na jak niskich marżach operuje spółka. By dać inwestorom zwrot z kapitału, musi dążyć do szybkiego zwiększenia przychodów. Jak? Agresywnym marketingiem. Ale ten, jak widzimy na przykładzie Groupona, Grupera czy Citeam, po jakimś czasie traci swoją moc — mówi Rafał Agnieszczak.

Zakłada scenariusz, w którym Złote Wyprzedaże pójdą drogą gasnących zakupów grupowych, a nie błyszczącego blichtrem Vente-Privee. Właściciele Złotych Wyprzedaży natomiast już jesienią widzą siebie w roli gwiazd NewConnect i biznesmenów o światowych ambicjach. Klony Złotych Wyprzedaży mają pojawić się w Czechach, Rumunii i na Ukrainie.

— Planujemy też przejęcia witryn sprzedających ubrania i podróże — podkreśla Jacek Szlendak, snując wizje 200 mln zł przychodu spółki za 3 lata. To w końcu zaledwie jakiś milion sprzedanych koszulek z krokodylkiem na piersi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu