Złoty dostaje mocne lanie.Frank poszybował

BMK
opublikowano: 2009-01-15 00:00

Szwajcarska waluta jest wobec złotego najmocniejsza od czterech lat. Niestety, nie pokazała jeszcze wszystkiego, na co ją stać.

Szwajcarska waluta jest wobec złotego najmocniejsza od czterech lat. Niestety, nie pokazała jeszcze wszystkiego, na co ją stać.

Od kilku dni złoty, wraz z walutami innych krajów zaliczanych do rynków wschodzących, zmaga się ze spadkami. Wczoraj za dolara trzeba było płacić nawet 3,195 zł, za euro — 4,19 zł a za szwajcarskiego franka — 2,855 zł — najwięcej od czterech lat.

— Po korekcie z początku roku wśród światowych inwestorów powrócił problem zwiększonej niechęci do ryzyka. Dlatego kapitał ucieka z rynków naszego regionu i wybiera bezpieczniejsze aktywa amerykańskie — uważa Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.

W efekcie dolar umacnia się także wobec europejskiej waluty. A to nie pomaga złotemu. Podobnie jak sytuacja na giełdach.

— Ostatnie dane z USA potwierdzają, że kryzys zawitał tam pełną gębą. To przekłada się na spadki na parkietach. Tymczasem ostatnio bardzo wyraźnie widać korelacje między zachowaniem złotego i giełd: im gorsza panuje na nich sytuacja, tym gorzej z naszą walutą. Niestety, końca tej trudnej dla złotego sytuacji nie widać — przyznaje Marek Rogalski, główny analityk FIT DM.

Jeśli wierzyć ekspertom, raty kredytów walutowych będą w kolejnych miesiącach rosły, bo złoty nie oprze się spadkom.

— Przy założeniu, że dolar nadal będzie się umacniać wobec euro i na rynkach utrzyma się duża awersja do ryzyka, przy mało płynnym rynku euro zbliży się w perspektywie kilku miesięcy do 4,3 zł, dolar do 3,4 zł, a frank podążać będzie w kierunku 3 zł. Na pewno pierwsze dwa kwartały będą dla złotego negatywne. Potem złoty powinien się umacniać — na koniec roku powinien być mocniejszy niż obecnie — uważa Grzegorz Maliszewski.

To na razie marne pocieszenie — tym bardziej że wzrost rat kredytów walutowych nie jest jedyną negatywną konsekwencją taniejącego złotego. I nie najdotkliwszą.

— To, że przez kilka miesięcy wzrosną raty, nie jest najgorsze. Większy problem dotyczy wycen mieszkań. Zakupione na kredyt we frankach np. pół roku temu mieszkania będą bowiem — w przeliczeniu na franki — znacznie droższe niż w momencie zawierania umowy kredytowej. A to może skłonić banki do żądania od pożyczkobiorców dodatkowych zabezpieczeń kredytów — uważa Marek Rogalski.

Dodajmy, że w Dom Banku na spreadzie pękła już bariera 3 zł za franka.