Prognozy Polska waluta mocno rozpoczęła miesiąc. Ale na wielkie ruchy nie ma co liczyć
Po trzech miesiącach stabilizacji, w ostatnich dniach wreszcie drgnęły notowania euro do złotego. Na fali dobrych nastrojów w regionie inwestorzy znów uwierzyli w moc polskiej waluty. Jednak zdaniem analityków, impuls nie jest na tyle silny, by pozwolić na trwałe wybicie z konsolidacji w obszarze 3,85-3,95 zł. Zdaniem większości ankietowanych przez „PB” specjalistów, na koniec kwietnia za europejską walutę trzeba będzie zapłacić 3,88-3,89 zł. Wciąż słaby będzie dolar, który w stosunku do euro znalazł się w okolicach dwuletniego minimum. Według analityków, za miesiąc zielony będzie wart około 2,9 zł. Do stosunkowo niskich poziomów powinien też powrócić kurs franka szwajcarskiego. Jeszcze na początku marca płacono za niego nawet 2,46 zł. Teraz średnia prognoz sięga 2,39 zł.
Rozwój wypadków na rynku walutowym w znacznym stopniu zależy od tego, czy narastać będą obawy o rozpoczęcie amerykańskiej interwencji w Iranie. Przedsmak tego, co może się dziać z dolarem, inwestorzy mieli już w miniony piątek po południu, kiedy amerykańska waluta wyraźnie osłabła. Wczoraj — choć na mniejszą skalę — było podobnie. Takie ruchy prawie zawsze oznaczają umocnienie złotego do wszystkich głównych walut. Większość analityków jest jednak przekonana, że napięcia w Zatoce Perskiej osłabną i znów głównym czynnikiem wpływającym na decyzje graczy będą dane makroekonomiczne ze Stanów Zjednoczonych. Ich niejednoznaczne wskazania w ostatnich tygodniach wraz z jednocześnie spływającymi dobrymi danymi o polskiej gospodarce powodowały rozterki inwestorów. Nie mogli oni nabrać wyraźnego przekonania do tego, czy pozbywać się ryzykownych walorów, czy raczej kupować waluty rynków wschodzących, w tym złotego. Stąd wspomniany już trwający od początku roku trend boczny w notowaniach EUR/PLN.
Zdaniem Bartosza Pawłowskiego z ING Banku, gdyby udało się przebić istotne z punktu widzenia analizy technicznej wsparcie 3,85 zł za euro, otworzyłaby się droga do minimów z końca ubiegłego roku (okolice 3,80 zł za euro). Nawet jeśli do tego dojdzie, powinien to być krótkoterminowy ruch i dobra okazja do kupowania wspólnej waluty. Dlaczego? Zdaniem Marcina Bilbina, analityka Pekao, polskie aktywa stały się niemodne. Potwierdzeniem tego jest redukowanie przez inwestorów zagranicznych pozycji zarówno w obligacjach, jak i akcjach. Brakuje więc paliwa, które mogłoby napędzić długotrwałe umocnienie złotego.
Nie powinna nim być decyzja o podwyżce stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej. Większość ekonomistów spodziewa się jej w kwietniu, ale należy przyjąć, że została ona już uwzględniona przez rynek. Istotniejsze znaczenie będą miały rosnące oczekiwania na kolejną podwyżkę kosztu pieniądza przez władze Europejskiego Banku Centralnego. Do wzrostu podstawowej stopy do 4 proc. miałoby dojść do czerwca. To powinno być kolejnym argumentem za umocnieniem euro względem dolara, a pośrednio także złotego względem obu walut.