Po kilku dniach fatalnej passy złotego w końcu zmiana na lepsze. W piątek przed południem złoty szybko odrabiał straty umacniając się wobec głównych, światowych walut o nawet 10 groszy. Przed piątkowym południem za euro trzeba zapłacić 4,55 zł, dolara - 3,55 zł, a szwajcarskiego franka - 3,03 zł. Po południu złoty niestety stracił formę (być może wpływ na to miała wypowiedź prezesa NBP Sławomira Skrzypka o możliwych dalszych obniżkach stóp procentowych), ale tylko na chwilę.
-
Dziś mamy mocniejsze otwarcie. Przy dużej zmienności możemy znaleźć się na
poziomach 4,50 zł za euro w ciągu sesji – czytamy w porannym komentarzu
analityków BRE Banku.
Krajowi
analitycy komentują, że niektórzy zagraniczni inwestorzy portfelowi zaczęli
realizować wysokie zyski na rynku walutowym przed zbliżającym się weekendem. Nie
jest wykluczone, że są i tacy, którzy korzystając z atrakcyjnego – z punktu
widzenia inwestora zagranicznego – kursu złotego wymieniają waluty i wchodzą na
warszawski parkiet. Taki scenariusz sugerowałyby ostatnie wzrosty indeksów przy
zwiększonych obrotach.
Wytłumaczenie może być jednak bardziej prozaiczne: w wielu bankach piątego dnia każdego miesiąca rozliczane są raty kredytów hipotecznych, co - przynajmniej w odniesieniu do franka - powoduje sztuczny popyt i wzros notowań szwajcarskiej waluty. Z punktu widzenia kredytobiorców jeden dzień zrobił jak widać sporą różnicę...