Złoty przestał wzrastać
Po środowym wzroście naszej waluty do najwyższego od sześciu tygodni poziomu i osiągnięciu poziomu powyżej parytetu, wczoraj nastąpił ponowny spadek jej wartości. Zdaniem ekspertów, brak napływu dewiz spowoduje, że wartość naszej waluty będzie się utrzymywać na poziomie zbliżonym do parytetu. Część uczestników rynku była zdania, że wzrost wartości złotego był spowodowany napływem na rynek walutowy 300 mln euro, co wiązało się ze sprzedażą euroobligacji Polskiej Telefonii Cyfrowej.
Nasza waluta otworzyła się na poziomie 0,20/0,27 proc. poniżej parytetu. Dolar kosztował 4,9150/50 zł, a euro 4,2996/24 zł. Oczekiwanie na inwestorów zagranicznych i brak napływu dewiz na nasz rynek spowodowało dalszy spadek wartości złotego. W czasie trwania sesji odchylenie od parytetu zwiększyło się do 0,33/0,45 proc. Dolar kosztował 4,2120/60 zł, a euro 4,2965/15 zł. Analitycy rynkowi prognozowali, że złoty w najbliższym czasie będzie się wahał w przedziale pomiędzy parytetem a 1 procentem poniżej jego poziomu.
EKSPERCI Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) twierdzą, że rosnący gwałtownie w pierwszej połowie tego roku deficyt na rachunku obrotów bieżących powoli zaczyna się stabilizować. Zdaniem specjalistów MFW, pod koniec tego roku deficyt osiągnie 7 proc. produktu krajowego brutto. Jest to wartość niższa niż przewidywana przez wielu krajowych ekspertów, co powinno zwiększyć zaufanie do naszej gospodarki wśród zagranicznych inwestorów i zachęcić ich do inwestowania na naszym rynku.
MIMO napływu na rynek międzybankowy 4,715 mld zł netto, oprocentowanie jednodniowego pieniądza ustabilizowało się. Depozyty O/N otworzyły się na poziomie 12,50/16,50 proc., a T/N na poziomie 13,50/17,50 proc. Bank centralny przeprowadził drenaż rynku z pieniądza, oferując 14-dniowe bony NBP o wartości 1,5 mld zł i 28-dniowe o wartości 2 mld zł.
Wczoraj Ministerstwo Finansów zaoferowało odkup bonów skarbowych o wartości 200 mln zł. Inwestorzy jednak nie przejawili żadnego zainteresowania ofertą resortu. Wynika to z tego, że ze względu na nadpłynność pieniądza na rynku banki wolą trzymać te papiery, aż do okresu zapadalności, niż pozbywać się ich wcześniej po niższych cenach.