W czwartek doszło do wyprzedaży złotego i polskich obligacji. Spadki cen były związane z wypowiedziami Jerzego Hausnera. Zdaniem wicepremiera, odpowiedzialnego za politykę finansową rządu, optymalnym dla gospodarki kursem euro byłoby 4,5-4,6 zł. Słowa te zostały źle zinterpretowane przez inwestorów, którzy obawiają się, że rosnący kurs euro zwiększy zadłużenie Polski. Już na otwarciu rynku złoty spadł w stosunku do euro do poziomu 4,8135 zł wobec 4,7958 zł w środę. Traciły też obligacje.
Na rynkach od kilku tygodni utrzymuje się napięta atmosfera. W tej chwili nie ma żadnych istotnych czynników, które mogą poprawić sytuację. Niefortunna — w tak gorącym okresie — wypowiedź wicepremiera Jerzego Hausnera musiała doprowadzić do tak silnych wahań.
W ciągu dnia złoty ustanowił najniższy w historii poziom w stosunku do euro, przebijając poziom 4,8380 za euro. Rynek obawia się, że jeśli polska waluta nie zdoła umocnić się wobec euro, a plan reform wicepremiera Jerzego Hausnera zostanie rozwodniony w parlamencie, to wzrośnie zagrożenie przekroczenia przez dług publiczny poziomu 55 proc. PKB. Po południu euro wyceniano na 4,83 zł.
Spadki złotego mogą być także związane ze spekulacyjną wyprzedażą i uruchomieniem automatycznych zleceń sprzedaży. Jeżeli rzeczywiście tak jest, to euro może dojść w ciągu najbliższych sesji nawet do poziomu 5 zł. Nie bez znaczenia są tutaj również ruchy na rynku EUR/USD, które sprzyjają umocnieniu się europejskiej waluty wobec złotego.
Nie należy oczekiwać nagłej poprawy na rynku walutowym. Inwestorzy z niepokojem będą czekać na posiedzenie Sejmu (17-20.02), kiedy pod obrady wejdą pierwsze ustawy z planu Jerzego Hausnera. Poparcie opozycji w czasie głosowań może mieć kluczowe znaczenie dla dalszej wyceny złotego i polskich obligacji.