Październikowej zawieruchy na rynku walutowym nie przewidział nikt. Dynamika osłabienia złotego i zmienność całkowicie zaskoczyły analityków. Ekonomiści ING Banku w niedawno opublikowanym raporcie stwierdzili wręcz, że tworzenie prognoz w obecnej sytuacji zakrawa na cyrkową ekwilibrystykę i jest jak szukanie równowagi na toczącej się w różnych kierunkach, podskakującej kuli. "Toczenie się kuli to paralela niepewności co do skali i głębokości recesji na świecie, a także do długości problemów z dostępem do kapitału. Jej podskoki to zaburzenia rynkowe związane z problemami z płynnością i finansowaniem w różnych walutach, atakami spekulacyjnymi na kraje wschodzące" — czytamy w opracowaniu ING.
Specjaliści radzą, by firmy planujące transakcje walutowe, były przygotowane na kontynuację niespotykanej od dawna zmienności. Krótkoterminowe prognozy walutowe są tu bezsilne (co pokazała chociażby ankieta "PB" z ubiegłego miesiąca), a instrumenty zabezpieczające stają się mniej dostępne. Ceny opcji osiągają rekordowe poziomy. Analitycy ING mimo wszystko za bardziej prawdopodobne uważają osłabienie złotego, przy jednoczesnym umocnieniu dolara.
— Na koniec listopada spodziewamy się wzrostu kursu euro do 3,70 zł, a dolara do 2,98 zł — mówi Grzegorz Ogonek, ekonomista ING.
Takie opinie są jednak w mniejszości. Zarówno średnia, jak i mediana prognoz (wartość tej ostatniej jest mniej podatna na wpływ skrajnych oczekiwań) dwunastu ekonomistów wskazuje, że pod koniec listopada kurs euro wyniesie 3,50- -3,53 zł, dolara 2,75 zł, a franka 2,32-2,35 zł. To (poza dolarem) poziomy zbliżone do notowanych obecnie.
Marcin Mróz, ekonomista Fortis Banku, lidera rankingu "PB", spodziewa się lekkiego umocnienia złotego. Jego zdaniem, na koniec listopada za euro trzeba będzie zapłacić 3,43 zł, za dolara 2,71 zł, a za franka 2,30 zł. W ubiegłym miesiącu właśnie Marcin Mróz w typowaniu trendów na rynku walutowym pomylił się najmniej, dlatego że był największym pesymistą wśród ankietowanych analityków. Teraz jest największym optymistą, tyle że ostrożnym.
— Z pewnością nie należy jeszcze mówić o uspokojeniu sytuacji na rynku walutowym. Wciąż jest on płytki, a przez to podatny na duże wahania. Przy założeniu, że nie będzie kolejnych bankructw w USA czy wstrzymania wypłat z tamtejszych funduszy, można oczekiwać nieśmiałego powrotu inwestorów do naszej waluty — przewiduje Marcin Mróz.
Dużą ostrożność zaleca też Jarosław Janecki, ekonomista Societe Generale, wicelider rankingu "PB".
— Kończy się rok obrachunkowy dla banków. Wpłynie to znacząco na rozwój wypadków na rynku walutowym i obligacji — uważa specjalista.
Jarosław Janecki spodziewa się lekkiego umocnienia złotego.
Taki sam scenariusz — przy czym w odniesieniu do dolara skala umocnienia ma być znacząca — obstawiają też analitycy DM TMS Brokers.
— Wzrost deficytu budżetowego w USA i coraz gorsze dane
makroekonomiczne z gospodarki amerykańskiej oraz oczekiwania na dalszą redukcję
stóp procentowych będą prowadzić do wyprzedaży dolara. Kurs EUR/USD w ciągu
miesiąca może się przybliżyć do poziomu 1,35-1,36 z obecnego 1,29. Powinno to w
sposób bardziej trwały poprawić nastawienie wobec walut naszego regionu —
uważają specjaliści TMS.