Przewoźnicy drogowi cieszą się z zapisów projektu nowelizacji ustawy transportowej. Podkreślają, że obecne prawo wymaga doprecyzowania i uproszczenia.
Andrzej
Majewski
prezes Łódzkiego Stowarzyszenia Przewoźników Międzynarodowych i Spedytorów
- Generalnie rzecz biorąc, cała ustawa jest zła, dlatego cieszą choćby najdrobniejsze, pozytywne zmiany. Ich skutkiem bę- dzie przede wszystkim uporządkowanie rynku np. przez wy- eliminowanie tych, którzy pod szyldem „przewozy własne” wykonują regularny transport zarobkowy.
Grzegorz J. Bielowicki
prezes Euroad
- To dobrze, że złagodzono system kar dla przewoźników, bo to oznacza, że przestanie się nas traktować jak źródło dochodów budżetu. Dobrze, że oddzielono od siebie i zróżnicowano wysokością kary za drobne niedopatrzenia od ewidentnych i świadomych nadużyć gospodarczych. Nie rozumiem natomiast, dlaczego ograniczono możliwość natychmiastowej kontroli inspekcji w firmach, które łamią przepisy. Czy odsunięcie w czasie takiej wizyty ma być szansą dla tych, którzy zechcą zacierać ślady?
Mirosław Kaczmarek
dyrektor M&M Polska i prezes stowarzyszenia ProLogistyka
- Jestem zadowolony, że wreszcie została podjęta próba uregulowania przepisów określających zasady nakładania kar pieniężnych przez Inspekcję Transportu Drogowego. Proponowane zmiany uproszczą prawo transportowe — a o to właśnie chodziło. Szkoda tylko, że nie wyposażono inspekcji w instrumenty dające im możliwość pouczania kierowców w przypadku, gdy dopuszczą się niewielkich wykroczeń.
Władysław Sobański
prezes Trans Universal Poland
- Rozsądną zmianą w przepisach było rozdzielenie kar na wysokie — za poważne przewinienia, i niskie — za drobne niedociągnięcia. Problem ten można było rozwiązać już przy tworzeniu samej ustawy — wystarczyło spytać o zdanie kilku przewoźników. Natomiast pomysł ograniczenia przewozów na potrzeby własne nie podoba mi się, choć jest dla mnie korzystny. Nie można z góry zakładać, że wszyscy, którzy wykonują własny transport, są kombinatorami.