Zmienne unijne sojusze

Janusz Lewandowski
opublikowano: 2008-01-18 00:00

Wychodząc z przeciwnych krańców, spierając się o przeszłość, Polska i Niemcy znajdują wspólny język w istotnych kwestiach ekonomicznych na forum Unii Europejskiej. Polska szuka zgody z Brukselą po dwóch latach konfliktów. Niemcy odwrotnie. Po 50 latach obowiązywania doktryny pełnej zgodności własnych interesów z pogłębianiem integracji (wyrażaną hasłem „co jest dobre dla Unii, jest dobre dla Niemiec”), nasi sąsiedzi odkrywają różnice. Dotąd były niezawodnym czempionem wspólnotowych reguł i polityki. Znamiennym wyjątkiem była skłonność do dwustronnych kontaktów z Rosją. Teraz RFN coraz częściej kontestuje kierunek unijnej regulacji.

Przyczyna jest znana. Za Odrą znajduje się ogromny potencjał przemysłowy o profilu eksportowym. Waga ciężka — od hutnictwa, przez chemię, po przemysł samochodowy. Bardziej wrażliwy na przeregulowanie, powodujące dodatkowe koszty i zagrożenie konkurencyjności, aniżeli gospodarki o innym profilu. Szczególnie dotknięty rosnącymi rygorami ekologicznymi, które mnożą się, by przeciwdziałać zmianom klimatycznym. Aż do przesady, bo kwestia klimatyczna została w Europie przesadnie udramatyzowana.

Przypominając o potrzebie wyważenia racji ekologicznych i rozwojowych, Polska znajduje wspólny język z gospodarczym prymusem Europy. Na tym polega zmienna geometria sojuszy w Unii Europejskiej — z Anglią w podatkach, z Francją w rolnictwie, z Hiszpanią w zwartości. Z każdym można ubić jakiś interes.

Janusz Lewandowski