Niegdyś bardzo popularne fundusze zrównoważone i stabilnego wzrostu dziś borykają się z masowym odpływem kapitału. Ich aktywa topnieją w oczach, bo klienci są już na tyle doświadczeni, że wolą samodzielnie konstruować portfel lub wybierać jednorodne produkty, które będą tańsze, bezpieczniejsze i efektywniej zarządzane.



W kierunku marginalizacji
W szczytowym momencie, czyli w drugiej połowie 2007 r., w funduszach mieszanych Polacy ulokowali około 60 mld zł, co stanowiło prawie 45 proc. wszystkich aktywów TFI. Dziś jest to zaledwie, 15 proc. (19 mld zł). Powód spadku popularności to przede wszystkim relatywnie słabe wyniki inwestycyjne, co skutecznie zniechęca klientów. Jedynie w tym roku z produktów mieszanych inwestorzy wycofali ponad 2,2 mld zł. Zdaniem przedstawicieli TFI, odwrót jest naturalny i nieunikniony.
— Fundusze stabilnego wzrostu i zrównoważone są polską specyfiką i odpowiedzią na zapotrzebowanie rynku we wczesnej fazie rozwoju. Jednak wraz z rozwojem rynku inwestorzy stają się coraz bardziej wyedukowani, zdobywają doświadczenie i wiedzą, jak samodzielnie zdywersyfikować portfel — mówi Marcin Bednarek, wiceprezes BPH TFI.
Podobnego zdania jest Marek Rybiec, prezes Skarbca TFI, który uważa, że fundusze mieszane do 2007 r. sprzedawały się łatwo i były często traktowane jako panaceum na wszystko. Warunki rynkowe sprzyjały, więc produkty te pokazywały dobre wyniki.
— Potem rynek się zmienił. Klienci zaczęli przenosić oszczędności do funduszy jednorodnych, obligacyjnych lub akcyjnych — dodaje Marek Rybiec.
Łukasz Kwiecień, wiceprezes TFI PZU, uważa, że załamanie długoterminowych trendów na rynku w 2007 r. sprawiło, iż ludzie na własnym portfelu przekonali się, co oznacza zmienność. Poza tym jakość zarządzania bardzo często była kiepska, co w połączeniu z wysokimi kosztami operacyjnymi funduszy prowadziło do tego, że klienci często zarabiali wyraźnie mniej niż rynek, ale — kiedy nadeszły spadki — stracili więcej niż spadający benchmark.
— Na dokładkę czasem zdarzało się i tak, że inwestor nie dość, że tracił na części akcyjnej portfela funduszu mieszanego, to jeszcze wcale nie zarabiał (albo jeszcze tracił) na części dłużnej, mylnie uważanej za bezwzględnie bezpieczną — tłumaczy Łukasz Kwiecień.
Słabe wyniki, wysokie opłaty
Celem funduszy zrównoważonych i stabilnego wzrostu miało być zwiększanie wartości aktywów poprzez ich inwestowanie zarówno w akcje, jak i w obligacje. Dłużna część portfela miała być poduszką bezpieczeństwa w razie załamania na giełdzie, a akcyjna pracować na zyski w okresie hossy. W praktyce tylko niektóre z tych produktów, nawet w dłuższym horyzoncie inwestycyjnym, potrafiły zarobić.
Choć i tak miały wynik gorszy od benchmarków. W ostatnich dwunastu miesięcach fundusze zrównoważone zarobiły średnio 2,4 proc., a stabilnego wzrostu 3,1 proc. W tym czasie fundusze dłużne polskie uniwersalne powiększyły portfele o prawie 7 proc., a akcyjne straciły średnio 0,3 proc. Samodzielnie skonstruowany portfel byłby dużo efektywniejszy i zdecydowanie tańszy w utrzymaniu.
Przy założeniu, że fundusz obligacji stanowiłby 70 proc., a akcji 30 proc., wypracowany zysk to 4,8 proc. Średnia opłata za zarządzanie funduszami mieszanymi wynosi około 3,5 proc. średniorocznej wartości aktywów. W przypadku funduszy akcji polskich uniwersalnych i obligacji to odpowiednio 4 proc. i 1 proc. W przypadku samodzielnie skonstruowanego portfela opłata za zarządzanie wyniosłaby zatem około 2 proc.
W poszukiwaniu alternatywy
Jaki los czeka fundusze mieszane? Przedstawiciele TFI są zgodni, że tego rodzaju produkty nie znikną zupełnie, ale ich udział w rynku nie będzie już rósł.
— Kontynuowany będzie natomiast trend rozpoczęty w tym roku. Inwestorzy będą poszukiwać efektywnych rozwiązań, jak na przykład fundusze absolutnego zwrotu czy funduszy zamkniętych — uważa Marek Rybiec.
Podobnego zdania jest również Marek Mikuć, prezes Open Finance TFI, który uważa, że fundusze zrównoważone, które mają najbardziej zbliżony skład portfela do portfeli OFE, mogą być wykorzystywane jako forma oszczędzania na przyszłą emeryturę. Beata Tylman, dyrektor departamentu sprzedaży w Ipopema TFI, uważa, że branża będzie kierować się w stronę produktów szytych na miarę, jednak to dystrybutorzy i klienci będą dyktować warunki dywersyfikacji.
— Alokacja będzie odbywać się na poziomie klienta, a nie portfela. Dobór poszczególnych funduszy uzależniony powinien być od profilu ryzyka inwestora, a składniki wybierane spośród różnych grup funduszy, począwszy od inwestujących na GPW poprzez fundusze zagraniczne, skończywszy na funduszach obligacyjnych — tłumaczy Beata Tylman.
Samodzielna dywersyfikacja portfela pomiędzy kilka funduszy jest również korzystna dla TFI, bo pozwala w trudniejszych warunkach rynkowych zatrzymać choćby część aktywów. Gdy na giełdzie leje się krew, posiadacz jednostek uczestnictwa funduszu stabilnego wzrostu czy zrównoważonego wypłaca całość oszczędności.