Znaliśmy Gawriłowa

Dawid Tokarz
opublikowano: 2003-05-30 00:00

Jak to się stało, że Siergiej Brioukker vel Siegfried Brücker, za którym dwukrotnie wysyłano w Polsce list gończy, został szefem Energopolu Oil, powiązanego z polskim gigantem — Energopolem Warszawa? Odpowiedź chcieliśmy uzyskać od Zdzisława Misztala, urzędującego dziś prezesa spółki, którego — według naszych informacji — do pewnego momentu łączyły z Brioukkerem bardzo dobre stosunki. Nie chciał z nami rozmawiać.

— Muszę uratować spółkę. Jak się uda — porozmawiamy o wszystkim! — zapewnił tylko.

A jest co ratować: tylko wartość udziałów Energopolu Oil w litewskiej Geonafcie szacuje się na 6 mln USD (23 mln zł)...

W niespełna dwa lata od założenia, pod koniec 2001 r., spółka Energopol Oil dorobiła się rocznych przychodów, przekraczających 120 mln zł i — z inną firmą — wzięła udział w największej polskiej inwestycji kapitałowej na Litwie. Import ropy zza wschodniej granicy okazał się złotym interesem. Ale krótkim. Dziś firma praktycznie nie prowadzi działalności, a jej rachunki bankowe zajął komornik. Zastanawiające, że przez całą historię Energopolu Oil przewijają się ludzie w ten czy inny sposób powiązani z bardzo głośną przed kilku laty tzw. aferą Gawriłowa. Jeśli do bohaterów dramatu dodać dwóch byłych szefów Urzędu Ochrony Państwa, prokuraturę i sądy — meandry tej spółki frapują jeszcze bardziej.

W październiku 2000 r. międzynarodowe konsorcjum Naftos Gavyba stało się właścicielem największej litewskiej kompanii naftowej, AB Geonafta. Za ponad 80 proc. akcji spółki konsorcjum zapłaciło 52 mln litewskich litów (około 14 mln USD). Nabywcy w umowie z litewskim rządowym Funduszem Własności Państwowej zobowiązali się zainwestować w rozwój firmy 56 mln litów (około 15 mln USD) przez pięć lat. Była to jedna z największych transakcji prywatyzacyjnych w historii naszego sąsiada i największa polska inwestycja w tym kraju. Większościowymi udziałowcami Naftos Gavyba były bowiem (i są) polskie firmy: Petrobaltic (42,7 proc.) i Energopol Oil (25,01 proc.). Pozostałe 32,29 proc. należy do litewskich spółek: wielobranżowej Western Lithuanian Industry and Finance Corporation oraz brokerskiej Vivum.

Z polskich udziałowców bardziej znany jest gdański Petrobaltic. To przedsiębiorstwo ze stuprocentowym udziałem Skarbu Państwa, wydobywające ropę z polskich podwodnych złóż na Bałtyku (średnio niemal 300 tys. t surowca rocznie). Petrobaltic, wchodząc do Geonafty, liczył nie tylko na dostęp do litewskich lądowych pól naftowych, ale i — w przyszłości — tych zlokalizowanych pod dnem litewskiego szelfu.

Mniej znanym, ale za to o wiele ciekawszym udziałowcem konsorcjum Naftos Gavyba pozostaje spółka Energopol Oil. Założyli ją w listopadzie 1999 r. Edward Szymański (51 proc. udziałów) i firma Energopol Ekspres (49 proc. udziałów). Pierwszym prezesem firmy został, posługujący się wówczas niemieckim paszportem (wcześniej używał też białoruskiego i rosyjskiego), nieżyjący już Siegfried Brücker. Prócz niego w zarządzie zasiedli Zdzisław Misztal i Witold Puszyński. Wymieniamy te nazwiska nie bez powodu. Każde z nich bowiem pojawiało się w tzw. sprawie Gawriłowa, o której w 1997 r. obficie informowały wszystkie znaczące polskie media.

Przypomnijmy: pochodzący z byłego ZSRR, a posługujący się paszportem środkowoamerykańskiego państewka Belize, Siergiej Gawriłow, stworzył w Polsce sieć spółek, które wspólnie, wykorzystując pieniądze z niejasnych źródeł (najpewniej rosyjskich), przejęły kontrolę nad Bankiem Powierniczo-Gwarancyjnym. Generalny Inspektorat Nadzoru Bankowego zarzucił akcjonariuszom BPG niechęć poddania się weryfikacji przez Narodowy Bank Polski; złożył też zawiadomienie do prokuratury o naruszaniu przez bank przepisów o praniu brudnych pieniędzy. Całą sprawą intensywnie interesował się Urząd Ochrony Państwa, a Zbigniew Siemiątkowski, ówczesny pełnomocnik ds. służb specjalnych, uznał interesy Gawriłowa za przykład prób przejęcia strategicznych sektorów polskiej gospodarki przez kapitał rosyjskich służb specjalnych.

Efekty afery? BPG odebrano licencję bankową (w końcu mu jednak zwrócono, w 2001 r. przejął ją Dresdner Bank), Siergieja Gawriłowa zaś uznano w Polsce za osobę niepożądaną. Wedle naszych informacji, wyjechał do Grecji i do dziś prowadzi tam interesy.

Gawriłow nie działał sam. W firmach z nim związanych ważne role odgrywali późniejsi członkowie władz Energopolu Oil. Witold Puszyński, członek zarządu tej firmy, był akcjonariuszem zarówno Banku Powierniczo-Gwarancyjnego, jak i Bagbudu — spółki zajmującej się tym, czym później zajął się sam Energopol Oil: importem ropy naftowej zza wschodniej granicy. W Bagbudzie działał też, jako dyrektor generalny, Zdzisław Misztal, początkowo członek zarządu, a obecnie prezes Energopolu Oil. Jego nazwisko odnaleźliśmy też w aktach rejestrowych innej ze spółek Gawriłowa — Sol International.

Najbliższym współpracownikiem Gawriłowa był jednak, mieszkający w kompleksie budynków ambasady rosyjskiej (i posługujący się jeszcze tym obywatelstwem) — Siergiej Brioukker. Ten sam, który w 1999 r., ale jako Siegfried Brücker, został prezesem Energopolu Oil. Brioukker (Brücker?) w ten czy inny sposób był obecny w większości spółek, za którymi stał Gawriłow. Znalazł się wśród udziałowców Banku Powierniczo-Gwarancyjnego i jednego z akcjonariuszy BPG — niemieckiej firmy Technoimpex. Działał jako pełnomocnik Bagbudu i członek rady nadzorczej spółdzielni mieszkaniowej Waga. Powtórzmy: ze wszystkimi tymi przedsięwzięciami związany był także Gawriłow. Dlaczego zatem, w przeciwieństwie do niego, Brioukkera z Polski nie wydalono? Tym bardziej że — wskutek niejasności wokół jego osoby — groziło mu to już wcześniej, przed wybuchem afery Gawriłowa?

Komendant stołeczny policji Antoni Kowalczyk negatywnie zaopiniował przecież wniosek Brioukkera o zezwolenie „na zamieszkanie na czas oznaczony”. Podstawą był jeden z listów gończych, wystawionych wskutek podejrzeń o oszustwa z początku lat 90. (tzw. afera rublowo-ziemniaczana).

Jeden z naszych rozmówców z otoczenia Brioukkera przekonywał, że nietykalność zapewniała mu współpraca z polskimi służbami specjalnymi.

— Proszę popatrzeć choćby na skład rady nadzorczej Energopolu Oil... — mówił nasz rozmówca.

Ano popatrzyliśmy. W listopadzie 2000 r. szefem rady został Gromosław Czempiński, były szef Urzędu Ochrony Państwa. Stanowisko piastował do jesieni 2002 r., potem przez kilka miesięcy był jeszcze członkiem rady, opuścił ją zaś w marcu 2003 r. To interesujące, ale naturalnie o niczym jeszcze nie przesądza. Dodajmy jednak, że to nie jedyny były szef UOP, który pojawia się w lub wokół Energopolu Oil.

Informacji o rzekomej współpracy Brioukkera z polskimi służbami specjalnymi nie udało nam się potwierdzić z innego źródła. Ale w 1997 r. dziennik „Życie”, powołując się na swoich informatorów, napisał, że przed wydaleniem z kraju obroniła go „interwencja wysoko postawionych osób”.

Jak dowiedzieliśmy się w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego — następczyni UOP — oba śledztwa, prowadzone przez organy ścigania w sprawie Gawriłowa, umorzono. Z braku dowodów wystarczających do przedstawienia komukolwiek zarzutów.

— To tyle, co możemy powiedzieć w tej sprawie. Odnosząc się do tego, czy osoby współpracujące ówcześnie z Gawriłowem po zakończeniu tych śledztw były monitorowane przez służby czy też nie, mogę powiedzieć jedynie: nie potwierdzam ani nie zaprzeczam — mówi Magdalena Kluczyńska, rzecznik ABW.

Co wiemy o założycielach Energopolu Oil? Energopol Ekspres (49 proc.) to spółka zależna Energopolu Warszawa — wielkiego holdingu z branży budowlanej, sprywatyzowanego na początku lat 90. poprzez leasing pracowniczy. EW jest holdingiem kilkudziesięciu spółek, operujących nie tylko w budownictwie, ale m.in. w handlu, rolnictwie czy turystyce. Dużym atutem firm z grupy EW wydaje się dobra znajomość rynków naszych wschodnich sąsiadów (tam przed prywatyzacją firma osiągała większość obrotów, w latach 80. zatrudniając poza granicami kraju nawet do 15 tys. pracowników). Energopol Ekspres poza wynajmem nieruchomości i handlem artykułami spożywczymi i meblami w Polsce, prowadzi interesy z przedsiębiorstwami z WNP. Eksportuje towary spożywcze, a importuje choćby gaz propan-butan (m. in. we współpracy z jedną ze spółek zależnych Gazpromu — firmą Petramit).

Drugi z założycieli Energopolu Oil, Edward Szymański (51 proc.) to były wiceprezes Związku Piłki Ręcznej w Polsce. Do końca lat 90. prowadził w naszym kraju interesy firmy Hummel, słynnego na świecie producenta odzieży sportowej. Dotarliśmy do informacji, że i jego także łączy coś z jedną ze spółek Gawriłowa. Otóż już po wydaleniu z Polski kontrowersyjnego biznesmena, Szymański (w 1999 r.) znalazł się wśród akcjonariuszy Banku Powierniczo-Gwarancyjnego. Przejął udziały niemieckiego Technoimpexu (sprzedającym — według naszych informacji — był bardzo potrzebujący wtedy pieniędzy Siergiej Brioukker).

Energopol Oil jeszcze przed zamknięciem prywatyzacji litewskiej Geonafty (w październiku 2000 r.) zaczął sprowadzać ropę naftową z Kaliningradu.

— Zdzisław Misztal i Siergiej Brioukker mieli doświadczenia i znajomości, wyniesione z Bagbudu, który też importował ropę, kupowaną od Łukoilu. Było im łatwiej, gdyż dostawy odbywały się przez firmę Offshoer Group America, kontrolowaną przez szwagra Brioukkera — mówi nasz informator.

Po zakupie Geonafty pojawiło się kolejne źródło zakupu ropy: Litwa. Energopol Oil z refleksem skwapliwie z niego skorzystał. Z miesiąca na miesiąc coraz więcej pociągów z surowcem trafiało do płockiej rafinerii Orlenu. Efekt — w 2000 r., a więc pierwszym roku działalności, spółka osiągnęła 80,2 mln zł przychodów ze sprzedaży, w 2001 r. było to już 125,6 mln zł. I — co się nieczęsto zdarza w początkowej fazie rozwoju firmy — Energopol Oil nie przynosił strat. Firmie sprzyjała koniunktura: ceny ropy stały wyjątkowo wysoko (nawet powyżej 30 USD za baryłkę). To sprawiało, że litewska Geonafta odnotowywała bardzo dobre wyniki. Zysk netto firmy w 2000 r. sięgnął 51,5 mln litów (około 14 mln USD), a rok później — 48,2 mln litów (13 mln USD). Takie rezultaty pozwalały udziałowcom Naftos Gavyba (a więc i Energopolowi Oil) na realizowanie pakietu inwestycyjnego Geonafty z pochodzącej od niej dywidendy.

Kiedy w 2001 r. rafineria z Płocka zrezygnowała z zakupów ropy, dostarczanej koleją, surowiec zaczął trafiać do rafinerii południowych: Glimaru i Jasła, a potem Czechowic i Trzebini. Wszystko szło tak dobrze, że władze Energopolu Oil planowały rozwój firmy — m.in. przerabianie ropy w litewskiej rafinerii Możejki, należącej do rosyjskiego koncernu Jukos oraz uruchomienie terminalu przeładunkowego w Kłajpedzie.

Wszystkie zamiary spaliły jednak na panewce.

W 2002 r. Energopol Oil po raz pierwszy w krótkiej historii zanotował stratę, a przychody spółki doszły zaledwie do 70 procent tych sprzed roku. Teraz firma praktycznie nie prowadzi działalności, a jej rachunki bankowe zajął komornik. Powodem są dwa konflikty, które wstrząsnęły spółką. W obu jedną ze stron jest Edward Szymański. Na jego to wniosek tymi konfliktami zajęły się organy ścigania.

Starcie Brioukker-Szymański dotyczy wydarzeń z 2001 r. Wtedy to — 12 czerwca, 1 sierpnia i 3 września — Edward Szymański sprzedawał w transzach udziały w Energopolu Oil obywatelce Rosji Wierze Markinie (za cenę nominalną: 250 tys. zł). Wiera Markina to nikt inny jak siostra Brioukkera, mieszkająca w Kaliningradzie. Można domniemywać, że rzeczywistym nabywcą był więc sam Brioukker. Szymański twierdzi zresztą, że nawet i tych mizernych pieniędzy nie powąchał.

Niecodzienne są kulisy tej transakcji.

— Sprzedałem te udziały po tym, kiedy Brioukker dwukrotnie, w obecności świadków, oświadczył, że zapłacił w Moskwie za zabicie mnie — w przypadku odmowy ich sprzedania. Bojąc się, że stracę życie, musiałem się zgodzić, mimo że było oczywiste, że sprzedawane udziały są warte o wiele więcej niż ich wartość nominalna — tłumaczy Edward Szymański.

W maju 2002 r. złożył w prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przez Brioukkera przestępstwa gróźb karalnych. W grudniu 2002 r. śledztwo w tej sprawie umorzono. Powód? Śmierć Brioukkera w wypadku samochodowym 7 października 2002 r. w okolicach Elbląga. Zgodnie z opinią policji — jadąc trasą Warszawa-Gdańsk — nie dostosował prędkości do warunków na jezdni i uderzył Mercedesem 400 w autobus Volvo, a potem — w drzewo.

Po śmierci Rosjanina zwołano nadzwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy. Zapadła decyzja: sprzedaż udziałów Szymańskiego uznano za nieważną. W aktach sądu rejestrowego jako właściciel ponownie pojawił się Polak.

Jak się dowiedzieliśmy w Prokuraturze Rejonowej Warszawa Śródmieście, nie zdołała ona przesłuchać Brioukkera w sprawie gróźb wobec Szymańskiego. Nie możemy zatem poznać jego wersji. Natknęliśmy się jednak na wiadomości i osoby, które każą uznać scharakteryzowane przez Szymańskeigo postępowanie Brioukkera (groźby pozbawienia życia) za wiarygodne.

Brioukker już od przełomu lat 80. i 90. — wtedy pojawił się w Polsce — angażował się w bardzo niejasne interesy. Jako dyrektor generalny bliżej nieznanej białoruskiej spółdzielni wielobranżowej Metronom założył w ówczesnym województwie siedleckim firmę o tej samej nazwie, która w latach 1990-1991 miała wyeksportować 40 tys. t ziemniaków do ZSRR, wykorzystując obowiązujący wtedy bardzo preferencyjny przelicznik tzw. rubla transferowego (wymyślonego do rozliczeń wewnątrz RWPG — w tym wypadku między Polską a Związkiem Radzieckim). Z różnych względów nie udało się planu wykonać.

Przedstawiciele Metronomu (Brioukker i jego pełnomocnik w Polsce, Leszek Kuczyński) sfałszowali jednak faktury, na papierze wykazując eksport ziemniaków na zaplanowanym poziomie. W ten sposób — stwierdziła prokuratura siedlecka — Brioukker zagarnął na szkodę rozliczającego całą transakcję Banku Handlowego 14,6 mld starych złotych (1,46 mln nowych zł). Śledztwo wykazało, że pieniądze te wyprowadzono do spó-łek Brioukkera, zarejestrowanych w Kanadzie (część należności wybierał on zresztą w gotówce w Polsce). Już wtedy Brioukker posunął się do gróźb: straszył swego pełnomocnika, Kuczyńskiego, by nie zeznawał przeciw niemu.

Sprawa tych pogróżek znalazła się w prokuraturze, ale ostatecznie w 2000 r. została umorzona. Nic dziwnego: Kuczyński — obawiając się odpowiedzialności za udział w „aferze rublowo-ziemniaczanej” — uciekł z rodziną do Republiki Południowej Afryki. Nie zakończono też procesu sądowego w sprawie Metronomu. Właściwie go nawet nie zaczęto... Przez 10 lat od przesłania aktu oskarżenia przeciwko Brioukkerowi i Kuczyńskiemu do warszawskiego sądu, ten nie zdołał nikogo przesłuchać. W przypadku Kuczyńskiego powody są jasne: mimo pomocy Interpolu nie udało się sprowadzić go do kraju. Dlaczego jednak nie wyłączono sprawy Brioukkera do odrębnego postępowania? Pytanie zawisa w próżni...

Zagarnięcie mienia znacznej wartości to nie jedyne przestępstwo, o jakie oskarżany był w Polsce Brioukker. W 1998 r. fałszerstwo dokumentów zarzucił mu sam Siergiej Gawriłow. Chodziło o umowę sprzedaży udziałów w Bagbudzie, jaką posługiwał się Brioukker, chcąc wstrzymać proces likwidacji tej spółki. Brioukker oskarżał zaś Gawriłowa o wyprowadzanie z tej firmy pieniędzy, pochodzących z handlu ropą (chodziło o 5 mln USD). Według naszych informacji, Bagbud kupował ropę od Łukoilu, sprzedawał ją spółce Gawriłowa Regaby, a ta dostarczała ją polskim rafineriom. Pieniądze szły tym samym łańcuszkiem w drugą stronę, ale — od pewnego momentu — tylko do Regaby, która już nie płaciła Bagbudowi. A ten nie miał środków, by zapłacić Łukoilowi i musiał wyprzedawać swój majątek.

— To wszystko zostało rozliczone bezkonfliktowo. Spółka jest uśpiona i proces jej likwidacji zbliża się do końca — zapewnia Jan Kramarczuk, jeden z likwidatorów Bagbudu.

O tym, że w działalności biznesowej Brioukker stworzył sobie wielu wrogów, najlepiej świadczą wiarygodne informacje o tym, że dwukrotnie w Polsce organizowano zamachy na jego życie. Także Rosjanie, prowadzący od lat interesy w naszym kraju, mają o Brioukkerze jak najgorsze zdanie.

— Jego historia to pasmo kryminalnych zdarzeń... W rodzinnym Nowosybirsku był skazany za gwałt, potem robił lewe interesy w Mołdawii, handlując statkami. Gdy tam był spalony, sprowadził się do Polski, gdzie bez skrupułów posługiwał się różnymi podrobionymi dokumentami — m.in. paszportami — mówi Borys Lejbowicz, także jeden z likwidatorów Bagbudu.

— Siergiej (Gawriłow — przyp. aut.) ma wielką słabość do kobiet. Brioukker to perfekcyjnie wykorzystał i dzięki temu wkupił się w jego łaski. Najpierw współpraca między nimi układała się dobrze. Potem, kiedy Siergieja uznano za persona non grata, Brioukker go bezpardonowo oszukał — twierdzi Lejbowicz, który poznał Brioukkera z Gawriłowem.

Inni nasi rozmówcy na pytanie „dlaczego Brioukker?” dają prostą odpowiedź: miał on to, co w handlu z krajami byłej WNP (szczególnie w handlu ropą) nadal jest najważniejsze: znajomości. Umiał je wykorzystać. I zaoferować.

— W biznesie za wschodnią granicą liczy się jeszcze umiejętność biesiadowania, wódka, kobiety. Inne sprawy często schodzą na dalszy plan — puentuje Borys Lejbowicz.

Śmierć Brioukkera w wypadku samochodowym zlikwidowała jego konflikt z Edwardem Szymańskim. Ale sytuacja Energopolu Oil wcale się nie poprawiła. Przeciwnie. Powodem był inny konflikt Szymańskiego — tym razem z Amerykaninem Thomasem Haseltonem, reprezentującym działającą w basenie Morza Bałtyckiego duńską spółkę naftową Odin Energy (to właśnie w tym wątku pojawia się kolejny z byłych szefów UOP — Jerzy Konieczny, a właściwie spółka, w której jest przewodniczącym rady nadzorczej: Konsalnet). Tą polsko-duńską wojną zajmują się także organy ścigania; dużo pracy mają też sądy i komornik. Ale to już wydarzenia na inną opowieść.

Dlaczego sukces Energpolu Oil tak błyskawicznie przekształcił się w klęskę? Czy upadek firmy miał korzenie tylko w historii!?

Zapytamy też: jak zareagowały Energopol Ekspres i Energopol Warszawa na ludzi i sprawy związane z Energopol Oil?

O tym wszystkim opowiemy niebawem.

Możesz zainteresować się również: