Znów hasła zamiast konkretów

Adam Sofuł
opublikowano: 26-01-2009, 07:49

Do przyjęcia przez Polskę wspólnej waluty jeszcze długa droga, a dyskusja o tej ważnej decyzji zamiast zmierzać w stronę konkretu, przekształca się w kolejny polityczny rytuał.

Zwolennicy  euro, czyli rząd, twierdzi, że wspólna waluta jest wspaniała i nie ma wad. Przeciwnicy, przede wszystkim największa partia opozycyjna — uważa, że euro to katastrofa. Jedyne pytanie, jakie w związku z euro stawia polski świat polityki, to kto jest zbrodniarzem: czy ten, kto nie wprowadził euro, czy ten, kto do przyjęcia wspólnej waluty dąży. Argumentów w tej debacie jak na lekarstwo. Wystarczą hasła.

Minister finansów Jacek Rostowski złożył w Sejmie deklarację wiary: wyznał, że wierzy, że Polska przyjmie euro od 1 stycznia 2012 roku. Poza wiarą jednak przedstawiciele rządu jak dotąd nie mają wiele do zaprezentowania. To prawda, jest harmonogram, ale trudno się oprzeć wrażeniu, że rząd mówi o przyjęciu wspólnej waluty jedynie wówczas, gdy zaczepi go opozycja. Tymczasem znaczna część oporu przeciw euro wynika ze strachu przed nieznanym. Rząd tymczasem niewiele robi, by euro stało się mniej nieznane.

Zdaniem większości ekonomistów przyjęcie euro będzie dla Polski korzystne. Nie oznacza to jednak, że przyjęcie wspólnej waluty nie niesie ze sobą pewnych zagrożeń. Warto mówić także o wadach wspólnej waluty, chociażby po to, aby uniknąć późniejszych rozczarowań. Euro jest dla Polski rozwiązaniem wystarczająco korzystnym, nie trzeba go dodatkowo lukrować. Zaś lekceważenie, zbywanie milczeniem pewnych obaw, może się w przyszłości zemścić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane