Żołądki jednakowe, choć trawienie różne

Jacek Zalewski
18-07-2003, 00:00

Rząd Leszka Millera wobec propozycji wprowadzenia podatku liniowego — a właściwie proporcjonalnego, jako że przewidziana jest kwota wolna — przyjął bardzo wygodną taktykę rozłożenia rąk. No, po prostu się nie da, bo budżet nie wytrzyma takich ubytków po stronie dochodów, bo brakuje poparcia w parlamencie... Jest to zgodne z doktryną o rodowodzie jeszcze PZPR-owskim: „jak partia mówi że nie da — to nie da, a jak partia mówi że da — to mówi”.

Pracodawcy jeszcze się łudzą, a tymczasem siły frontu ideologicznego dają ich pomysłom odpór. Unia Pracy, czyli koślawy filar koalicji rządowej, spotkała się z Ogólnopolskim Porozumieniem Związków Zawodowych, czyli podmiotem uczestniczącym w Trójstronnej Komisji do Spraw Społeczno-Gospodarczych. Obie wysokie układające się strony stwierdziły „pełną zbieżność stanowisk w sprawie niezgody na wprowadzenie tzw. podatku liniowego od osób fizycznych” oraz dostrzegły „konieczność stworzenia systemowych mechanizmów przeciwdziałania narastającemu rozwarstwieniu zarobkowemu w Polsce”.

Takie deklaracje nie są żadnym zaskoczeniem, a jedynie potwierdzeniem generalnej linii obu organizacji, wywodzącej się z ich lewicowych korzeni. Centralny aktyw dał teoretyczny wyraz przekonaniu, które w wersji pospolitej brzmi „wszyscy mamy jednakowe żołądki” (chociaż trawienie jest zróżnicowane, czego dowodzi zestawienie sylwetek obu szefów). A tak naprawdę z zacytowanego antyliniowego komunikatu przebija wielka obawa UP i OPZZ o medialną marginalizację obu podmiotów.

Stres koalicyjnej konkubiny Sojuszu Lewicy Demokratycznej jest całkowicie zrozumiały — nad ministerialną głową Marka Pola wciąż zbierają się ciemne chmury, z którymi kontrastuje jego przyklejony na stałe uśmieszek. Umocowanie nowego wiceministra infrastruktury Dariusza Skowrońskiego jako pełnomocnika rządu do spraw budowy dróg krajowych i autostrad było dowodem ostatecznej utraty wiary premiera w jakąkolwiek kreatywność Marka Pola. Ze względów merytorycznych Leszek Miller już dawno by go „posunął”, ale w kategoriach politycznych rządowa posada szefa UP pozostaje nienaruszalna.

Mający kompleks niższości działacze UP starają się przynajmniej przejąć z rąk SLD przygaszony kaganek lewicy. Na przykład koło terenowe z warszawskiej Woli wytropiło klasowego wroga już nie tylko w PIT, ale także w CIT. W liście otwartym wolski aktyw wzywa Unię Pracy, aby nie popierała powszechnej obniżki stawki podatku dochodowego od osób prawnych do 19 proc., zwłaszcza wobec sektora finansowego, znajdującego się już w 70 proc. w rękach inwestorów zagranicznych, czyli wystarczająco atrakcyjnego i przy stawce 27 proc.

Również związkowcy z OPZZ są zestresowani. Nowa centrala, Forum Związków Zawodowych, przejęła bardzo atrakcyjne (w kontekście możliwości organizowania protestów) branże — m.in. transport, gospodarkę komunalną, policjantów, pielęgniarki. Rozsiadła się także w Komisji Trójstronnej, chociaż projekt ustawy — wniesiony ponad rok temu przez grupę dyspozycyjnych posłów SLD — miał pączkowaniu central przeciwdziałać. Szefom OPZZ należy uzmysłowić, że przerażające ich gwałtowne kurczenie się związkowej bazy to zjawisko obiektywne, a jego przyczyną na pewno nie jest „rozwarstwienie zarobkowe”...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Podatki / Żołądki jednakowe, choć trawienie różne