Żołnierzyki zabiły merytokrację

Mirosław Konkel
12-08-2018, 22:00

Najlepiej urodzić się w bogatej rodzinie i pouczać innych, że sukces zależy tylko od umiejętności, wysiłku i determinacji człowieka

Do wszystkiego doszłam sama — zapewnia w wywiadach niejedna gwiazda show-biznesu, która poszła w ślady sławnego rodzica: aktora, piosenkarza, prezentera telewizyjnego. I podkreśla z naciskiem, że znane nazwisko jest dla niej raczej ciężarem niż trampoliną do kariery. Czym wytłumaczyć takie wyznania? Przerostem ego, niewdzięcznością, głupotą? Pewnie wszystkim naraz.

SAMO ŻYCIE:
Zobacz więcej

SAMO ŻYCIE:

W przypadkach wynalazków i odkryć pojawia się zwykle taki schemat: najpierw są odrzucane, później obniża się ich znaczenie. Wreszcie przypisuje się je komuś innemu twórca cierpi w ukryciu — mówi Marcin Przybyłek, trener i szef firmy szkoleniowej Hekson. Fot. Marek Wiśniewski

Wcale nie twierdzimy, że takim celebrytom jak Enrique Iglesias, Brooklyn Beckham i Coco (córka Stinga) brakuje talentu, pracowitości i determinacji. Nie wykluczamy również, że bycie porównywanym do słynnej mamy lub popularnego tatusia jest dla niektórych uciążliwe. Trudno jednak zaprzeczyć, że łatwiej zdobyć prestiż, bogactwo, sławę, gdy ktoś z najbliższych przetarł nam szlak.

Mit kompetencji

Dziś wielu ludzi w biznesie, polityce, nauce podziela przekonanie, że ciężka praca, wrodzone zdolności i wyjątkowe kwalifikacje zapewnią ci pieniądze, władzę i wpływy. Towarzyszy temu lekceważenie roli szczęścia i korzystnych uwarunkowań społecznych w odnoszeniu sukcesów. Na tym polega osławiony mit merytokracji — niemalże religijna wiara, że człowiek jest kowalem swojego losu. Inaczej: każdy dostaje od życia dokładnie to, na co zasługuje. Leniuch ląduje na bruku, a pracuś — w miękkim prezesowskim fotelu.

— Dzisiejsze biografie topowych biznesmenów i menedżerów przypominają dawne żywoty świętych. Pokazują, z jakim trudem te niezwykłe jednostki pięły się na szczyt, jak przezwyciężały pokusy wygodnego życia i wady charakteru. Przeciwności, zamiast je zniechęcać, mobilizowały je do jeszcze większych wysiłków i poświęceń. Za tymi historiami kryje się jednoznacznie przesłanie: postępując podobnie, my także zajdziemy wysoko — wyjaśnia dr Bartłomiej Dobroczyński, historyk psychologii z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

A jaka jest prawda? Spójrzmy na Billa Gates’a, któremu niewątpliwie chciało się bardziej niż przeciętnemu studentowi w Ameryce. Czy jednak zbudowałby jedną z największych firm na świecie, gdyby jako nastolatek nie miał dostępu do zaawansowanego komputera, o którym większość osób w jego wieku mogła tylko pomarzyć? Wątpi w to Robert H. Frank, autor niedawno wydanej w Polsce książki „Sukces i szczęście. Dobry los a mit merytokracji”. Jego zdaniem, wśród rówieśników przyszłego założyciela Microsoftu pewnie nie brakowało osób równie zdolnych i pracowitych — niemniej zwykle kończyli na podrzędnych stanowiskach, w niższych warstwach klasy średniej. O wyjątkowym powodzeniu — lub miernej egzystencji — decydują trudne do przewidzenia zbiegi okoliczności, drobne, losowe zdarzenia, ale także to, w jakim urodziliśmy się kraju i jakiej rodzinie.

— Merytokracja sprawdziłaby się wśród idealnych ludzi, którzy umieją się wznieść ponad swoje osobiste ambicje i powszechną skłonność do promowania przyjaciół i rodziny kosztem tych, którzy faktycznie na to zasługują — uważa Marcin Przybyłek, trener i szef firmy szkoleniowej Hekson.

Dodaje, że nie żyjemy w świecie merytokracji, ale w świecie kolesiostwa — swój wspiera swojego, a obcy, choćby inteligencją dorównywał Albertowi Einsteinowi, zawsze ma pod górę. Potwierdza to niemal powszechne zjawisko sławy po śmierci.

— Gdy w Muzeum Narodowym w Warszawie oglądałem wystawę obrazów Aleksandra Gierymskiego, nie mogłem przeboleć, że był on za życia niedoceniany. Dziś ładnie się mówi o podróżach artysty po Europie, a chodziło o desperacką tułaczkę za chlebem. Umarł zapomniany, biedny, w szpitalu psychiatrycznym we Włoszech. Czy jego czasy były niełaskawe dla jakiejkolwiek sztuki i jej przedstawicieli? Absolutnie nie. Ówcześni krytycy wychwalali pod niebiosa wielu innych malarzy, rzeźbiarzy, pisarzy, rzekomo wybitnych, a jednak geniusze ci przepadli w mrokach historii — opowiada Marcin Przybyłek.

Stąpaj ostrożnie

Merytokrację wyklucza niesprawiedliwość społeczna.

„Między tymi, którzy mają pieniądze i pozycję, istnieje współpraca i lojalność, która przypomina relacje mafijne. Wszyscy pozostali ludzie, ufnie oferujący swoją siłę roboczą na rynku pracy, tułają się dziś po świecie, gdzie ich umiejętności i zasługi przynoszą niewielką korzyść ekonomiczną” — twierdzi Jaroslav Fiala, redaktor naczelny czeskiego serwisu A2larm.cz.

Natomiast Marcin Przybyłek wskazuje na zwykłą ludzką zazdrość. Cytuje wiersz Williama Butlera Yeats’a: „Stąpaj ostrożnie, stąpasz po marzeniach”. Według szkoleniowca, lepiej nie liczyć na to, że inni będą się bezinteresownie cieszyć z naszych osiągnięć, radości i szczęścia. Raczej poczują się gorsi i zagrożeni naszymi sukcesami.

— Jesteśmy jak żołnierzyki na podstawkach. I te podstawki, czyli nasze plany, cele, ambicje, nachodzą na siebie wzajemnie, co jest przyczyną konfliktów, frustracji, stresu. Każdy ma swoją życiową przestrzeń — jedni są gotowi ją ograniczać, co zwykle wiąże się z bólem, a drudzy powiększają ją kosztem rywali — obrazowo tłumaczy szef firmy Hekson.

Jakiś dziwnym trafem ci, którzy ustępują innym, nie mają za sobą bogatej rodziny ani nie noszą rozpoznawalnego nazwiska. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Żołnierzyki zabiły merytokrację