Zrobimy pismo po bożemu

Magdalena Wierzchowska
opublikowano: 2005-08-12 00:00

Wartości nowego „Ozonu”: religia, rodzina, rozsądek, rynek. Nabywcy? Pokolenie Jana Pawła II.

„Puls Biznesu”: Trzy miesiące po wejściu „Ozonu” na rynek właściciele zdecydowali się na zmianę formuły i kierownictwa pisma. Część zespołu odeszła, przychodzą nowi ludzie, często kojarzeni z prawicą. Zrobicie zupełnie inny tygodnik? Lepszy?

Grzegorz Górny: Chcemy to pismo uczynić bardziej żywym, dynamicznym, wyrazistym. Chcemy, by znajdowało więcej odbiorców niż do tej pory — bo takie są oczekiwania właścicieli. Nowa formuła będzie bardziej nawiązywała do tygodników opinii. Koncepcja moich poprzedników upodabniała „Ozon” do miesięcznika, w którym dużo było z pisma młodzieżowego, trochę z kobiecego, trochę z popularnonaukowego... Pismo dystansowało się od wielu bieżących problemów, nie ścigało się na aktualność. Z zasady stroniło od afer, skandali, miało prezentować pogodny obraz rzeczywistości. Chcemy to zmienić!

Czy to oznacza, że nie da się pokazywać pogodnego obrazu rzeczywistości — i na tym zarabiać? Trzeba ją pokazywać smutną i brutalną?

Rzeczywistość ma dwa oblicza, jest w niej wymieszane dobro i zło. Chodzi o to, by pokazywać jedno i drugie, w odpowiednich proporcjach. Inaczej powstanie wrażenie, że pismo odstaje od rzeczywistości.

„Ozon” chciał wprowadzić nową jakość, zmienić standardy. Czy obecna zmiana koncepcji udowadnia, że nie da się stworzyć pisma odbiegającego od sprawdzonej już na rynku formuły?

Trudno budować pismo wbrew ludzkim przyzwyczajeniom. Działanie wbrew naturze najczęściej się nie udaje, jest czasochłonne, długotrwałe i kosztowne. Wszystkie tygodniki opinii trzymają się pewnych określonych kanonów, zakorzenionych w nawykach czytelniczych. Trzeba się czymś wyróżniać, ale myślę tu o treści. Gdyby treść w „Ozonie” była taka sama jak w „Polityce” czy „Wprost”, nie byłoby sensu wydawać nowej gazety, identycznej jak tamte.

Co będzie inne?

Chcemy ścigać się z innymi na aktualność wydarzeń. Do tej pory „Ozon” ukazywał się w czwartek, a jednak nasi konkurenci zamieszczali bardziej aktualne informacje, mimo że „Ozon” miał nad nimi trzy dni przewagi! Ale nie chcemy przy okazji zmiany formuły tracić wszystkich elementów pozytywnych — na przykład działy ekonomiczny czy społeczny kreowały postawy ludzi zaradnych, przedsiębiorczych, pełnych inicjatywy. Myślę, że takie pozytywne wzorce należy upowszechniać.

Sprzedaż spada, a udziałowcy oczekują od was poprawy. Gdzie poszukacie czytelników? Do kogo będzie kierowany „Ozon”?

Chcemy się odwoływać do ludzi, których można w skrócie nazwać pokoleniem Jana Pawła II (JPII). Wierzymy, że to jest właśnie nasz odbiorca. Jest to pokolenie wyżu demograficznego, które nie zna innego Kościoła, innego świata niż ten za Jana Pawła II. To osoby, które dojrzewały w jego cieniu i pod jego wpływem.

Ale czy ta grupa daje wystarczający potencjał sprzedaży?

Wszystkie badania wskazują, że jesteśmy narodem bardziej przywiązanym do tradycji i religii niż kraje zachodnie. A gdy czyta się prasę, to tego nie widać. Gazety prezentują inną wrażliwość, komunikują się na innym poziomie. Dlatego myślimy, że jest pewien potencjał, do którego można się odwołać. Można go określić JPII lub cztery R: religia, rodzina, rozsądek, rynek. To będą wartości prezentowane w „Ozonie”. Z badań wynika, że są to wartości bardzo bliskie wielu ludziom. Na czuwanie odnowy w Duchu Świętym przychodzi 200 tys. osób. W tej chwili w pielgrzymkach maszeruje 170 tys. Na Lednicę przyjeżdża 400 tys. To są duże liczby. Pytanie — na ile to zaangażowanie i światopogląd przekłada się na czytelnictwo? To eksperyment, nikt do tej pory nie usiłował się odwołać do tego czytelnika, do tego odbiorcy, ale nasze badania są przekonujące.

Jest „Nasz Dziennik”, „Gość Niedzielny”, „Przewodnik Katolicki”…

To są pisma kościelne, wyznaniowe. Tu jest pomysł nie pisma kościelnego, ale tygodnika opinii dla wszystkich, którym bliska jest pewna wrażliwość. Pragniemy odwołać się do ludzi, którzy chcą mieć rozeznanie w sprawach politycznych, gospodarczych, społecznych, ale mają chrześcijańską perspektywę patrzenia na rzeczywistość.

Ile egzemplarzy tygodniowo chcecie sprzedawać?

Najlepiej by było powyżej 100 tys...

Ale nie da się sprzedawać niszowego pisma w dużym nakładzie!

Dlatego nie chcemy sprzedawać pisma niszowego, ale nawiązać rywalizację z tygodnikami opinii. Z tym, że tak jak „Wprost” koncentruje się na sprawach politycznych, w „Newsweeku” siłą napędową jest dział gospodarczy, to my chcemy się koncentrować na problemach cywilizacyjnych, kulturowych, światopoglądowych. Te tematy są ważne, a przy tym mało obecne w mediach. To tworzy na rynku pewną lukę. Jeśli ją wypełnimy, to nie będzie to pismo niszowe.

Jakie będzie podejście „Ozonu” do polityki? Pan jest kojarzony ze skrajnie prawicową „Frondą”.

Skrajna prawica to gruba przesada. „Fronda” nigdy nie była pismem politycznym. „Ozon” będzie pisać o polityce, ale nie będzie to pismo stricte polityczne, partyjne, opowiadające się za konkretnym ugrupowaniem. Pewne nasze sympatie są oczywiste i wiadomo, że nagle nie staniemy się kimś innym, niż jesteśmy. Ale polityka nie jest najważniejsza, bo często wybory polityczne są determinowane przez wybory przedpolityczne — kulturowe, obyczajowe czy światopoglądowe. Poglądy polityczne są często pochodną wyborów dokonywanych na poziomie światopoglądowym.

Ale w okresie kampanii wyborczej nie uciekniecie od polityki i poglądów założyciela.

Janusz Palikot nie wtrąca się w sprawy redakcyjne. Dzwoni i pyta, co słychać, ale nigdy nie pojawiło się żądanie czy sugestia dotycząca politycznego oblicza pisma. Ani razu nie zdarzyła się żadna ingerencja.

Myśli pan, że uda się ocalić „Ozon”? Od chwili wejścia na rynek sprzedaż cały czas leci w dół...

Dlaczego od razu ocalić? Jestem optymistą — i realistą. Gdybym nie widział szans na powodzenie tego przedsięwzięcia, to bym się na to nie pisał.

Grzegorz Górny, redaktor naczelny tygodnika „Ozon”