Zrobisz więcej, robiąc mniej

Kariera i Praca: Szefie, nie poganiaj ludzi! Droga do lepszych wyników wiedzie przez spryt, lenistwo i jak najdłuższe urlopy

Każdy, kto zachował choć odrobinę rozsądku, z uśmiechem pokiwa głową nad fragmentem „Asteriksa i Obeliksa”: „Jest 2010 rok naszej ery. Cały świat okupują oddziały przyspieszonego myślenia. (…) Cały świat? Nie. Kilku niezłomnych leniuchów nie przestaje stawiać oporu dyktatowi zegara...”. Wyśmiewanie pośpiechu, presji harmonogramów, nacisku na deadline’y to ulubione zajęcie krytyków korporacji.

NOWY PUNKT WIDZENIA:
Zobacz więcej

NOWY PUNKT WIDZENIA:

Dla wielu szefów ideałem pracownika jest wół roboczy. Nie zdają sobie sprawy, że najbardziej produktywni są ludzie wypoczęci, weseli i rozluźnieni — mówią Dariusz Frejnagel i Edi Pyrek (z prawej) z firmy About You — Doradztwo Personalne i Zawodowe. Marek Wiśniewski

Gwoli sprawiedliwości: w ostatnich latach uspokoili się szefowie poganiacze, bo firmowe programy employer brandingu (tworzenie marki pracodawcy) każą dać ludziom nieco więcej luzu. Niemniej firmy wcale nie stały się miejscami próżnowania — ciągle, niezmiennie mogą liczyć na ambitnych i zdyscyplinowanych pracowników. Obawa, że nie dotrzymując kroku innym, padną ofiarą frustracji, sprawia, że nieustannie podkręcają sobie tempo. Zwykle towarzyszy temu rezygnacja z odpoczynku — nawet wieczorami i w weekendy siedzą nad tabelami Excela. Tymczasem prawdziwi mistrzowie produktywności kpią z postawy zabieganej mrówki.

Nie bądź mrówką

„Do najtrudniejszego zadania wybrałbym kogoś leniwego. On zawsze znajdzie najprostszy sposób, żeby to zrobić” — powiedział kiedyś Bill Gates. A hiszpański filozof Miguel de Unamuno trafnie zauważył, że postęp zawdzięczamy raczej nierobom niż sumiennym pracusiom. Nie lubią się wysilać, więc kombinują, jak szybciej i prościej podołać niewdzięcznym obowiązkom. Podobnie uważa Magdalena Pomianowicz-Bartkowiak, dyrektor HR w spółce itelligence, której bliska jest zasada „raczej sposobem niż siłą”.

Stosuje metodę wyłożoną przez Davida Allena w książce „Getting Things Done”, która składa się z pięciu etapów. Pierwszym jest kolekcjonowanie, czyli zbieranie wszystkich obowiązków, pomysłów, notatek w jednym miejscu. Drugim — analiza polegająca na określeniu, co zrobić z daną sprawą. Trzecim — porządkowanie: podział listy zadań na kategorie typu „projekty” „najbliższe działania” i „kalendarz” (coś, co trzeba wykonać w konkretnym czasie). Przedostatnią fazą jest przegląd, przez który autor rozumie aktualizację zapisanych informacji. Ostatnią — realizacja: wykonanie zarówno zaplanowanej pracy, jak i tej, która pojawi się niespodziewanie.

— W erze smartfonów jest mnóstwo narzędzi, które pozwalają zrobić więcej w krótszym czasie i z mniejszym wysiłkiem. Sprawdźmy kilka aplikacji — i wybierzmy tę, która najlepiej się sprawdza w naszym przypadku. Jeśli wolimy analogowe pomoce, też dobrze — wykreślanie kolejnych pozycji z listy zadań daje silną motywację — podpowiada Magdalena Pomianowicz-Bartkowiak.

Natomiast Dariusz Frejnagel, prezes firmy About You — Doradztwo Personalne i Zawodowe, uważa, że kto ustawił swoje priorytety, nie powinien mieć problemów z planowaniem i organizacją czasu. Choćby sto spraw domagało się jego uwagi, wywołując niepokój, ostatecznie skupi się na tym, co najważniejsze. Nie pozwoli też nikomu sterować swoim życiem i karierą.

— Jeśli wiem, co chcę osiągnąć, i jestem zdeterminowany, łatwiej mi będzie podążać obraną drogą, nie rozmieniać się na drobne, nie biec bezmyślnie za każdym nowym pomysłem, bodźcem, atrakcją — podkreśla Dariusz Frejnagel.

Więcej asertywności!

W różnych poradnikach można znaleźć wskazówkę, by nie wykonywać pracy innych i za innych. Rzeczywiście, nie brakuje osób, które wykorzystują czyjąś uczynność, życzliwość, brak asertywności. Proszą kogoś o dokończenie raportu, a sami wychodzą z biura przed piętnastą. Zdaniem szefa About You, należy im się stanowcza odmowa.

— Zawsze będą przychodzili ludzie, którzy chcą odebrać twój czas. Powiedz „nie”. Twoje wewnętrzne cele mają najwyższy priorytet — wskazuje Dariusz Frejnagel. Magdalena Pomianowicz-Bartkowiak zwraca jednak uwagę, by nie popaść w drugą skrajność — odruchowego odpowiadania „nie” na każdą prośbę.

— Większość naszych koleżanek i kolegów z pracy stosuje się do zasady wzajemności. Jeśli dziś komuś pomożemy, prawdopodobnie odwdzięczy się on jutro, gdy będziemy potrzebowali zastępstwa, informacji, podszkolenia w jakiejś dziedzinie — mówi Magdalena Pomianowicz-Bartkowiak. A czy wolno odmawiać przełożonemu? Prezes Frejnagel przed tym przestrzega. I wcale nie chodzi mu o to, że możemy przez to mu podpaść. Przypomina, że jednym z atutów skutecznych menedżerów jest umiejętność delegowania obowiązków. Tak okazuje swoim współpracownikom zaufanie i docenia ich samodzielność. — Szefie, nie możesz zrobić wszystkiego sam. Chyba że jesteś superbohaterem. Każdy ma różne mocne strony, więc daj wykazać się innym — apeluje prezes Frejnagel.

Współczesna fabryka

Kto nie pamięta filmu „Dzisiejsze czasy”? Z wielkiego ekranu na robotników patrzy boss i palcem wygraża tym, którzy pracują za wolno. By zlikwidować przerwy na lunch, fabryka wdraża system zautomatyzowanego karmienia. Innowacja zmieniłaby pewnie ludzi w bezmyślne maszyny, gdyby nie Mały Tramp, grany przez Charliego Chaplina. Nasz bohater nie chce podzielić losu milionów Amerykanów, których wielki kryzys pozbawił źródeł utrzymania, więc przy taśmie produkcyjnej uwija się coraz szybciej. W pewnym momencie jego ręce zaczynają automatycznie powtarzać sekwencje ruchów. Biedak nie potrafi nad tym zapanować. Jeszcze chwila, a wydarzy się katastrofa. Hiperaktywność i pośpiech uderzają w produktywność.

Dotyczy to głównie ludzi, którzy wykonują tzw. zawody kreatywne — artystów, grafików, copywriterów, ale też inżynierów, planistów i doradców. Janko Grassere, holenderski naukowiec zajmujący się technologiami w służbie zdrowia, zachęca do robienia sobie jak najdłuższych przerw. Twierdzi, że mentalne lenistwo mobilizuje umysł do przeorganizowania zalegających w nim informacji. Robiąc badania z pomocą metody obrazowania mózgu, odkrył, że w chwilach tzw. zawieszenia organ ten zużywa zaledwie 5 proc. energii mniej niż w stanie wzmożonej aktywności. To oznacza, że kiedy odpoczywamy, nasze szare komórki pracują jak szalone — i wpadają na genialne pomysły.

Twórcy „Asteriksa” sławili kilku niezłomnych leniuchów stawiających opór dyktatowi zegara. Tylko czy pozwolimy sobie na luz i słodkie nicnierobienie? Edi Pyrek, mentor biznesu w firmie About You, bardziej przypomina szalonego artystę niż człowieka korporacji. Ale nawet on przyznaje, że trudno mu się nieraz przełączyć na tryb twórczego obiboka. Razem ze swoją żoną zwiedzał kiedyś Amerykę Środkową. Zatrzymali się w Puerto Viejo, małej miejscowości w Kostaryce. Nie zmieniły ich tam ani piękne okoliczności przyrody — rafa koralowa i las deszczowy, ani luźny styl bycia tamtejszych mieszkańców. Pozostali niewolnikami kalendarzy i planów.

— Zamiast się cieszyć tym rajem, czuliśmy coraz większe znudzenie i przesyt. Nie umieliśmy wyzwolić się z przyzwyczajeń zabieganych ludzi Zachodu. Nawet w dżungli robiliśmy listy rzeczy do wykonania — wspomina Edi Pyrek. Chociaż nuda bywa pożyteczna — Steve Jobs uważał, że prowadzi do ciekawości, od której wszystko się zaczyna. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Zrobisz więcej, robiąc mniej