Oddłużenie szpitali może oznaczać dla ZUS zaciągnięcie wyższych kredytów komercyjnych, które spłaci dopiero z przyszłorocznych dotacji budżetowych — przewiduje Aleksandra Wiktorow, prezes ZUS. Dodaje, że gdyby system emerytalny zaczął działać w styczniu tego roku, nie byłoby takich kłopotów z identyfikacją składek, jakie wystąpiły w 1999 r.
Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych przybywa wyzwań. Oprócz problemów z identyfikacją zaległych składek związanych z systemem emerytalnym dochodzi obecnie oddłużenie służby zdrowia. Proponowane przez Ministerstwo Zdrowia umorzenie zobowiązań szpitali wobec ZUS, które wynoszą około 730 mln zł, może zmusić zakład do zaciągnięcia wyższych kredytów, które zacznie spłacać dopiero z przyszłorocznych dotacji.
— Każde oddłużenie obniża dochody, a to oznacza konieczność zwiększania dotacji z budżetu. Umorzenie długów oznacza coś gorszego. Służba zdrowia nie zalega bowiem jedynie ze składkami płaconymi przez pracodawców, ale również przez pracowników. Należności pracowniczych nie powinno się zaś umarzać — to kradzież wynagrodzeń — uważa Aleksandra Wiktorow, prezes ZUS.
Zwraca uwagę, że odbije się to na składce do funduszy emerytalnych: ZUS nie przekaże jej OFE, póki nie otrzyma pieniędzy od płatnika.
Oddłużenie szpitali nie zagrozi płynności Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS), jeżeli nie będzie kolejnych takich koncepcji.
— Nie możemy wydać ani grosza więcej niezgodnie z ustawą. Można oczywiście zmniejszać wydatki FUS, zmieniając ustawy świadczeniowe. Dużo zaoszczędzić się nie da, bowiem ponad 80 proc. stanowią wydatki na emerytury i renty. W systemie emerytalnym nic nie można w tym zakresie zaoszczędzić, a w rentach zostały już dokonane oszczędności. Przyznajemy je bowiem z tytułu niezdolności do pracy, a nie z tytułu stanu zdrowia, co zmniejszyło ich liczbę — wyjaśnia Aleksandra Wiktorow.
Co ciekawe, zmiany w kodeksie pracy, które miały na celu zmniejszenie ilości wypłacanych zasiłków chorobowych, dały odwrotny efekt. Zasiłki chorobowe wzrosły, bo zwolnienia lekarskie wystawiane są co najmniej na 7 dni.
— Trwają dyskusje, czy nie zmienić tych zapisów — mówi prezes Wiktorow.
Po tym, jak prezydent podpisał ustawę o przejęciu przez Skarb Państwa zobowiązań ZUS z tytułu nieprzekazanych składek klientom OFE, zakład od października zacznie identyfikować zaległe składki z okresu 1999-2002 r., a OFE od listopada specjalne obligacje.
— Każde rozpoznane zaległości będą spłacane obligacjami — zapewnia prezes ZUS.
Twierdzi, że ZUS do 2006 r. upora się z zaległościami. Najwyżej 5 proc. z nich nie uda się wyjaśnić z płatnikami składek i można będzie ich dochodzić w ramach reklamacji prowadzonych z ubezpieczonymi. Ustalona będzie ostateczna liczba rachunków w OFE, na które powinny co miesiąc wpłynąć składki. Według szacunków, jest to obecnie około 8 mln osób.
ZUS identyfikuje obecnie 96 proc. bieżących składek.
— Gdybyśmy w styczniu 2003 r. startowali z reformą nie byłoby kłopotów. Świadczy to o tym, że systemu informatycznego obejmującego kilkanaście milionów ludzi nie można zrobić w trzy miesiące ani nawet w dwa lata. My potrzebowaliśmy trzech lat. A przecież nigdzie na świecie odpowiedniki ZUS nie zajmują się prowadzeniem tylu różnych działań — nie zawsze związanych z ubezpieczeniami społecznymi, jak pobór składek na ubezpieczenie zdrowotne, Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, wypłatą emerytur, obsługą funduszu alimentacyjnego itp. — zwraca uwagę szefowa ZUS.
Do końca 2005 r. system ma być gotowy. Aleksandra Wiktorow przyznaje jednak, że współpraca z wykonawcą oprogramowania Prokomem potrwa kilkanaście lat.
Poważnym testem dla ZUS będzie przekazanie w grudniu informacji o stanie kont emerytalnych z I filara za 2002 r. To będzie wielki trening przed przekazaniem pod koniec 2004 r. pełnych informacji o zaległych składkach wraz z informacją z OFE. W 2006 r. ubezpieczeni otrzymają kompleksową informację.
— Przeprowadzimy kampanię wyjaśniającą znaczenie tych danych. Jeżeli zakłady pracy przekazują pracownikom co miesiąc formularze RMUA, to ci ubezpieczeni będą mogli porównać naszą informację z informacją od pracodawcy. Zastanawiamy się, co zrobić gdy ubezpieczeni nie mają tych danych. Może należy rozważyć możliwość przekazywania przez płatników, raz w roku, w ramach PIT informacji o składkach z wyodrębnieniem składki emerytalnej — mówi Aleksandra Wiktorow.
Już w 2005 r. ZUS spodziewa się reklamacji. Swoje konta mają już wszyscy ubezpieczeni, czyli ponad 13 mln osób. Problem w tym, że nie na wszystkich kontach są pełne i wiarygodne informacje.
— W przypadku płatników w 99 proc. nie mamy co do nich wątpliwości. W przypadku rozpoznanych ubezpieczonych jest to około 98 proc. — mówi prezes ZUS.