Gorąco w Polskiej Miedzi. W końcu czerwca pracownicy odpowiedzą na pytanie, czy chcą 10 proc. podwyżki i czy są gotowi strajkować.
Załoga nie dostała podwyżek, więc może wszcząć strajk. Związkowcy zwołali w tej sprawie referendum — zapytają górników, czy popierają ich postulaty. Organizatorzy akcji, Związek Zawodowy Pracowników Przemysłu Miedziowego (ZZPPM), na którego czele stoi lewicowy poseł Ryszard Zbrzyzny, nie rezygnują z roszczeń płacowych.
Po patowym zakończeniu wtorkowych mediacji z zarządem zdecydowali wczoraj o zwołaniu referendum na 26-28 czerwca.
Zarząd KGHM odprawił związki z kwitkiem, nie godząc się na żaden z postulatów. Najważniejszy z nich to 10-procentowa podwyżka płac (w tym roku ma wynieść 6 proc.). Związkowcy nie uzyskali też poparcia w sprawie dodatkowego zasilenia funduszu socjalnego oraz zwiększenia składek na fundusz emerytalny.
— Koszty realizacji postulatów płacowo-socjalnych mogły wynieść w tym roku 100 mln zł. Dla spółki, która osiąga rekordowe zyski, nie byłby to duży wydatek — uważa Ryszard Zbrzyny.
Twarde stanowisko władz spółki wskazuje natomiast, że roszczenia części załogi są wygórowane. Zdaniem zarządu, nie ma uzasadnienia w narażaniu KGHM na kolejne koszty pracownicze. Prezesi podkreślają, że średnia płaca w spółce po wypłacie nagrody rocznej wyniesie 7,7 tys. zł.
— Stanowisko zarządu w tej sprawie jest jednoznaczne. Wszystkie argumenty przekazano związkowcom podczas mediacji — mówi Radosław Poraj-Różecki, rzecznik KGHM.
Akcję ZZPPM poparł powołany niedawno Komitet Obrony Polskiej Miedzi. Podjęto wczoraj decyzję o udziale w referendum, aby dowiedzieć się, czy pracownicy popierają protest dotyczący zablokowania uchwalonej przez walne wypłaty całego zysku spółki dla akcjonariuszy.
W KGHM pracuje 17,5 tys. osób. Referendum będzie ważne, gdy weźmie w nim udział ponad połowa załogi.