Związki LOT skarżą Swissaira oraz PPL
Skarb Państwa nie odkupi od Swissairu akcji LOT. Zdaniem pracowników przedsiębiorstwa, rząd powinien jednak pomyśleć o bezpośrednim wsparciu przewoźnika, bo nawet zmiana inwestora strategicznego LOT nie oddali problemów, za które odpowiedzialna jest dekoniunktura na rynku oraz — co ciekawe — Przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że z uwagi na złą sytuację finansową przewoźnika PPL obniżył mu taryfy oraz rozłożył w czasie spłaty należności.
Aż roi się od spekulacji na temat zmiany inwestora w PLL LOT. W branży jednym tchem wymieniani są British Airways i SAS. Niewykluczone jednak, że do gry może włączyć się niemiecka Lufthansa.
— Uważnie obserwujemy zaistniałą sytuację. 2 i 3 października Lufthansa zwiększyła liczbę oferowanych miejsc na najważniejszych połączeniach z Zurychem. Chodzi o to, by dzięki rejsom przez Frankfurt i Monachium zapewnić połączenia pasażerom, którzy nie mogą lecieć z Zurychu liniami Swissairu — mówi Christopher Zimmer, dyrektor Lufthansy.
Wszystko możliwe
Wygląda na to, że wszystkie rozwiązania są możliwe. Trudno w tej chwili przesądzać, w jakim kierunku LOT pójdzie i kto — w miejsce Swissairu — zostanie jego strategicznym partnerem. Pewne jest jednak, że resort skarbu państwa nie rozpatruje odkupienia od Swissairu pakietu 37,6 proc. akcji krajowego przewoźnika.
— LOT samodzielnie nie jest w stanie przetrwać kryzysu i dekoniunktury w branży. Wskazane jest, żeby LOT był członkiem jakiegoś sojuszu i takie też były założenia prywatyzacyjne — mówi Jan Szczęsny, zastępca dyrektora spó-łek strategicznych MSP.
Skarb Państwa ma 52 proc. akcji LOT, a pozostałe 10,4 proc. otrzymali pracownicy.
— Ta sytuacja nas wręcz przeraża — mówi Ryszard Kobus, przewodniczący Solidarności PLL LOT.
Nic o nas bez nas
Załoga nie musi się jednak martwić nagłymi zwolnieniami.
— Minister Aldonie Kameli-Sowińskiej udało się przenieść zobowiązania, wynikające z pakietu socjalnego szwajcarskiego inwestora, na zarząd firmy — przekonuje Ryszard Kobus.
Zdziwienie pracowników budzi lansowany przez zarząd przedsiębiorstwa wariant uzdrowienia przedsiębiorstwa przez zredukowanie zatrudnienia o kilkaset osób. Obecnie LOT zatrudnia 4200 osób.
— Jesteśmy jedną z nielicznych, jeśli nie jedyną linią na świecie, która notuje wzrost przewozów. Niestety nie przekłada się to na osiągane przez nas wyniki finansowe. To nie koszty zatrudnienia są głównym problemem przedsiębiorstwa. Fundusz Pracy stanowi zaledwie 11 proc. kosztów całości przedsiębiorstwa, a więc nawet zwolnienie połowy pracowników daje nam zaledwie oszczędności na poziomie 5,5 proc. — mówi Ryszard Kobus.
Lotniczy haracz
Interesujące są również uwagi biegłego rewidenta z Pricewater-houseCoopers, który badał działalność przedsiębiorstwa w 2000 r. W jego opinii największym zmartwieniem przewoźnika są tzw. usługi obce (czyli dzierżawa samolotów oraz koszty startów i lądowań), które stanowią blisko 70 proc. kosztów działalności operacyjnej przewoźnika.
— Porty Lotnicze ściągają z nas haracz tam, gdzie tylko to możliwe. Pierwszy przykład to spółki obsługi naziemnej, działające na obszarze portu. Najpierw powstała spółka, w której LOT i PPL miały po 50 proc. Później jednak PPL powołał do życia swoją spółkę, która dodatkowo zmniejszyła o kilkanaście proc. stawki. Linie lotnicze natychmiast zaczęły przechodzić do nowego podmiotu, a spółce LOT zajrzało w oczy widmo upadku i kolejne zwolnienia — mówi Ryszard Kobus.
Związkowcom chodzi o dwie spółki — LGS, której właścicielami są LOT i PPL, oraz WAS, należącą wyłącznie do PPL.
— Taki wymóg nałożyły na nas przepisy unijne, zgodnie z którymi na lotnisku muszą działać dwie firmy tego typu. Jeśli zaś chodzi o rzekomy haracz pobierany od LOT to jest to kompletna bzdura. LOT jako przewoźnik narodowy traktowany jest preferencyjnie — odpiera zarzuty Ryszard Cebula, rzecznik prasowy PPL.
Nieoficjalnie wiadomo nawet, że narodowy przewoźnik w związku z kiepską sytuacją finansową otrzymał od PPL dość dużą obniżkę taryf oraz znaczną prolongatę spłaty należności wobec PPL.
Liczą na rząd
Zdaniem związkowców, konieczne jest także wsparcie rządu. Pracownicy są oczywiście wdzięczni ministrowi finansów, który w imieniu rządu RP, udzielił krajowym liniom lotniczym gwarancji ubezpieczeniowych na kwotę 1 mld zł, ale to nie wystarczy.
— W konfrontacji z ogólną recesją na rynku konieczne są również inne działania rządu, choćby w formie ulg podatkowych czy tak prostego rozwiązania jak rozporządzenie, nakazujące naszym służbom państwowym odbywanie podróży właśnie LOT, na wzór rozwiązań przyjętych w innych krajach — mówi Ryszard Kobus.


