Związki wchodzą w spór z rządem

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 29-11-2006, 00:00

Stoczniowe związki domagają się prywatyzacji i jednoznacznych decyzji rządu dotyczących restrukturyzacji. Dosyć chowania głowy w piasek.

Związki zawodowe sektora stoczniowego ogłosiły pogotowie strajkowe.

— Zwróciliśmy się do Komisji Krajowej o wejście w spór z rządem. Otwiera nam to drogę do ewentualnego podjęcia akcji protestacyjnej, ze strajkiem włącznie — mówi Dariusz Adamski, szef Solidarności w Stoczni Gdynia.

Związkowcy chcą, by rząd jasno określił zasady prywatyzacji.

— Warunek ten stawia też Komisja Europejska, która uważa, że jedynie prywatyzacja może uwiarygodnić programy restrukturyzacyjne — dodaje szef związku.

Żonglerka kompetencjami

7 grudnia z przedstawicielami Brukseli o stoczniach ma rozmawiać Piotr Woźniak, minister gospodarki. Prywatyzacyjne plany i pozorowane działania prywatyzacyjne w sektorze raczej nie zostaną przez Unię pozytywnie ocenione. Warto zresztą podkreślić, że kilka tygodni temu resort gospodarki przesłał do skarbu pismo dotyczące przyśpieszenia decyzji.

— I otrzymał odpowiedź, że skarbowi nic do tego, bo właścicielem jest Agencja Rozwoju Przemysłu (ARP). Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. Wszystkim zależy na stoczniach, ale obowiązuje zasada przerzucania odpowiedzialności. Nikt nie chce podjąć decyzji — mówi jeden z członków rządu.

Do działań ARP wobec sektora wiele zastrzeżeń ma zarząd Stoczni Gdynia. Chodzi m.in. o zasady, na jakich z Gdyni została wydzielona Stocznia Gdańsk. Przedstawiciele gdyńskiej spółki mają też wątpliwości dotyczące negocjacji o nabyciu przez ARP części aktywów stoczniowej grupy. Podkreślają również, że spółka nie otrzymała z ARP obiecanych 60 mln zł pożyczki.

Roma Sarzyńska, rzecznik agencji, podkreśla jednak, że stocznia po prostu o nią nie wystąpiła. Menedżerowie Gdyni w piśmie do resortu skarbu powołują się także na szefa ARP, który na jednym z posiedzeń sejmowej Komisji Gospodarki, miał powiedzieć, że stocznia pożyczki nie chciała. Tymczasem zarząd stoczni podkreśla, że mimo wniosku, stocznia nie otrzymała propozycji jej udzielenia.

Droga do bankructwa

Brak działań może jednak być fatalny w skutkach i dla Gdyni, i dla całego sektora.

— Brak decyzji to sabotaż i działanie na szkodę skarbu państwa — uważa Jan Gumiński, szef Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Gospodarki Morskiej w Stoczni Gdynia.

Podobnego zdania jest zarząd.

„Stajemy przed dylematem, czy trwać jako zarząd spółki, który miał zaprowadzić porządek, uzdrowić sytuację i pozyskać inwestora — co systematycznie realizujemy, czy złożyć wniosek o upadłość stoczni, do czego zobowiązują nas przepisy kodeksu spółek handlowych” — napisali przedstawiciele zarządu Stoczni Gdynia w liście do ministra skarbu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Związki wchodzą w spór z rządem