Związkowcy w unijnym funduszu znaleźli pretekst do protestu. Nie doczytali zasad korzystania z pomocy.
Jeśli pracujesz w Warszawie 18 grudnia, weź wolne. Albo przyjedź do pracy na rowerze, bo jeśli NSZZ Solidarność zrealizuje zapowiedzi, miasto zostanie sparaliżowane. Związek zapowiada najazd 20 tys. górników, hutników, stoczniowców, kolejarzy i ich kolegów z branży energetycznej i zbrojeniowej. Będzie gorąco.
— Będziemy apelować o spokój, lecz myślę, że nie będzie to łatwe do osiągnięcia. Nie można wykluczyć palenia opon, gwizdów czy antyrządowych okrzyków. Tylko dynamiczna i zdecydowana manifestacja jest w stanie wpłynąć na rząd, który nas ignoruje i unika dialogu w ważnych dla pracowników i gospodarki sprawach — zapowiada Mieczysław Jurek, szef Solidarności Regionu Pomorze Zachodnie.
Globalny problem
Co rozzłościło Solidarność?
— Niedawno zwróciliśmy się do rządu o osłony dla ludzi tracących pracę z powodu kryzysu. Takie osłony można uzyskać z unijnego funduszu dla zakładów, w których z powodu globalnego kryzysu traci pracę ponad 500 osób. Jako przykłady takich sytuacji można podać zakłady Cegielskiego, stocznie, ZNTK Łapy. Niestety, rząd nic w tej sprawie nie robi — mówi Mieczysław Jurek.
Mowa o Europejskim Funduszu Dostosowania do Globalizacji, do którego o wsparcie mogą występować kraje członkowskie. W tym roku zgłoszono 21 wniosków, m.in. z Niemiec, Szwecji i Litwy. Polska do tej pory wniosku nie złożyła. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego ma usprawiedliwienie.
— Do lipca obowiązywały inne zasady, pomoc mogła trafić do pracowników firm, które ucierpiały wskutek globalizacji, np. przenoszenia fabryki do innego kraju. Polska jak do tej pory była raczej beneficjentem globalizacji, więc takich przypadków nie było. Od kilku miesięcy fundusz może pomóc również, jeśli firma ucierpiała wskutek spowolnienia gospodarczego. Pracujemy nad kilkoma projektami m.in. w województwie wielkopolskim i warmińsko-mazurskim. Mam nadzieję, że jeszcze w grudniu złożymy wniosek — mówi Dorota Bortnowska, zastępca dyrektora Departamentu Zarządzania Europejskim Funduszem Społecznym.
Stocznie dostały
Solidarność będzie się też domagać
"programu rządowego dla stoczni". Resort znów odpiera zarzut.
— W przypadku stoczni świadomie zdecydowaliśmy się na aplikację w ramach programu Kapitał Ludzki. To szybsza i efektywniejsza metoda uzyskania unijnej pomocy. Agencja Rozwoju Przemysłu realizuje program wsparcia dla 8 tys. stoczniowców, na który przeznaczy 50 mln zł — mówi Dorota Bortnowska.
Pracodawcy krytykują protest.
— Trzeba przyznać, że na polu walki z bezrobociem rząd zrobił niewiele. Ale co związki zrobiły, aby zapewnić byt swoim członkom? Czy wdrożyły system szkoleń za pieniądze unijne, które otrzymują? Czy poszukały możliwości zatrudnienia dla zwalnianych? Przecież o tym, że te firmy padną, było wiadomo od dawna — pyta Dominika Staniewicz, ekspert ds. rynku pracy Business Centre Club.
— Zamiast protestować, lepiej proponować dobre rozwiązania. Lepiej, gdyby
związki były konstruktywne — dodaje Henryk Michałowicz, ekspert z Konfederacji
Pracodawców Polskich.