Źle się dzieje w fabryce — uważa Solidarność. Zarząd nie widzi problemu i snuje plany inwestycyjne.
W fabryce Faurecii w Gorzowie Wielkopolskim, jednej z ośmiu należących do francuskiego kooperanta branży motoryzacyjnej, od września działa Solidarność. 26 stycznia jej działacze złożyli wniosek do prokuratury, oskarżając zarząd o utrudnianie działalności związkowej.
— Członkowie Solidarności dostają wybór: albo się wypiszą, albo stracą pracę. Z 70 członków zostało 40-45. Kilkanaście zostało zwolnionych, część się wypisała — wylicza Adrian Siuda, przewodniczący Solidarności w Faurecii Gorzów.
Lokalna prasa podała, że do fabryki przyjeżdża delegacja z siedziby koncernu we Francji. Podobno właśnie na rozmowy o związkach.
— Grupa z Francji wybiera się do Gorzowa, ale na spotkanie dotyczące rozbudowy fabryki — mówi Małgorzata Zięba, rzecznik Faurecii.
Zarząd fabryki nie wiąże zwolnień z przynależnością do związku. W zakładzie pracuje około 700 osób.
Związki twierdzą, że zarząd nie chce z nimi rozmawiać.
— Ostatnie spotkanie odbyło się przed Bożym Narodzeniem — mówi Adrian Siuda.
Solidarność chce m.in. 20-proc. podwyżki i podpisanie umów na czas nieokreślony z pracownikami zatrudnionymi w firmie ponad 18 miesięcy.
Faurecia ma w Polsce 8 fabryk i centrum badawczo-rozwojowe. Zainwestowała 300 mln EUR i zatrudnia 5 tys. osób. W innych fabrykach nie ma takich problemów.
— Faurecia to jeden z naszych największych inwestorów. Gdyby działo się coś złego, na pewno by to do nas dotarło — uspokaja Mirosław Greber, prezes wałbrzyskiej strefy.