Zwiędłe kwiaty WIG20

Adam Hajdamowicz, Bankier.pl
20-03-2018, 22:00

W ciągu dziesięciu lat w WIG20 mieliśmy aż 38 różnych podmiotów. Niektóre z nich potrafiły przetrwać w czołówce przez lata, nie brakuje jednak takich, które zaliczyły spektakularne porażki

Do WIG20 trafił właśnie CD Projekt, pierwsza w tym gronie firma z branży gier komputerowych. Warszawska spółka zastąpiła Asseco Poland, co zamyka pewną epokę w branży IT. Jeszcze na początku tego wieku jej przedstawicieli w WIG20 było nawet pięciu. Były to: Optimus, Prokom, Softbank, Comarch i Computerland. Obecna roszada pokazuje zatem, jak duże zmiany nastąpiły w spółkach technologicznych: od spółek żyjących głównie na zamówieniach publicznych po wciąż młody i bardzo perspektywiczny obszar produkcji gier.

Obecność w WIG20 może oznaczać zwiększone zainteresowanie spółką. To bowiem WIG20 dla wielu zagranicznych inwestorów jest najważniejszym polskim indeksem. Na dłoni dostaje on bowiem zestawienie największych i najbardziej płynnych polskich spółek. Dodatkowo część funduszy inwestujących szeroko w WIG20 będzie musiało dokupić akcje CD Projektu, by ich portfel pokrywał skład indeksu.

Często zakwalifikowanie spółki do WIG20 bywa „pocałunkiem śmierci”. Jak wynika ze statystyk przytaczanych przez Quercus TFI, w pierwszych sześciu miesiącach po zmianie spółki wchodzące do WIG20 osiągają średnio słabszą stopę zwrotu niż indeks (-5,9 proc. względem WIG20TR), podczas gdy wychodzące radzą sobie zdecydowanie lepiej (+7,5 proc. względem WIG20TR). Ma to częściowo związek z faktem, że do WIG20 spółki zazwyczaj wchodzą po solidnym rajdzie (czego przykładem jest CD Projekt) i są wysoko wyceniane, ciężej więc im dalej rosnąć.

Niektórych już nie ma

Spośród uczestników WIG20 z ostatnich dziesięciu lat części spółek nie ma już nawet na polskiej giełdzie. Do tego grona należy np. TVN, wycofany po przejęciu przez Scripps Network. Z giełdą pożegnały się również dwie spółki kontrolowane przez Michała Sołowowa — Rovese (dawniej znane jako Cersanit) oraz Synthos. Obydwa te podmioty zaliczyły swoje epizody w WIG20, a ich brak jest sporą stratą dla inwestorów. Jest tak szczególnie w przypadku tego drugiego, ponieważ Synthos nie dość, że od debiutu w 2004 r. wzrósł przeszło ośmiokrotnie, to dodatkowo od 2011 r. nieprzerwanie wypłacał dywidendy. Dzięki temu, łącznie z dywidendami, inwestorzy, którzy byli z Synthosem od początku jego giełdowej przygody, pomnożyli kapitał aż czternastokrotnie.

Upadek branży budowlanej

Na GPW nie brakuje jednak również historii, kiedy to spółka w latach swojej świetności była w czołówce giełdy, by później sięgnąć dna. Za znaczną część tego typu spektakularnych porażek odpowiada branża budowlana. Niechlubnym przykładem jest PBG. Od momentu wejścia na giełdę w 2004 r. do historycznych szczytów w pierwszej połowie 2007 r. akcje spółki dały zarobić aż 1000 proc. Wtedy nastąpił krach na giełdach, ale pod względem finansowym PBG wciąż jednak prezentowało się całkiem nieźle, a w WIG20 przetrwało aż do początku 2012 r. Stopniowo narastały problemy całej branży budowlanej wraz z przygotowaniami do EURO 2012, w efekcie PBG kontraktów „o niewłaściwych parametrach” miało aż połowę, o czym mówił prezes Wiesław Różacki.

Skutkiem była konieczność dokonania gigantycznych odpisów i aż 3,7 mld zł straty netto w 2012 r. Kurs spółki przez lata mocno spadał, a do dna dobiła go przeprowadzona w zeszłym roku ogromna emisja akcji, która w zaledwie kilka godzin obniżyła wycenę PBG o ponad 80 proc. Akcje spółki, za które dawniej płacono nawet ponad 400 zł, są dziś warte około 10 groszy.

Podobny los co PBG spotkał także innych byłych graczy z WIG20 — Polimex-Mostostal oraz Polnord. W tych przypadkach spadek wyceny akcji również był gigantyczny, choć jednaknigdy ich kurs nie doszedł aż do wartości groszowych.

Nadzieja to za mało

W gronie blue chipów swego czasu był także Bioton, a więc pierwsza w historii GPW spółka biotechnologiczna. Branża, która wciąż budzi spore nadzieje, wówczas zawładnęła portfelami inwestorów. Bioton od debiutu w marcu 2005 r. zasypywał obserwatorów informacjami o kolejnych kontraktach, badaniach i planach rozwoju. W efekcie, dzięki wzrostowi wyceny, spółka w rok dała akcjonariuszom zarobić aż 1000 proc. Później jednak zaczęły się schody. Wyniki zdecydowanie się pogorszyły (aż do rekordowej straty netto w 2009 r. w wysokości 618 mln zł), a wartość rozwodniły kolejne emisje akcji (ich liczba wzrosła z około 162 mln do ponad 8,5 mld). Sam Bioton natomiast już nigdy później nie wyszedł na prostą, jedynie sporadycznie notując zyski. Zostały zatem w ten sposób pogrzebane ogromne oczekiwania, jakie budziła ta spółka, a po serii spadków Bioton ostatecznie wypadł z WIG20 pod koniec 2010 r. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Hajdamowicz, Bankier.pl

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Zwiędłe kwiaty WIG20