Zwierzęta w medycznej rewolucji

opublikowano: 28-06-2018, 22:00

Wrocławscy naukowcy w zaciszu laboratoriów szykują leki, zmieniające standardy leczenia psów, kotów i koni. Wystarczy trochę tłuszczu, sporo kapitału i dawka naukowej magii.

Niedawno głośno było w mediach o Licie — 13-letnim dogu z Łodzi, tak schorowanym, że pomocni ludzie znoszą go i wnoszą do mieszkania na 4. piętrze w bloku. Na co choruje leciwy zwierzak? Między innymi na zaawansowane zmiany zwyrodnieniowe w obrębie stawów. Nie jest w tym odosobniony: według statystyk, choroby stawów dotykają aż 20 proc. psiej populacji. Mówimy zatem o dziesiątkach milionów chorujących zwierząt, na leczenie których tylko w Stanach Zjednoczonych wydaje się 7,5 mld USD rocznie. Ta oszałamiająca kwota przeznaczana jest wyłącznie na leki. Problem w tym, że nikły jej ułamek idzie na nowatorskie rozwiązania. Dlaczego? Bo w czasach, gdy jesteśmy bombardowani informacjami o kolejnych przełomach w medycynie ludzkiej, weterynaria wciąż czeka na falę zmian. Kto będzie tu pionierem? Oczy kierują się na Bioceltix, wrocławską spółkę, której trzon stanowi zespół doświadczonych naukowców i menedżerów pod kierunkiem Łukasza Bzdziona.

Łukasz Bzdzion, prezes, i Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltiksu (obaj w pierwszym rzędzie od lewej), dali początek koncepcji firmy. Teraz nowatorskie terapie komorkowe w weterynarii przygotowuje znacznie większy zespoł. Bo i cele społki są niemałe.
Zobacz więcej

Drużyna przełomu.

Łukasz Bzdzion, prezes, i Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltiksu (obaj w pierwszym rzędzie od lewej), dali początek koncepcji firmy. Teraz nowatorskie terapie komorkowe w weterynarii przygotowuje znacznie większy zespoł. Bo i cele społki są niemałe. Fot. Adam Muszyński/MAG Agency

Pomysł w koszu

— O lekach biologicznych w weterynarii mówi się coraz więcej, ale tak naprawdę sporo w tym medialnego szumu. Produktów leczniczych jest wciąż za mało. Rynek nowoczesnych terapii dla zwierząt jest we wczesnej fazie rozwoju. Dopiero w 2017 r. został zarejestrowany w Europejskiej Agencji Leków (EMA) pierwszy weterynaryjny lek biologiczny, wykorzystujący przeciwciało monoklonalne w leczeniu atopowego zapalenia skóry u psów. Potencjał jest ogromny, pytanie, kto pierwszy go zagospodaruje i wyznaczy standardy terapii komórkowych dla zwierząt — podkreśla Łukasz Bzdzion.

Pomysł założenia firmy wykiełkował w jego głowie w 2015 r. Był wówczas pracującym naukowo biotechnologiem i biologiem molekularnym. Miał wielkie chęci, zapał i oczekiwania. Z miejsca założył, że zyska szybką aprobatę inwestorów.

  — Niestety zderzyłem się ze ścianą braku zrozumienia potencjalnych inwestorów. Teraz wiem, że należało do nich mówić innym językiem. Z pomocą przyszedł mi Paweł Wielgus, kolega z boiska do koszykówki. Wygadałem się w czasie gry, co mi chodzi po głowie. Różnica była jednak taka, że tym razem zostałem zrozumiany, bo Paweł jest nie tylko inwestorem i biznesmenem, ale przede wszystkim biotechnologiem i doktorem nauk chemicznych — wspomina Łukasz Bzdzion. Spółkę Bioceltix założyli latem 2016 r. Łukasz Bzdzion został jej prezesem, a pierwsze

fundusze na jej działalność zapewnił Startit Fund, stworzony i prowadzony przez Pawła Wielgusa. To było niezwykle komfortowe z punktu widzenia tempa prac nad projektem.

— No i poszło. W niecałe dwa lata od założenia spółki pozyskaliśmy kolejnych inwestorów, zbudowaliśmy mocny zespół, tworzymy unikalną infrastrukturę, mamy naprawdę wyjątkową i przemyślaną strategię. Każdego dnia jesteśmy bliżej celów, których osiągnięcie zmieni standardy terapii w weterynarii — twierdzi Łukasz Bzdzion, zapewniając, że firma, mając tzw. smart money (z ang. mądry kapitał), posiada masę krytyczną niezbędną do dalszego rozwoju leków biologicznych.

Ułuda na sterydach

Czym są leki biologiczne? Bazują na substancjach biologicznie aktywnych, występujących w organizmie. W lekach biologicznych na bazie komórek macierzystych efekt terapeutyczny wywołują naturalne procesy zachodzące w organizmie, dzięki czemu leki są bezpieczne w terapii i nie wywołują skutków ubocznych, występujących podczas przewlekłego stosowania syntetycznych leków przeciwzapalnych. Upraszczając: to taka trochę samonaprawa. U ludzi leki biologiczne stosowane są coraz szerzej. Teraz rusza kolejna fala, nauka i biznes dążą do tego, by innowacyjne i skuteczne terapie, wykorzystujące leki biologiczne, zastosować w leczeniu schorzeń zwierząt.

— Jako zespół naukowców chcemy, by leki, nad którymi pracujemy, stanowiły skuteczną, a zarazem bezpieczniejszą alternatywę dla tradycyjnego, objawowego leczenia farmakologicznego. Powszechne terapie bazują głównie na działaniu przeciwbólowym i przeciwzapalnym. Leki syntetyczne, mimo wielu skutków ubocznych, są nadal ochoczo wykorzystywane właśnie z uwagi na brak dostępnych leków biologicznych — zaznacza prezes Bioceltiksu. Obecnie, gdy czworonoga dopadnie choroba, której towarzyszy przewlekły stan zapalny, weterynarze nie mają wielkiego wyboru. Wyrok brzmi: ksenobiotyki, czyli sterydowe lub niesteroidowe leki przeciwzapalne. Każdy lekarz chętnie dałby im czerwoną kartkę — gdyby miał bezpieczną alternatywę. Ksenobiotyki to związki chemiczne nie występujące naturalnie w organizmie ssaków, tylko wytwarzane na drodze syntezy chemicznej. Na przykład sterydy podaje się jako leki przeciwzapalne, ale ze względu na wiele skutków ubocznych zaleca się ich przyjmowanie, gdy korzyści wynikające z ich zażywania przeważają nad skutkami ubocznymi sterydoterapii.

— Pacjenci czy właściciele zwierząt decydują się na leczenie syntetykami ze względu na brak dostępności leków biologicznych na bazie komórek macierzystych. Te ostatnie też działają przeciwbólowo i przeciwzapalnie, ale mają znaczącą przewagę: indukują naturalne procesy odbudowy zniszczonych chorobą tkanek, wykazując przy tym silne działanie proregeneracyjne. Prawda jest taka, że bycie zdrowym to stan sprzed choroby i my zamierzamy to wprowadzić do praktyki weterynaryjnej — zaznacza szef firmy Bioceltix.

Science fiction i legendy

Główne hasło wrocławskiej firmy biotechnologicznej to alloMSC — allogeniczne mezenchymalne komórki macierzyste. Cóż to za wynalazek? Łukasz Bzdzion, unikając naukowych formuł, ujawnia wersję dla laików.

— Opracowaliśmy w pełni bezpieczną dla zwierząt technologię terapeutycznego wykorzystania allogenicznych komórek macierzystych, tzn. w układzie jeden dawca — wielu biorców. Ta technologia pozwala na seryjną produkcję leku, bez konieczności każdorazowego pobierania materiału biologicznego w celu izolacji własnych komórek macierzystych, jak ma to miejsce w terapiach autologicznych, gdzie dawca i biorca komórek to ten sam osobnik — mówi prezes Bioceltiksu. Dzięki tej technologii leki będą dostępne od ręki na miejscu, w klinice weterynaryjnej.

— Rozwijamy leki biologiczne, skupiając się na chorobach powszechnie występujących u zwierząt towarzyszących. W naszym portfolio mamy leki dla psów, kotów i koni. Bioceltix ma jasno określony cel, który jeszcze niedawno postrzegany był jako science fiction. Dostępne od ręki weterynaryjne leki biologiczne bazujące na immunomodulujących właściwościach mezenchymalnych komórek macierzystych — zapowiada Łukasz Bzdzion, podkreślając, że tego typu terapie jest w stanie kreować jedynie kilka firm na świecie, a Bioceltix w tym wyścigu jest w czołówce, uruchamiając pierwszą w Europie izolowaną linię technologiczną do produkcji zwierzęcych allogenicznych komórek macierzystych w standardzie farmaceutycznym. To jednak tylko etap, ponieważ Łukasz Bzdzion myśli już o kolejnych lekach, by historie takie jak ta z Litem stały się co najwyżej opowieściami z kategorii tzw. miejskich legend. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MIROSŁAW KONKEL

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Zwierzęta w medycznej rewolucji