Czytasz dzięki

Życie na podsłuchu

Rozmawiał Marcel Zatoński
opublikowano: 18-06-2020, 22:00

Dr Maciej Kawecki, dziekan Wyższej Szkoły Bankowej, mówi o tym, jak lekką ręką dzielimy się prywatnymi danymi, do czego dostęp mają państwo i firmy oraz co z tym zrobić

„PB”: Czego może dowiedzieć się państwo z naszych smartfonów i co wiedzą o nas te urządzenia?

Maciej Kawecki: Wszystko. Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że z naszych smartfonów państwo może dowiedzieć się wszystkiego. To, jakie strony odwiedzamy, jakich aplikacji używamy, jakie zdjęcia robimy — te informacje zostają. Galeria zdjęć w telefonie pozwala czasem na poznanie czyjejś osobowości lepiej, niż zna ją partner życiowy. Wszystko zależy tylko od tego, do jakiej liczby danych w naszym smartfonie służby czy organy uzyskają dostęp.

Uzyskują go za pośrednictwem operatorów telekomunikacyjnych czy w inny sposób?

Jest wiele różnych instrumentów. Podsłuch może mieć formę techniczną, czyli urządzenia do przechwytywania naszych rozmów, wtedy operator nie musi w tym partycypować. Kontrola może też dotyczyć np. billingów, co wymaga współpracy operatora. Form podsłuchu jest bardzo dużo. Ta tradycyjna, znana z filmów, też jest wciąż wykorzystywana.

Gdy spojrzymy w statystyki, to państwo coraz częściej występuje do operatorów telekomunikacyjnych o dane. To chyba przypadek nie tylko Polski?

W pewnym stopniu jest to polska logika. W innych krajach UE wprowadzane są pewne ograniczenia. Dla przykładu w ostatnim miesiącu Federalny Trybunał Konstytucyjny w Niemczech orzekł ograniczenie dopuszczalności nagrywania osób za granicą. W Niemczech istniała zasada, że bez uzyskania odpowiednich zgód można było podsłuchiwać osoby poza terytorium Niemiec. Teraz rozciągnięto obowiązek ich uzyskania, więc procedura jest dużo bardziej skomplikowana niż w Polsce. W Polsce praktyka jest taka, że sądy w ponad 90 proc. przypadków udzielają zgody na podsłuchiwanie — albo udzielają jej każdemu, albo jakość tych wniosków jest tak wysoka…

Problemem jest nie tylko to, co dzięki smartfonom wie o nas państwo, ale też to, co wiedzą o nas różne firmy analizujące dane. Ta sfera chyba też nie jest dobrze w Polsce uregulowana?

Dla przykładu: wczoraj ściągnąłem aplikację firmy dostarczającej jedzenie online. Ściągnięcie aplikacji wymusza zgodę na permanentne gromadzenie informacji o naszej lokalizacji. To jest forma podsłuchu XXI wieku. Ten podmiot i ta aplikacja wiedzą o tym, gdzie przebywamy, z jaką częstotliwością i jak długo. Znają nasz styl życia. W telefonie mamy żyroskop, urządzenie stare jak świat. Gdy aplikacja ma dostęp do żyroskopu i geolokalizacji, wie o tym, jak się przemieszczamy, czy jesteśmy leniwi, jakimi środkami transportu się przemieszczamy... Jak dodamy do tego dostęp do książki telefonicznej, wymagany przez większość przewoźników, albo do galerii zdjęć, czego wymagają aplikacje symulujące np. to, jak będziemy wyglądać na starość, to mamy podsłuch — mówiący o nas wszystko cyfrowy wizerunek. Nie jestem zwolennikiem takich spiskowych teorii, że np. gdy mówimy o czymś przy telefonie, to potem pojawiają nam się o tym reklamy. To jest niepotrzebne, bo nasze inne cyfrowe ślady są wystarczające — tworzony jest nasz profil behawioralny. Sami się na to godzimy.

Czy mamy jakąś możliwość, by nasz cyfrowy ślad został usunięty i zapomniany?

Prawo do bycia zapomnianym wynika wprost z RODO — i jest jednym z najbardziej martwych praw. W internecie nic nie ginie. Nie da się usunąć treści skutecznie, to jest to po prostu niemożliwe. Mogę podać kontrowersyjny przykład — katastrofy smoleńskiej i nielegalnie udostępnionych zdjęć zwłok. Wszystkie państwa członkowskie podjęły gigantyczne próby usunięcia tych zdjęć, gromadzonych na serwerach w różnych krajach. Tego po prostu nie dało się usunąć. Absolutnie nic nie ginie w sieci.

Wywiad jest skróconym zapisem rozmowy z odcinka podcastu „Puls Biznesu do słuchania” pt. Co twój smartfon wie o tobie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Marcel Zatoński

Polecane