Życie prenatalne

Michał Sorówka, Paweł Nowakowski
opublikowano: 15-01-2007, 00:00

Dopiero piąty telefon wyrwał Jana z zamyślenia. Nie myślał o niczym konkretnym, ale w tej pustce było mu błogo i bezpiecznie. Tak mogło wyglądać moje życie prenatalne — pomyślał. Nie rozwinął tej myśli, bo surowy — choć seksowny — głos asystentki szefa wzywał go na spotkanie.

Miał mieszane uczucia, do tego projektu. Nie przepadał też za nową agencją. W starej miał wszystko poukładane. Na każdej prezentacji wyśmienite rulony z szynką... Jego akant nie tylko chodził z nim na zakupy, ale też pamiętał o rocznicy ślubu. Gdyby nie on… Ta praca zupełnie odebrała mu czas na wszystko inne, a do tego ten pęd stolicy, do którego przyzwyczaja się już siódmy rok. Trzy lata temu dostał ostatni awans, dwa lata temu wziął ślub, w czerwcu razem z żoną kupili mieszkanie. Kredyt we frankach wypadł nawet korzystnie.

Niby wszystko planowo, ale ten nowy szef… Zburzył konstrukcję budowaną od lat. Przygląda się, szuka, czego nie zgubił, sprawdza. Nie ma miejsca na błąd, potknięcie, fałszywy trop. Jan jest ciągle czujny, męczy go to. Dlatego zdarza mu się uciekać do łona matki. Tam ma spokój.

Spotkanie zaczęło się normalnie. Agencja opisała zadanie, ponarzekała na terminy i trudności, choć bierze za to ciężką kasę. A tak w ogóle to na pewno jeszcze wali nas na drugie tyle — pomyślał, patrząc na nowy garnitur Client Service’a. Taki arogancki, wszystkowiedzący, zamożny z domu i nie kryjący tego. Niestety, dobry znajomy szefa. Jan był w trudnej sytuacji. A na jego miejsce sporo chętnych. Ambitnych, jeszcze bez mieszkań.

Przez trzy godziny prezentacji starał się uważać na wszystko. Przeważnie zdanie na jakiś temat przychodziło mu łatwiej po wysłuchaniu Client Service’a i przełożonego. Po jakimś czasie zaczął wierzyć, że to jego własna opinia — i to go uspokajało. Od wielu tygodni stąpał przecież po kruchym lodzie, a był zdeterminowany, by utrzymać swe małe szczęście za wszelką cenę.

Na koniec spotkania zaproponował badania. To mu da ostateczną pewność i bezpieczeństwo. Agencja badawcza ma długi kontrakt z firmą, w końcu nie jest stroną, lecz narzędziem do podejmowania decyzji. Tam wszystkich zna. Tam też dobrze znają Jana i są bardzo wsłuchani w jego obawy — nie tylko zawodowe. Wiadomo, co psycholog, to psycholog.

Wieczorem Jan zamierza wziąć żonę na sushi. Cóż, reklama to skomplikowana materia.

Michał Sorówka

Paweł Nowakowski

partnerzy w agencji Grandes Kochonos

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michał Sorówka, Paweł Nowakowski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy