Żyją z chrapania i odchudzania

Urszula Światłowska
opublikowano: 2005-06-08 00:00

Może się wydawać, że sanatorium to kiepski interes. A przecież wystarczy dać klientom trochę więcej, niż chcą.

Sanatorium Pod Tężniami bardziej przypomina hotel niż zakład uzdrowiskowy. Eleganckie pokoje, kawiarnia i restauracja, a dookoła park. Drzewa, krzewy, fontanny, a nawet staw z rybami. Kierownictwo firmy, która w zeszłym roku uzyskała tytuł Gazeli Biznesu dobrze wie, że na rynku przetrwają najlepiej przystosowani.

— Chcemy podnosić standard usług, dlatego co pół roku coś zmieniamy. Ostatnio otworzyliśmy gabinet profilaktyki i leczenia chrapania oraz wprowadziliśmy bardzo popularny program odchudzania — mówi Wiktor Kolbowicz, prezes ciechocińskiego Sanatorium Uzdrowiskowego Pod Tężniami.

Gdy kończy się jedna inwestycja, natychmiast powstaje plan kolejnej.

— Przygotowujemy koncepcję rozbudowy sanatorium. Chcemy stworzyć zakład przyrodoleczniczy, w którym będzie m.in. część hotelowa i basen solankowy. Żeby ułatwić gościom poruszanie się, wszystko będzie na miejscu. Nowy obiekt chcemy oddać do użytku w ciągu roku — zapowiada Wiktor Kolbowicz.

Żeby się nie nudzili

Dzięki specjalnej ankiecie dyrekcja sanatorium wie, czego oczekują klienci. Każdy, kto wyjeżdża, może zasugerować, co zmienić.

— Robimy wszystko, aby goście nie nudzili się u nas. Teraz wprowadzamy nowe zajęcia, które zapełniają i urozmaicają kuracjuszom czas wolny. Jest muzykoterapia, są koncerty muzyki klasycznej i operowej oraz biesiady muzyczne — wylicza Edyta Dondalska, kierownik marketingu sanatorium.

— A na tym nie koniec. Goście sanatorium mają do dyspozycji tory do gry w kręgle, nowoczesną siłownię, gabinet kosmetyczny i komorę kriogeniczną — wszystko, co jest potrzebne do spokojnego odpoczynku i podreperowania zdrowia. Właściwie nie trzeba wychodzić poza sanatorium — mówi Wiktor Kolbowicz.

Jedną z ostatnich nowości jest nordic walking, czyli chód, marsz lub bieg z kijkami. Ta dyscyplina jest znacznie bardziej efektywna niż chód czy bieg, szybciej też spala się kalorie. Co rano grupy w specjalnych dresach idą na spacer.

Dla gości przygotowano niespodziankę. Każdy może posadzić w sanatorium drzewko, które będzie rosło w specjalnej alejce. Z tabliczką z nazwiskiem sponsora.

Klient nasz pan

— Klient jest najważniejszy. Robimy, co w naszej mocy, żeby nasze usługi były na jak najwyższym poziomie. Odbieramy gości z lotniska, monitorujemy cały teren — dzięki czemu mogą zapomnieć o samochodzie na parkingu. Ciągle szkolimy też pracowników i uczymy się obcych języków — wylicza Wiktor Kolbowicz.

Takie podejście przyciąga biznesmenów, którzy nie mają czasu na trzytygodniowe turnusy ani ochoty na peerelowskie traktowanie klientów.

— Często wyjeżdżający goście już rezerwują sobie kolejny termin — mówi z dumą prezes.

Efekty widać. Przez cały ubiegły rok obłożenie sięgało 95 proc. A wszystko wskazuje na to, że ten rok będzie jeszcze lepszy.

— Zawsze styczeń i luty były miesiącami martwymi. Tymczasem przez pierwsze 4 miesiące tego roku zajętych było 100 proc. miejsc — podkreśla Wiktor Kolbowicz.

Wyniki finansowe sanatorium od siedmiu lat systematycznie idą w górę. Zyski mogą być jeszcze większe, gdy u naszych zachodnich sąsiadów rozniesie się wieść, że polskie uzdrowiska zaczynają prześcigać tamtejsze. Z sanatorium Pod Tężniami już wyjechało kilku Niemców gotowych zeznać to pod przysięgą.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface

Partner strategiczny

Alior

Partnerzy

GPW Orlen Targi Kielce Energa Obrót