Żywność po polsku, buty po włosku

Karol Jedliński
opublikowano: 2010-05-10 06:37

Polskość bywa w cenie. Zagraniczne koncerny coraz częściej tworzą lokalne marki, bo takie preferują Polacy.

Dobre, bo polskie? Nie zawsze, choć coraz częściej. Z ostatnich badań TNS OBOP wynika, że Polacy najczęściej rekomendują obcokrajowcom polską żywność. A więc soki, woda, jogurty, mleko i batoniki made in Poland. Na drugim biegunie w badaniach znalazły się odzież i buty. Marki z tej branży, jeśli są wyprodukowane w naszym kraju, nie mogą liczyć na rzeszę spontanicznie propagujących je konsumentów.

— W ostatnich latach wyraźnie widać, że dla żywności polskość jest atrybutem. Nawet zagraniczne duże marki budują brandy, które szukają przewag dzięki lokalnemu pochodzeniu. Przykładem może być Coca-Cola i Kropla Beskidu — dodaje Marek Staniszewski, wiceprezes agencji Young Rubicam Brands, od kilkunastu lat zajmujący się komunikacją marek.

Zanim pojawiła się Kropla Beskidu, Coca-Cola walczyła o rynek wody międzynarodową Bonaquą. Nieskutecznie. Choć niegdyś skutecznie Atlas wabił niemieckimi napisami na opakowaniach kleju. Do czasu, aż postawił na polskość.

— Decyduje konsument, Polak woli lokalność. Dlatego Kropla odniosła sukces — podkreśla Tadeusz Pokrywka, prezes Krajowej Izby Gospodarczej Przemysł Spożywczy.

— Żywność i polskość to gra w skojarzenia, kalki. Przywołanie miejsc wiarygodnych, takich jak góry, Mazury, morze. Ale przy tym produkt, nie tylko marketing, musi być dobry — uważa Piotr Łysak, dyrektor zarządzający polskiego oddziału agencji McCann Wourldgroup, która odpowiada za komunikację reklamową Kropli Beskidu.

— Nie wyobrażam sobie np. niemieckiego mleka krowiego odnoszącego sukces w Polsce. Tak jak zapewne polskość będzie i jest ciężarem dla naszych marek z kręgu motoryzacji czy elektroniki — uważa Jakub Potrzebowski, prezes ZenithOptimedia Group Polska.

Więcej w poniedziałkowym "Pulsie Biznesu"