25 lat w gospodarce udało się na piątkę

opublikowano: 22-05-2014, 00:00

Elita biznesu i polityki spod flagi biało-czerwonej jest zgodna — od ćwierć wieku idziemy w dobrym kierunku. Czasem gubimy rytm, jednak wyprzedzamy kraje, z którymi na starcie byliśmy łeb w łeb

Na Stadionie Narodowym zebrali się przedsiębiorcy posiadający majątki warte miliardy złotych i politycy decydujący o przepływie i inwestowaniu porównywalnych kwot. Wszyscy eleganccy i uśmiechnięci. Gdyby spotkali się 25 lat temu, dominowałyby niemodne kreacje w kolorze ziemi i zmęczone twarze, ale widać byłoby również radość z pierwszych sukcesów.

— Ćwierć dekady temu każdy z nas miał średnio pół telewizora — przypomniał Grzegorz Nawacki, zastępca redaktora naczelnego „Pulsu Biznesu”, prowadzący debatę z serii „Czas na patriotyzm gospodarczy”. Pytania o ocenę 25 lat gospodarki w III RP wydawać się mogły z dzisiejszej perspektywy kurtuazją, a odpowiedzi — formalnością.

— Szansa wykorzystana czy zmarnowana? Co można było zrobić lepiej? Jakie oceny w szkolnej skali wystawicie za dwie i pół dekady zmian? — pytał Grzegorz Nawacki, a Mateusz Morawiecki, prezes BZ WBK, szykował już w odpowiedzi nieoczekiwaną łyżkę dziegciu.

Refleksja Górala

Najpierw jednak głos zabrał Jakub Karnowski, prezes Grupy PKP, w której wciąż próbuje zepchnąć na boczny tor wagon z napisem PRL. — Wypadamy rewelacyjnie w porównaniu z otaczającymi nas krajami, trudno z tym polemizować. Nie mieliśmy ujemnego PKB od kilkunastu lat. Stąd moja ocena: „5+” — stwierdził Jakub Karnowski. Adam Góral, prezes Asseco, znany z tego, że lubi rozprawiać o styku polityki i biznesu, nie był aż tak hojny, co nie znaczy, że lata III RP uważa za niewypał.

— Sukces jest niewątpliwy. Ci, którzy krytykują, że młodzi wyjechali z Polski i szukają szczęścia za granicą, powinni wiedzieć jedno: gdyby w latach 80. można było wyjechać, zrobiłoby to 30 mln osób — podkreślał Adam Góral, który wierzy, że stworzymy jeszcze lepszy kraj, bo mamy rezerwy.

Szef Asseco dał „4+”, bo kilka błędów było — m.in. sprzedaż dużych państwowych firm bez udziału polskiego kapitału. Efekt? Za mało jest dużych firm spod flagi biało-czerwonej, zdolnych podejmować ryzyko i ciągnąć mniejsze i średnie biznesy za sobą.

— Stawiam „4-”, dorzucę trochę dziegciu — tak Mateusz Morawiecki zaczął swoją ocenę minionych 25 lat w gospodarce, uśmiechając się z przekąsem.

Kombatanci Kulczyka

— Pytamy o ocenę minionych lat głównie tych, którzy odnieśli w tym czasie sukces. Nie możemy jednak zapominać o bardzo wysokim bezrobociu, dwucyfrowym nawet w okresach szybkiego wzrostu w Polsce. Exodus ludności? Też nie jest sukcesem — skwitował prezes BZ WBK i szybko podniósł temperaturę debaty. Wywołany do tablicy poczuł się Janusz Piechociński. Wicepremier i minister gospodarki swoją ocenę rozbił na trzy części. Najsłabiej ocenił kolegów z klasy politycznej, stawiając im ledwie „3”.

— Polityka jest coraz gorsza, mniej skuteczna i nastawiona głównie na konflikt. Demokrację i postawy obywatelskie oceniam na „3+”. Gospodarka i duch przedsiębiorczości? Mocne „4” — stwierdził Janusz Piechociński. Jan Kulczyk na Stadion Narodowy przyszedł w dużo lepszym nastroju. Można powiedzieć, że wręcz hurraoptymistycznym.

– Szóstka z wykrzyknikiem! Jesteśmy prymusem, pytanie, co z tym sukcesem zrobimy — zadeklarował miliarder, stwierdzając, że przecież nasza gospodarka jest najlepsza w Europie, i wytykając przedmówcom „kombatanctwo”.

— Panie doktorze, stan zachwytu czy stan totalnej krytyki są złe dla nas jako kraju — odpierał zarzuty Adam Góral.

Energia Jagiełły

Jacek Krawiec, prezes Orlenu, nie zamierzał jednak kryć optymizmu po 25 latach przygody z wolnym rynkiem. Nie odwoływał się jednak do emocji, lecz wyjął kartkę, z której zacytował kilka twardych faktów, bo — jak powtarza — sukcesy można zmierzyć.

— Polskie PKB w 16 lat wzrosło trzykrotnie i rosło szybciej niż w regionie. Rozwijaliśmy się w ostatnich dekadach mocniej niż Turcja, kraje BRICS, Indie, Malezja czy Irlandia. Wciąż jednak jesteśmy za Estonią, Malezją czy Chinami w rankingu konkurencyjności otoczenia rynkowego. Dlatego daję „5-” — skwitował Jacek Krawiec.

Michał Sołowow zaznaczył, że Polska zmieniła się nie tylko z perspektywy strzelistych wieżowców Warszawy. Oczywiście, mogliśmy osiągnąć więcej, ale… — …łatwo przyzwyczajamy się do tego, co dobre. To był niesamowity okres, zapoczątkowany przez ustawę Wilczka. Fantastyczna atmosfera, kto mógł, zakładał firmę.

PKB rósł średnio o 8,8 proc. co roku. A pomyśleć, że w 1989 r. moja mama, wówczas wykwalifikowana nauczycielka, wicedyrektorka szkoły, zarabiała równowartość 60 USD miesięcznie — wspominał inwestor z Kielc, oceniając 25-lecie na „6” . A to i tak mało, bo Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP, zaproponował… „8”.

— W 1989 r. miałem 25 lat. Proponuję zatem, żebyśmy się spotkali w 2039 r. i ocenili, co się udało w kolejnej generacji. Dziś nasze wyzwania są zupełnie inne niż 25 lat temu, chociażby demograficzne. To, co towarzyszy nam przez cały czas, to dobra energia — mówił prezes największego banku w Polsce.

Zioło Klesyka

Dobrej energii jest więcej, bo zdaniem Rafała Baniaka, wiceministra skarbu, pozostała ona także w portfelach 2 mln Polaków. Tylu z nas od 1989 r. wzięło udział w prywatyzacjach firm, kupując ich akcje. Dziś to w sumie 6,5 mld zł majątku. — Wciąż jednak skarb państwa ma udziały w 12 spółkach z WIG30, państwowy majątek jest pomnażany. Daję pełne „5”. Co się nie udało? Wciąż jesteśmy za mało innowacyjni, za mało nastawienina inteligentny rozwój — analizował Rafał Baniak.

Mateusz Szczurek podkreślał, że bieg po zwycięstwo jeszcze się nie skończył. I że w jednym z pewnością zachowaliśmy się, jako naród, inteligentnie. Nie forsowaliśmy tempa rozwoju, budując bazę, zamiast dmuchać bańki.

— Nasz wzrost ma solidne podstawy, nie jest windowany długiem czy nierównowagami społecznymi. W skali makro jesteśmy gotowi wyskoczyć wyżej, dalej. Przemy do przodu, potykając się czasem o skutki niszczącej gry między sektorem publicznym a prywatnym, gdzie brakuje wzajemnego zaufania. Ale i tak niech będzie piąteczka — zakończył minister finansów, który w 1989 r. miał ledwie 14 lat. Do braku zaufania, jaki towarzyszył biznesowi przez ostatnie dekady, nawiązał też Herbert Wirth, prezes KGHM Polska Miedź.

— Kapitał społeczny oceniam zatem na „3”. Przedsiębiorczość zdała egzamin na „6”, średnia daje „4,5”. Choć jest dobrze, weźmy nawet naszą spółkę, która dzięki wolności gospodarczej przeszła drogę od państwowego molocha do firmy globalnej — wykładał Herbert Wirth. Podobną ścieżką idzie PZU, którego prezes lata transformacji ocenił z równym entuzjazmem jak Jan Kulczyk.

– 6 z kwiatuszkiem, domkiem i wykrzyknikiem. Jeśli ktoś lata temu powiedziałby mi, że będę siedział w takim otoczeniu i sytuacji, to bym mu powiedział: „niemożliwe”. Że się napalił jakiegoś zioła. Generalnie, jako Polacy mamy skłonność do samobiczowania. Część z nas zdobyła już tę istotną pewność siebie w tym, co robi i jak robi. Mamy sukcesy w walce z zachodnimi firmami na Zachodzie. Exodus? Są młodzi Polacy, którzy w londyńskim City wygryzają kolegów z Niemiec czy Francji, widziałem na własne oczy — podsumował Andrzej Klesyk, prezes PZU.

Średnia wszystkich ocen to zatem niecałe „5”, powiedzmy „5-”. A w kuluarach jeden ze znanych przemysłowców komentował: „Mnie też wyśmiali, gdy w 1989 r. mówiłem, że będę miał nie statystyczne pół telewizora, ale fabrykę telewizorów”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy