17 sierpnia 1991 r. z niepozornego pawilonu przy ul. Hożej 54 w Warszawie, zajmowanego przez informatyków Wydziału Fizyki UW, w świat — a konkretnie do Hamburga przez Kopenhagę — wyszła z Polski pierwsza wiadomość elektroniczna w używanym do dziś protokole TCP/IP. Tylko tyle i aż tyle — bo ten dzień uznaje się za symboliczny początek internetu nad Wisłą.

Pierwszymi internautami byli administratorzy uczelnianych sieci, testujący komunikację między komputerami w różnych ośrodkach. Nie było przeglądarek www, Google’a, Facebooka, YouTube’a ani smartfonów. Firma Billa Gatesa dopiero rozwijała pierwsze wersje systemu Windows, a Tim Berners-Lee próbował zarazić ideą hiperłączy i światowej sieci (World Wide Web — www) innych fanów sieci komputerowych. Nie były to jednak zupełne początki poczty elektronicznej w Polsce. Sieci komputerów między uczelniami istniały już przynajmniej rok wcześniej, a różnego typu protokoły internetowe pozwalały na wymianę prostych komunikatów.
— Polscy naukowcy, a szczególnie fizycy i astronomowie, potrzebowali szybkiego sposobu komunikacji z kolegami z całego świata. Już wcześniej w różnych ośrodkach prowadzone były próby połączenia i wielokrotnie udawało się z sukcesem przeprowadzić transmisje danych, ale w bardzo wąskim zakresie i z wykorzystaniem prostych protokołów, takich jak x25, frame relay — wspomina Wojciech Kamieniecki, dyrektor NASK (Naukowo-Akademickiej Sieci Komputerowej).
Pierwszy e-mail dotarł do polskich naukowców z Kopenhagi w listopadzie 1990 r. i niektórzy właśnie tę datę wolą uznawać za symboliczny początek. Zdaniem ekspertów NASK, powołanego wiosną 1991 r., dopiero poczta wysłana z Polski w protokole TCP/IP uruchomiła lawinę. Kilka miesięcy później, bo w grudniu 1991 r., polskie sieci komputerowe zostały oficjalnie podpięte do największej wówczas sieci na świecie, zorganizowanej przez CERN (Europejską Organizację Badań Jądrowych).
— Na początku mało kto widział miejsce dla internetu. Powszechne było przekonanie, że tam, gdzie wszystko jest bezpłatne, nie ma miejsca na biznes — mówi Wojciech Kamieniecki.
Podstawową funkcją połączeń internetowych była komunikacja — najpierw tylko w formie sztywnych komunikatów wysyłanych na serwery poczty między fascynatami telekomunikacji. Równolegle do internetu rozwijały się sieć Fidonet i kanały dyskusyjne, takie jak IRC.
Zdaniem badającego historię internetu dr Marka Robaka z Katedry Internetu i Komunikacji Cyfrowej UKSW, Polska nie była wówczas mocno w tyle za resztą świata — wynalazki docierały do nas z zaledwie dwuletnim opóźnieniem. To niewiele, zważywszy, że na pierwsze połączenia sieci tzw. bloku wschodniego ze światowymi musiał wyrazić zgodę… prezydent George Bush senior.
— Prawdziwym przełomem w rozwoju internetu w Polsce było uruchomienie przez Telekomunikację Polską (TP) w kwietniu 1996 r. słynnego numeru 0-20-21-22, za pomocą którego każdy użytkownik telefonu stacjonarnego mógł „wdzwonić się” do sieci. Od tego momentu nie trzeba było specjalistycznej wiedzy, by korzystać z dobrodziejstw internetu — mówi Marek Robak.
Prędkość łącza wynosiła jedynie 36 kb/s, a za godzinę korzystania z sieci trzeba było zapłacić ok. 5 zł, doliczane do rachunku telefonicznego. Zamiast wyszukiwarek Altavista, Netsprint czy Gopher, będących w powijakach, trzeba było korzystać ze statycznych katalogów www. Tak zaczynał pierwszy polski portal internetowy — Wirtualna Polska.Zamiast informacji z Polski i świata pod adresem www.wp.cnt. pl można było znaleźć tylko odnośniki do innych witryn.
Na koniec 1995 r. istniało zaledwie 91 witryn internetowych w domenie „.pl”, rok później już 855 i był to jeden z największych procentowych przyrostów rok do roku. Kolejny przełom nastąpił wraz z upowszechnianiem się tzw. sztywnych łączy, a prawdziwą rewolucję i lawinowy przyrost liczby internautów i serwisów www wywołała Neostrada, uruchomiona przez TP w 2001 r. Z działających w Polsce w 2000 r. ok. 88 tys. witryn w rok zrobiło się blisko 135 tys.
— Ludzie nagle zyskali nieograniczony dostęp do połączenia rozliczanego wcześniej co do minuty. Oprócz serwisów informacyjnych natychmiast rozkwitły internetowa pornografia i strony pirackie — wspomina Marcin Przasnyski, redaktor i wydawca czasopism informatycznych z tamtego okresu, takich jak „Bajtek”, „Secret Service” czy „Komputer Świat”.
