Dwa tygodnie — tyle czasu potrzebował rząd, aby przeforsować w Sejmie dwa istotne projekty ustaw związanych z funduszami emerytalnymi. Ustaw niebagatelnych, dotyczących bowiem prawie co czwartego Polaka. Rząd twierdzi, że Sejm zaakceptował prawo uszyte na miarę możliwości i chroniące uczestników zreformowanego cztery lata temu systemu emerytalnego. Czyżby?
Projekt ustawy o spłacie zaległości ZUS wobec klientów funduszy emerytalnych, w formie obligacji skarbowych, jest dla członków OFE mniej korzystny aniżeli spłata w formie gotówki. Jedyne co można o nim powiedzieć, to to, że wreszcie uda się jakoś rozwiązać problem (wciąż wiele w rękach ZUS), który ciągnie się od maja 1999 r. Forma ma tutaj mniejsze znaczenie.
Nowelizacja ustawy o organizacji i funkcjonowaniu funduszy emerytalnych, w formie projektu rządowego, korygowanego przez sam rząd w trakcie prac, ma jeden atut. Jest nieco lepszym rozwiązaniem niż propozycja poselska Prawa i Sprawiedliwości, mocno wspierana przez byłe kierownictwo nie istniejącego już Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi. Czy jednak groźba zamknięcia inwestycji OFE tylko na Polskę czy też utworzenia publicznego otwartego funduszu emerytalnego — co m.in. proponował PiS — jest całkiem oddalona? Pokażą to zapewne kolejne wybory parlamentarne.
Komisja sejmowa zaczęła pracować nad nowelizacją już w lutym. To jednak dopiero zbliżające się wakacje parlamentarne spowodowały przyśpieszenie prac. Nie wyjaśnia to jednak, dlaczego na końcu tego etapu zabrakło refleksji, głębszej analizy. Legislacyjny tryb (interpretacja prawa, zgodność z Konstytucją) i wady ustawy budzą zastrzeżenia. A chodzi przecież o emerytury ponad 8 mln osób.
Tymczasem mamy nowelę, której celem, zdaniem Krzysztofa Patera, wiceministra w resorcie gospodarki i pracy, jest obniżenie kosztów funkcjonowania systemu i obciążeń dla klientów oraz wykreowanie konkurencji na rynku. A jaki jest krajobraz po bitwie? Nowela, i owszem, obniża koszty systemowe. Korzyści dla klientów będą, jednak nie tak znowu istotne. A prawdopodobieństwo, że wystąpiłyby one naturalnie i byłyby głębsze, bez nowelizacji, duże. Teraz zapewne PTE będą mocno trzymać się górnych limitów opłat zaproponowanych przez rząd.
Nie bez winy są tu same towarzystwa, które długo nie mogły dogadać się ze sobą, a także z rządem, w kwestii nowelizacji. Niezadowolenie prywatnych spółek może jednak przełożyć się na niezadowolenie ich klientów. Część podmiotów zdecyduje się zapewne na wyjście z biznesu emerytalnego (także w procesie nadchodzącej konsolidacji), w sytuacji gdy radykalnie, w krótkim czasie funkcjonowania, zmienia się im reguły gry.
Państwo administracyjnie zdecydowało się więc uregulować rynek. Z wolnym rynkiem ma to jednak niewiele wspólnego.